4 obserwujących
95 notek
49k odsłon
762 odsłony

Odpowiedzialność za państwo czy... awanturnictwo polityczne?

E. Zagrodzka
E. Zagrodzka
Wykop Skomentuj19

Kiedyś po upadku Komuny, na początku lat dziewięćdziesiątych Jan Kaczmarek śpiewał w kabarecie Elita : " A w Sulejówku nikt nie czuwa..."

Trwa epidemia śmiercionośnego wirusa, polskie społeczeństwo jest zastraszone / boi się o siebie i swoich bliskich/ , zrezygnowane i zmęczone. Tymczasem politycy serwują nam polityczną awanturę wokół mających się odbyć w maju lub nie wyborów prezydenckich. O co tu właściwie chodzi? Czy awantura wokół wyborów nie jest serwowanym polskiemu społeczeństwu towarem zastępczym? Jeśli tak, to co rząd chce ukryć przed społeczeństwem?

Demokratyczna instytucja wyborów, która ukształtowała się w świecie po Rewolucji Francuskiej zasadza się na czterech przymiotnikach: bezpośrednie, tajne, równe i proporcjonalne. Jak do tej pory nikt w demokratycznym świecie tego podstawowego katalogu nie kwestionował.  aktualnie mamy w Polsce wybory prezydenckie i ... nadzwyczajną sytuację, która... formalnie nadzwyczajną sytuacją nie jest. Chodzi oczywiście nie o Stan Wyjątkowy, którego podstawową cechą jest drakońskie ograniczanie praw i swobód obywatelskich, takich jak wolność prasy czy pluralizm mediów, cenzura korespondencji, a o znacznie lżejszy w społecznym odczuciu Stan Klęski Żywiołowej.  Nie da się ukryć, że obecny nieformalny stan klęski żywiołowej, nazwany przez rząd Stanem Epidemia i jego ograniczenia. słuszne zresztą, praw obywatelskich takich jak zakaz zgromadzeń i zakaz przemieszczania stawiają pod znakiem zapytania demokratyczność wyznaczonych na 10 maja wyborów prezydenckich. I nie jest tu tak bardzo istotne, co za każdym razem wyrzuca rządowi opozycja, że prąc do wyborów podczas największego nasilenia epidemii naraża zdrowie i życie obywateli.  Zresztą rząd utrącił ten argument z rąk opozycji, właśnie , gdyby wybory odbyły się w czasie epidemii, wprowadził powszechne wybory korespondencyjne. Bezpośrednie wybory w lokalach wyborczych tak naprawdę nie narażają zdrowia i życia obywateli. To tylko slogan przeciwników majowych wyborów! Uczęszczam na wybory przez całą demokratyczną Rzeczpospolitą, obserwuję każde wybory i wiem, że frekwencja jest taka, że ryzyko zarażenia jest minimalne, bo tłumów w lokalach wyborczych nie ma. Podejrzewam, że tak i teraz będzie! Przeprowadzenie wyborów w maju i to zarówno bezpośrednich jak i korespondencyjnych narusza jednak podstawową zasadę wyborów. Ich demokratyczność! Ograniczenia Stanu Epidemii powodują, że kandydaci nie realizują swojego podstawowego prawa wyborczego: prawa do kampanii wyborczej. Bez kampanii wyborczej szanse kandydatów są nierówne. Siłą rzeczy najwięcej szans na reelekcję ma  aktualnie urzędujący prezydent. On bowiem cały czas sprawuje swój urząd, obywatele go widzą i można uznać, że cały czas prowadzi kampanię. Wybory, jeśli się w maju odbędą naruszą podstawowe zasady demokratyczne wyborów. I czy bezpośrednie czy korespondencyjne będzie je można łatwo podważyć. Jeśli wpłyną protesty wyborcze, każdy sąd , nawet ten słuszny wybrany przez rządzącą ekipę będzie musiał stwierdzić ich nieważność. A trzeba dodać, że argument nazwania  gorszym sortem, targowicą i koderastami już nie chwyci. Rządząca partia nie będzie już miała przeciwko sobie platformę obywatelską, ale wszystkich kandydatów, a zatem Bosaka, Hołownię, Kamysza, Biedronia i Kidawę - Błońską. Czy opozycja zjednoczy siły i czy będziemy mieć wielką opozycję przeciwko PiSowi? Zobaczymy! Fakt jest taki, że... zapłaci za to Polska. A czas nie idzie przychylny dla rewolty...

Nadchodzi światowy kryzys gospodarczy, jego pierwsze symptomy już widać. Nie ominie on też Polski. Moja koleżanka mówi, że... nie boi się koronawirusa, a kryzysu gospodarczego, który po nim nastąpi. Jego symptomy już widać. Przedsiębiorstwa ogłosiły gotowość zwolnień grupowych. Ludzie przez stan epidemii nie pracują, a zatem nie mają dochodów. Nie mają z czego płacić podatków i składek zusowskich. Może nie być wpływów do budżetu, a państwo ma olbrzymie wydatki. Koleżanka wieści przepowiednie hiobowe, że będzie kryzys, jakiego w świecie nikt od 1929r nie widział. Ludzie straciwszy oszczędności życia będą skakać z okien i żebrać na ulicach. Oby to były kasandryczne wieści... Rząd Polski jednak zdaje sobie sprawę, że nadchodzi Wielki Kryzys i że... nie czas na kryzys polityczny. PiS prze do wyborów, bo jak twierdzi w czasach kryzysu potrzebny jest silny rząd i popierający go prezydent, bo władze w trudnych czasach muszą ze sobą współdziałać. Rząd i popierający go prezydent! No właśnie...

Opozycja twierdzi, że forsowanie majowych wyborów to realizacja ambicji politycznych Jarosława Kaczyńskiego. Zdaniem wielu prezes rządzącej partii uznaje majowe wybory prezydenckie za swoje być albo nie być w polityce. Tak bardzo chce rządzić, że gotów jest narazić zdrowie i życie obywateli, by osiągnąć swój cel. Przepchnąć Andrzeja Dudę na drugą kadencję. Wie zaś dobrze, że jesienią, gdy nadejdzie kryzys, to Duda już nie będzie miał szansy wygrać wybory. A kto będzie wygrany? Chyba nikt, bo każdemu komu przyjdzie rządzić w kryzysie gospodarczym będzie musiał zmierzyć się z recesją gospodarczą, pustym budżetem państwowym i protestami obywateli, którzy nie dadzą sobie odebrać przyznanych świadczeń socjalnych. To nie euforia lat dziewięćdziesiątych, kiedy to społeczeństwo ucieszone z obalenia Komuny zgodziło się na wszelkie cięcia socjalne, które wymyślił Leszek Balcerowicz. Na krótko zresztą. bo 4 września 1993r wygrał Socjaldemokracja, czyli post komuniści z obietnicami socjalnymi. Dlatego dla Kaczyńskiego tak ważne są majowe wybory, że... działa zaślepiony rządzą władzy i nie patrzy na rzeczywistość racjonalnie.

Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka