Nie tylko, że po nim nie płaczę, ale nawet nie ukrywam, że... czuję przyjemne zadowolenie i ulgę, jak jakiś rekonwalescent, którego wcześniej trapiła męcząca ospa, lecz jej przykre objawy już minęły, chociaż ślady są jeszcze widoczne. Ale i większość tych śladów też z czasem pójdzie w zapomnienie...
Dziś pozostały tylko w eterze spazmy i lamenty słuchaczy Radia Maryja, którzy wyborczą porażkę potraktowali jako życiową tragedię oraz pokaźny internetowy zbiór smętnych powyborczych wpisów przegranych zwolenników.
Teraz Prezesa wraz z jego ugrupowaniem czekają co najmniej 4 lata w opozycji, a to będą długie i gorzkie lata bez władzy i możliwości istotnego wpływu na podejmowanie decyzji. Za 4 lata Jarosław Kaczyński będzie miał już 62 lata. Za 4 lata prezydentem będzie już ktoś inny, a nie brat bliźniak, o czym jestem przekonana.
Nie będzie więc nikogo, kto będzie sprzyjał czy też wspomagał kampanię wyborczą, nie będzie przychylnej TVP, dyspozycyjnych służb, a i żelazny elektorat w sposób naturalny trochę się przerzedzi. Wykruszy się też wielu dzisiejszych zwolenników, widząc bezsens trwania przy czymś, co skazane jest na powolną śmierć a i będąc coraz bardziej przekonanych do nowego. Proces wewnętrznego rozpadu samego PiSu już się rozpoczął dzisiaj jednoczesną rezygnacją ze stanowisk trzech wiceprezesów partii.
Wszystko wskazuje, że świetność kariery politycznej Jarosława Kaczyńskiego mamy już właśnie za sobą. Chociaż pewnie on sam ma jeszcze nadzieję, że uda mu się dokonać powrotu na scenę polityczną, aby grać na niej główną rolę, to jest pewne, że to tylko mrzonki. Nie sposób bowiem nie uznać, że należy już do pokolenia odchodzącego, że współczesny świat należy i będzie należał do młodszych, dynamicznych, obytych w świecie i czujących się europejczykami polityków. Skoro już teraz wielu wyborcom wydał się anachroniczny, to czy za 4 lata miałoby się to zmienić?



Komentarze
Pokaż komentarze (55)