Zmarł Andrzej Łapicki.
[*] [*] [*]
Różne są sposoby pożegnania słynnego aktora, uważam jednak, że puszczenie przez publiczną telewizję z okazji zgonu Andrzeja Łapickiego, świeć Panie nad jego duszą, filmu pt. Wesele jest lekkim przegięciem...
Zmarły najbardziej utkwił mi w pamięci w roli Trawińskiego w Wajdowskiej Ziemi Obiecanej.
"Małżonkowie Trawińscy to postacie drugoplanowe, epizodycznie pojawiające się na ekranie. Trawiński, podobnie jak Borowiecki pochodził z polskiej szlachty i bardziej z nakazu ojca niż w własnej woli zajął się działalnością przemysłowa w Łodzi. Mieszka tu z żoną – kobietą rozmiłowaną w dziełach sztuki, tudzież w przedmiotach zbytku. W interesach nie szło mu jednak najlepiej i popadłszy w jakieś wekslowe tarapaty szukał rozpaczliwie pomocy. U małżonki nie mógł liczyć na zrozumienie, tym bardziej, że ta sprowadziła z zagranicy nowy przedmiot zbytku. Gorączkowo poszukuje Borowieckiego, lecz ten, słysząc o kłopotach radzi mu środki zaradcze nie do zaakceptowania... Na pytanie, co być zrobił na moim miejscu, Borowiecki bardziej zinteresowany pracą maszyn Buholza niż kłopotami Trawińskiemu rzuca: „Chyba bym sobie w łeb palnął...” Trawiński, po pożegnaniu się z żoną, osamotniony „korzysta” z rady Borowieckiego..."
Wajda wypaczył postać Trawińskiego i jego filmowe losy w stosunku do powieściowych o 180 stopni, tym bardziej trudno było coś takiego zagrać, a jednak epizod ten wypadł wspaniale...
Pierwszą jego rolą, która szczególnie przykuła moją uwagę, jeszcze jako uczniaka podstawówki był Epilog Norymberski....
Zapamiętałem go też z innych licznych ról w Teatrze Telewizji... Zawsze był wspaniały...
Inne tematy w dziale Kultura