Jakelo Jakelo
1067
BLOG

Resortowe dzieci i Kania w Łodzi.

Jakelo Jakelo Polityka Obserwuj notkę 19

 

 

 Do Łodzi przyjechała pani Dorota Kania reklamować swoje Resortowe dzieci. Chodzi o książkę, z której wynikać ma, że media opanowały dzieci-śmieci. Owe dzieci-śmieci to ludzie mediów, obecni w nich od ćwierć wieku, a  Ich śmieciowatość wynika z powiązań z byłym resortem spraw wewnętrznych.

Było to drugie z kolei spotkanie poświęcone promowaniu „głośnych” książek.  Spotkanie z Kanią prowadzący rozpoczął od „prośby”, aby w części przeznaczonej na pytania nikt z widowni nie wydawał żadnych własnych oświadczeń, a jedynie koncentrował się na zadaniu pytania. Zastanawiałem się czym spowodowana była ta prośba. Może tym, że podczas spotkania w ubiegłym tygodniu, poświęconym książce o abp. Wielgusie  zadałem autorowi książki, czy cokolwiek mu wiadomo, że w „utrącenie”  tego duchownego osobiście zaangażowany był prominentny polityk PiS, naonczas w randze wicepremiera… późniejsza ofiara katastrofy smoleńskiej, bo takie opinie słyszałem. Otrzymałem odpowiedź, że wśród ofiar tej katastrofy było 8 osób zaangażowanych uprzednio w utrącenie Wielgusa, co mnie zamurowało. Myślę, że prowadzącemu spotkanie chodziło o to, aby podobnych pytań nie było. Tak wygląda wolność słowa w wydaniu organizatorów spotkań „u kolejarzy” w Łodzi. 

Pani Kania zachwalała natomiast wolność słowa w II RP, a także w IV RP i twierdzi, że takowej w III RP nie ma. IV RP to chyba w ogóle jeszcze nie było, skoro nadal mamy trzecią. Jak wyglądała wolność słowa w II RP, a zwłaszcza za sanacji? Pani Kania nie wie, że gdyby żyła w tamtych czasach i napisała podobną książkę, np. krytykującą sanacyjnych „pułkowników”, to albo spotkanie zostałoby przerwane najściem jakiś bandytów w mundurach, albo też już po jego zakończeniu obleciałaby takie bęcki, że po nich nie byłaby w stanie wypowiedzieć słowa.  Ja chciałem to powiedzieć, no ale nie wolno było.

Jak jest wartość tej jej książki o dzieciach-śmieciach i czy w ogóle są one zagadnieniem? Myślę, że gdyby zastosować jej tok myślenia, tj. oceniać ludzi pod kątem „pochodzenia” to Australię i N. Zelandię należałoby w całości wysiedlić na Antarktydę , a Północną Amerykę na Arktykę, no bo wiadomo jakim  „elementem” byli przodkowie obecnych mieszkańców tych kontynentów.  Zastanawiam się, czy ustalanie „pochodzenie” nie jest typową i wyłącznie polską wadą narodową. Jest tona następstwem dużego znaczenia w przeszłości szlachetczyzny, a wiadomo, że szlachetczyzna to głównie ustalanie, kto jakie ma pochodzenie. To pochodzenie dawało pozycję społeczną, umiejętności się nie liczyły. Doprowadziło to do upadku I Rzeczypospolitej. Teraz „szlachetków” już nie ma ale wielu lubuje się w ustalaniu pochodzenia… I zwraca uwagę nie tyle na umiejętności, co na „pochodzenie”.  To także chciałem powiedzieć, ale prowadzący zabronił.

Co mnie obchodzi, że media obsiadły dzieci-śmieci? Mnie bardziej obchodzi, „dlaczego?”.    Otóż dlatego, że lepszych od nich nie było…  Mogli przyjść nowi, ale mieli utrudniony dostęp, no bo dzieci-śmieci miały handicap. Po prostu pochodzili z rodzin trochę lepiej sytuowanych, lepiej zorientowanych, przez co sami stali wyżej niż pozostali kandydaci do zawodu dziennikarskiego. Takie sytuacje powstają w wielu środowiskach zawodowych.

W „meczach” o posady dziennikarskie odnosili sukcesy… Inni może też byliby równie dobrzy, ale nie potrafili się ustawić, albo piętrzono przed nimi przeszkody, których nie potrafili ominąć, a z którymi zderzyli sie…  Być może tworzyły się różne koterie, których zadaniem było nie dopuścić „innych” … Być może… Może jest to spowodowane tym, że Polska jest biednym krajem z małą ofertą dla młodych ludzi.

Autorka książki jest autorką dogmatu, że obsada mainstreamowych mediów zaprogramowana była od początku przez esbecję a ludzie tych mediów przez długi czas byli „prowadzeni” przez eSBe. Ja w ten dogmat nie wierzę, aczkolwiek jakieś monitorowanie mediów było w trybie „wywiadu „białego”, a poza tym była cenzura. Natomiast, z pewnością doprowadzenie do „przełomu okrągłego stołu” było wymyślone i „prowadzone” przez eSBecję.   

Dyskusja przekształciła się w plotkowanie na temat różnych z grona „dzieci-śmieci”, że ten był KO, a inny synem eMO. Że Turski, że Niedźwiecki… chwilami czułem się jakby ktoś miał zamiar zohydzić mi lata młodości, kiedy to w obecnej porze Teleekspresu włączałem radio na „Tu Radiokurier… popołudniówka studia młodych…”. Później zaś na trójkę, by posłuchać muzyki, którą puszczał Niedźwiecki. Że on coś musiał podpisać, to było dla mnie już oczywiste w 1982r. kiedy w kwietniu dali mu prowadzić Listę… A tak naprawdę to nic mnie nie to obchodzi.

Że Owsiak jest synem milicjanta także było gadane. Ale to też mnie nie obchodzi, bo ile by podskoków w czerwonych portkach nie wykonał, to i tak moim bożyszczem nie jest i ile by pieniędzy podskakując nie zebrał, to i tak w jakimś Kutnie nie będzie karetki, która na czas przewiozłaby chorą dziewczynkę do szpitala w Łodzi.  

Jakelo
O mnie Jakelo

Prawnik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Polityka