Po Marszu Niepodległości na łamach GW (nr 267 i 285) dwóch Stefanów obnażyło swoją wrogość do Ruchu Narodowego: Bratkowski i Niesiołowski. Po ich przeczytaniu napisałem poniższy tekst i przesłałem do redakcji GW. Jak na razie otrzymałem informację, że tekst mój został przekazany obydwu panom. To mnie oczywiście nie interesuje, bo nie po to pisałem tekst, żeby tylko ci dwaj i redakcja się z nim zapoznała. Dlatego zamieszczam go poniżej.
My, narodowcy.
Niczym nam Bratkowski, niczym Niesiołowski.
Z tekstami Bratkowskiego spotykałem się jako nastolatek. Czytywałem jego dodatek gospodarczy w Życiu Warszawy - Życie i Nowoczesność aż do stanu wojennego. W tamtym „karnawale” uchodził Bratkowski za lidera wolności słowa. Kiedy już nie pisywał, albo raczej pisywał ale drukowały go niszowe czasopisma, bywał zapraszany na odczyty. Kiedyś przyjechał do Łodzi i dał odczyt u Jezuitów w Duszpasterstwie Ludzi Pracy. W drugiej części były „pytania z sali”. Ktoś na kartce napisał: „czy jest pan obrzezany?”. I on to pytanie przeczytał. I odpowiedział: „dziękuję, wiem kto to pytanie zadał”. Ktoś siedzący obok sam udzielił sobie odpowiedzi o autora: „rozporkowiec”. Ja zaś pomyślałem wtedy, że człowiek na poziomie powinien karteczkę z takim pytaniem wyrzucić do kosza.
W tym samym miejscu, ale w innych terminach odczyty dawał też Niesiołowski. A to o Stauffenbergach, a to o łódzkim narodowcu Łabędzkim, z którym był ponoć spokrewniony. Ktoś siedzący obok przedstawił mi go: „to taki endek, wiesz…”. W wyborach okrągłostołowych to właśnie Niesiołowski, kandydował i został posłem mojego, łódzkiego widzewskiego okręgu, co mnie wtedy niezmiernie cieszyło.
Pozwoliłem sobie przedstawić krótkie informacje „od siebie” na temat panów, którzy ostatnio na łamach GW (nr 267 i 285) obnażyli swoją wrogość do Ruchu Narodowego. A jako że jest to i mój ruch smutno mi, że dawni idole stali się moimi wrogami.
Z narodową demokracją spotkałem się na lekcjach historii rzecz jasna i rzecz jasna informacje na jej temat były mocno okrojone. Podręcznik licealny dotyczący odpowiedniego okresu dotknęło ponad sto ingerencji cenzury. W książce Kozłowskiego o ruchu robotniczym, z której przygotowywałem jakiś referat znalazłem zarys życia partyjnego po oswobodzeniu. Był tam krótki akapit, o tym, że chadeckie SP włączono do SD, zaś Stronnictwo Narodowe po prostu zostało zdelegalizowane jako że posiadało własną formację wojskową walczącą zarówno z oswobodzicielami jak i z krajowym służbami bezpieczeństwa, czyli że było burżuazyjną resztówką. Więcej informacji było oczywiście w monografiach Wapińskiego i publicystyce Micewskiego, który to powtórzył przestrogę chyba Giedroycia, że nie ma potrzeby otwierania dwóch polskich trumien: trumny Dmowskiego i trumny Piłsudskiego. Ja tego dokonałem, w tym sensie, że przeczytałem zarówno dzieła Dmowskiego, jak i pisma Piłsudskiego. W tych ostatnich nie znalazłem niczego wartościowego, jedynie barwne opisy wojaczki legionowej i wojny 1920. Wartość spuścizny Dmowskiego jest natomiast olbrzymia. Część ma wartość historyczną i opisuje jego wkład w odbudowę państwa polskiego, część zaś ideologiczna jest w pełni aktualna dla współczesnego narodowca.
My, narodowcy ani Bratkowskiego, ani Niesiołowskiego nie uważamy za naszych przewodników i ideologów i ich opiniami się nie przejmujemy. Dla nas najważniejsza jest myśl polityczna Romana Dmowskiego i to, co znajduje się w jego bogatym dorobku. Po pierwsze dlatego, że obaj na temat Dmowskiego piszą nieprawdę.
