... z jabłuszkiem jeszcze nie robaczywym.
Jutro, jak to zwykle bywa w niedzielę spotkam kumpla z podstawówki po mszy w kościele. Na pewno zapyta mnie co ja sądzę o nowym produkcie politycznym, który nazwał się Polska Razem. W godle to coś ma zielone jabłko z którego wkrótce wyjdzie robal…
Przede wszystkim jest to Polska razem z Godsonem. Ja go spotkałem jakieś siedem lat temu jak rozdawał ulotki wyborcze na rogu Piotrkowskiej i Piłsudskiego w Łodzi… I ja wtedy pomyślałem, że to jakiś clown z cyrku i że jestem w candid camera…
Niestety, okazało się, że on na serio… Pomimo to i tak mam go za clowna…
Zacząłem od tego, bo z pewnością kumpel z podstawówki zapyta, czy ja bym przypadkiem nie skłaniał się ku temu produktowi.
Jeżeli zapyta, to odpowiem, że nie… On będzie mi wiercił dziurę w brzuchu i pytał dlaczego? Więc mu odpowiem: po pierwsze jest tam Godson, po drugie Gowin, po trzecie Wipler. O Murzynie już było, teraz o Gowinie – w sensie dlaczego mnie odpycha. Dlatego, że przyjął stanowisko ministra sprawiedliwości i robił w dziedzinie, o której nie ma najmniejszego pojęcia.
A dlaczego Wipler – taki młody i przebojowy? – dalej będzie mi wiercił…
Otóż ja Wiplera widziałem i słuchałem około rok temu w Łodzi. Przyjechał i powiedział, że najlepszym kandydatem na prezydenta Miasta mojego Łodzi byłby Mastalerek, którego do Łodzi przeflancował Kaczyński. Rozmawiano wtedy w Łodzi o Łodzi i pan poseł Wipler powiedział, że ma dla Łodzi rewelacyjny plan - miasto powinno sprzedać ratusz (pałac Heinzla) jakimś Niemcom i iść do tych Niemców na komorne, co uzdrowić by miało trudną sytuację finansową tu nad Łódką. Po czym wyszedł i pojechał gdzieś, a ja pomyślałem, że to głupek. Po kilku miesiącach Mastalerek powiedział o Wiplerze, że to nieodpowiedzialny głupek… jako że już go w PiS nie było… Od red. Gugały wiem, że Wipler przestał być w PiS-ie jako że Kaczyński miał go za smarkatego i kiedy ten nastawał na posłuchanie, Kaczyński na to spotkanie nie mógł przez kilka miesięcy znaleźć czasu. Tu trochę zacząłem Wiplerowi współczuć, ale zaraz przyszło mi do głowy, że może raczyłby ubłagać Kaczyńskiego, żeby cudowny projekt sprzedaży ratuszy obcemu kapitałowi stał się flagowym projektem ich jeszcze partii… To by było dopiero, gdyby doszli do władzy i to wprowadzali…
Więc ja dla siebie miejsca tam nie widzę. Powstało
„ni PiS, ni PO,
ot, jakieś g…”
ale tego kumplowi nie powiem, bo będę po odpuście.
Może powiem mu, że to stare mięso w nowym flaku, które za würst prima sort usiłuje robić.
Inne tematy w dziale Polityka