Bratkowski, co niejako zrozumiałe, koncentruje się na rzekomej nienawiści Dmowskiego do Żydów. Nie była to nienawiść, a jedynie przedstawienie tego, czym Żydzi w historii nie tylko Polski ale także Europy byli. Także Piłsudski pisał o roli Żydów na Wileńszczyźnie głównie. Także Eugeniusz Kwiatkowski. Dmowski Żydów w Europie i świecie en block widział jako pośredników handlowych. Byli nimi od czasów króla Salomona i bogacili się głównie dzięki pośrednictwu w handlu lewantyńskim. Zwraca uwagę, że w Rzeczypospolitą, po szwedzkim potopie zdominowali polskie miasta jeszcze bardziej osłabiając polskie mieszczaństwo. Żydów postrzegał po pierwsze jako satelitów dworu (Piłsudski czynił to także), co kończy uwłaszczenie chłopów w czasie Powstania styczniowego. Jako pośredników pomiędzy miastem a wsią, powodujących drożyznę produktów rolnych, z uwagi na długi łańcuch tychże pośredników. Stąd powstała konieczność zakładania spółdzielni (kooperatyw) spożywców, by te łańcuchy poprzecinać i ominąć. Również spółdzielczość kredytowa (Stefczyk), którą w przeszłości Bratkowski zachwalał narodziła się, aby ominąć żydowską lichwę. Nie ma w tym nienawiści, którą znalazł Bratkowski, jest po prostu stwierdzenie faktów istotnych dla zagadnienia. W ten stan nienawiści do Żydów Dmowski miał rzekomo popaść w 1911r. co oczywiście z prawdą nie ma nic wspólnego. O roli Żydów w Rzeczypospolitej i w Polsce porozbiorowej pisał jeszcze w Myślach nowoczesnego Polaka (1905r.), w Upadku myśli konserwatywnej w Polsce i w książce Niemcy, Rosja i kwestia polska (1908r.). Polska w pismach Dmowskiego jawi się jako kraj, który pozwolił, w przeciwieństwie do wszystkich innych w Europie na osiedlenie w swoich granicach ogromnych mas żydowskich, książęta przywilejami nadawali im prawa jakich nie mieli nigdzie w Europie i jakich nie miała często ludność rdzenna polskich miast, nie ograniczano ich, nie prześladowano, nie buntowano przeciwko rozpanoszeniu się Żydów, szczycąc się, że taka polityka jest najświetniejszym przykładem humanitaryzmu i tolerancji. Żydów postrzegał jako jednostki przedsiębiorcze, ruchliwe, o silnej solidarności rasowo-wyznaniowej. Postrzegał ich jako element obcy narodowi, z którego pewien, ale tylko niewielki odsetek należało zasymilować. W XIXw. prześladowanie Żydów przez carat zepchnęło znaczny ich odsetek do kręgów wywrotowych, zatem należało powstrzymywać się od stosowania wobec nich takiej polityki. Zwracał też uwagę na wcale niezłe położenie Żydów w II RP po zamachu majowym 1926r. i stale poprawiającą się sytuację zwłaszcza zamożnych Żydów a pogarszającą się sytuację żydowskiej biedoty. Przewrót, książka o świecie powojennym z lat 30-tych zawiera jedną, częściowo prorocza przepowiednię Dmowskiego: „Wiek dwudziesty staje się epoką, zamykającą rozdział żydowski w historii świata”. Częściowo, bo minione stulecie nie tyle zamknęło, co diametralnie zmieniło zagadnienie obecności Żydów wśród narodów europejskich. Przykładem tej zmiany jest ubój rytualny, którego legalizacja nie tyle jest potrzebna by prawa religijne i potrzeb konsumpcyjne mniejszości religijnych były zapewnione, co by niektóre produktu polskiego rolnictwa miały perspektywę eksportową.
Nie był też Dmowski wrogiem demokracji. Stwierdził jedynie, że „rewolucja 1926r.” dokonana przez Piłsudskiego, którego Bratkowski zdaje się uwielbiać, zniszczyła polski parlamentaryzm. Zaś sama nazwa stronnictwa „Narodowo-Demokratyczne” świadczy że był zwolennikiem, nie zaś wrogiem demokracji.
Uwielbia też Bratkowski cenzurę i kneblowanie ust, a może i „bicie po pysku”, co sanacyjni stosowali czy to wobec doc. Cywińskiego, czy to wobec prof. Kota. Były prezes SDP walczy z wolnością słowa i swobodą wypowiedzi, co ma nową nazwą walki z mową nienawiści. Pod tą zbitką pojęciową widzi każdą krytykę niewygodną dla siebie i może i dla władzy, która tak wiele obiecała, a tak mało z tych obietnic spełniłam, a poza ty źle się czuje zmuszona do prowadzenia dialogu społecznego. Narodowa Demokracja i narodowcy nowej generacji ani mowy nienawiści ani cenzury nie stosują.
Pana Bratkowskiego przytłacza rzekomą nienawiść Dmowskiego do Żydów, zaś Niesiołowski kreuje się na znawcę stosunku Dmowskiego do Rosji. Jak się okazuje, wiedzę na ten temat czerpie z Normana Davisa. Tyle zostało z dawnego łódzkiego endeka, co wyczyta w książkach spolszczonego Anglika. Davies twierdzi, że Dmowski zakochany w Rosji, był się odkochał w 1915r. i zaczął awanse do aliantów zachodnich. Jest to bzdura, bo co prawda wyjechał z Rosji ale czy to w Lozannie, czy to w Paryżu utrzymywał kontakty z ambasadorami Rosji. Przez cały zaś 1916r. prowadził dyplomatyczną grę, aby storpedować zawarcie odrębnego pokoju Rosji z Niemcami poza plecami jej sojuszników. Gdyby pokój ten zawarto, o powstaniu państwa polskiego nie mogłoby być mowy. Działania te zakończyły się sukcesem, skoro na koniec roku 1916 car Mikołaj II zapowiedział kontynuację wojny aż do osiągnięcia założonych celów, wśród których było „stworzenie wolnej Polski ze wszystkich jej ziem obecnie rozdzielonych”. Uwielbiany przez Bratkowskiego i w ogóle wynoszony na piedestały Piłsudski dostał od Niemców przyrzeczenie utworzenia jakiejś resztówki na piaskach Mazowsza.
Należny stosunek do Rosji tj. w zasadzie pozytywny, Dmowski zachował do końca. Jeszcze w latach 30-stych Dmowski pisał, że Rosja to Rosja i negowanie jej istnienia i jej interesów nie ma najmniejszego sensu, nawet pomimo tego, że stała się Związkiem Sowieckim. Wydana niedawno książka ukazuje zainteresowanie sił narodowo-demokratycznych Związkiem Sowieckim i pozytywne spojrzenie w odwrotnym kierunku. Brak kontaktów handlowych z Rosją, zamknięcie jej jako rynku zbytu dla wyrobów polskiego przemysłu uważał Dmowski za stan nienormalny, który powinien się zmienić. Stan ten był źródłem kryzysu gospodarczego niemal nieustannie trapiącego II RP. Przeszkodą dla odpowiednich zmian były rządy sanacji, które zeszły na pozycje głęboko antysowieckie, a co za tym idzie antyrosyjskie i na tych pozycjach trwały do samego ich końca tj. do Zaleszczyk. Wyraźny antysowietyzm w Stronnictwie Narodowym pojawił się dopiero po wybuchu wojny.
Tak oto dawny lider wolności słowa w tejże wolności widzi mowę nienawiści, zaś dawny łódzki endek stoczył się na pozycje wrogie endecji i okazuje się być ignorantem. Narodowcom nowego, młodego pokolenia zarzuca ignorancję, podczas gdy sam jest ignorantem. Wiedzę o Dmowskim czerpie z książek spolszczonego Anglika, tak jakby istniały jeszcze trudności z tekstami oryginalnymi Pana Romana. A może nigdy nie był „łódzkim endekiem”, może to była tylko blaga, albo opakowanie, pod którym krył się ktoś inny ideologicznie. Może to, że tak wiele ma Niesiołowski do zarzucenia narodowcom nowej generacji jest następstwem tego, że sam miał być endekiem i zarazem wychowawcą tej nowej generacji Polaków, ale tę rolę porzucił. On i wielu innych, znanych mi z Łodzi w przeszłości mieniących się narodowymi-demokratami, a tak naprawdę tylko przez chwilę ich udający, bo to dawało przepustkę do kariery politycznej.
Inne tematy w dziale Polityka