Jan Bodakowski
Szpieg agenta czekistą pogania
Są takie książki od których ciekawsza wydaje się ich legenda operacyjna. Jedną z nich jest niewątpliwie książka (wydana przez zasłużone dla przywracania endeckich tekstów źródłowych wydawnictwo Nortom) Jacka Wilczura „Ścigałem Iwana ''Groźnego'' Demianiuka”.
Warto zacząć od tego że wydawnictwo Nortom obecne jest na wszystkich targach książki. W swej ofercie ma właściwie nieustanie te same książki adresowane do kurczącego się kręgu odbiorców (endeków i kresowiaków). W związku z wysokimi kosztami stoisk złośliwa konkurencja ze strony innych prawicowych wydawnictw (których nie stać na uczestnictwo w targach) snuje domysły jak to się opłaca wydawnictwu Nortom (bo zdaniem wydawców normalnie nikogo nie stać na uczestnictwo w targach). Zapewne są to tylko złośliwości nieporadnych wydawców w obliczy cudzej pomyślności.
Autor książki Jacek Wilczur był wieloletnim pracownikiem Komisji Głównej Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, działaczem PZRP, dziennikarzem w PRL. Co samo w sobie budzi pewien dystans do jego osoby (wbrew dzisiejszym hagiografom PRL i PZPR hasającym na prawicy PRL nie był normalnym państwem tylko kolonia sowiecką zarządzana przez bezwzględnie oddanych sowietom kolaborantów którzy nie tolerowali elementów reakcyjnych). Jacek Wilczur w pierwszych dniach stanu wojennego na antenie TVP przestrzegał kolegów kombatantów z AK i BCh by nie dali się sprowokować prowokatorom (i pewnie nie chwycili za broń w obronie Solidarności). Wcześniej w 1964 roku był organizatorem grupy operacyjnej która prowadziła poszukiwania Bursztynowej Komnaty (co samo w sobie jest świetnym tematem na książkę).
Pierwsze strony książki Jacka Wilczura zachwiały moją wiarę w rzetelność publikacji. Na stronie piątej przeczytałem ni mniej ni więcej że „W Jaworznie Polacy nie zabili ani jednego Ukraińca. Więźniowie Jaworzna – Niemcy, Polacy, Ukraińcy chorowali i umierali z powodu trudnych warunków bytowania”. I to mnie wzburzyło. Bo po pierwsze obóz w Jaworznie był komunistycznym obozem pracy (więźniowie zmuszani byli do niewolniczej pracy w kopalniach i hutach), instrumentem sowieckiego terroru wobec okupowanych narodów (więziono w nim kobiety, matki z niemowlętami, dzieci i młodzież), którego ostatni komendant Samuel Morel (zmarły w Tel Awiwie) wsławił się wymordowaniem ponad tysiąca pięciuset więźniów (Polaków i Ślązaków). Po drugie co to za polski obóz którym zarządzają sowieci albo późniejszy mieszkaniec Izraela. Po trzecie zabijania ludzi z broni palnej i w wyniku tortur trudno zaliczyć do trudnych warunków bytowych (podczas przesłuchań prócz standardowego bicia, rażono więźniów prądem, kobietom nakazywano wyrzucanie noworodków twierdząc „że i tak zdechną”). Po czwarte ofiarami obozu była polska patriotyczna młodzież oraz łemkowska i ukraińska ludność cywilna.
Swoją książkę autor „Ścigałem Iwana ''Groźnego'' Demianiuka” poświęcił opisowi obozu Treblinka, zbrodniom Demianiuka, procesowi Demianiuka w Izraelu. Najciekawszy jest jednak opis siatki szpiegowsko dywersyjnej ukraińskich banderowców nazistów która oplotła władze PRL i III RP (autor wymienia ich z nazwiska). Siatka ta uniemożliwiła rozliczenie zbrodni Ukraińców kolaborantów nazistów podczas II wojny światowej (jedną z jej ekspozytur był Polish Historical Society – mam takie wrażenie że instytucja na którą powoływali się w publikacjach polscy narodowcy). Ofiarą jej działań stał się sam autor.
Bardzo interesująca okazała się recenzja książki Wilczura która okazała się w „Myśli Polskiej”. Jej autor Maciej Motas (młody człowiek wypisujący szkodliwe hagiograficzne brednie o PRL i Jaruzelskim) jest rodzinnie związany z bohaterami książki Wilczura. W „Ścigałem Iwana ''Groźnego'' Demianiuka” babcia i dziadek Motasa (pracownicy Komisji Głównej Badania Zbrodni Hitlerowskich) opisani są jako agenci ukraińskich nazistów (niewątpliwie są to ciekawe koligacje rodzinne jak dla publicysty pism polskich nacjonalistów).
Motas w swej recenzji przywołuje postać Bednarczyk pomówionego przez Wilczura o bycie agentem nazi Ukraińców. Bednarczyk w 1997 w wydawnictwie Ojczyzna (należącym do Bogusława Rybickiegobyłego działacza PZPR, Grunwaldu i TW SB, które wydawało klasykę publicystyki antyżydowskiej) wydał książkę „Wiesenthal contra Waluś, Demianiuk i inni” w której stwierdził że Wilczur propagował fałszywe oskarżenia pod adresem Demianiuka. Z recenzji Motasa można odnieść wrażenie że sam Wilczur jest agentem żydowskim związanym z centrum Wiesenthala, którego zadaniem jest oskarżanie Słowian (w tym i Polaków) o nazistowskie zbrodnie (tak by Niemców wyzwolić od odpowiedzialności za holocaust). Podejrzenia Motasa potwierdził zresztą wywiad jakiego (według Motasa) udzielił lewicowemu tygodnikowi „Przegląd” Wilczur który stwierdził że młodzi ONRowcy maszerujący 11 listopada 2009 są faszystowskimi bojówkarzami skandującymi hitlerowskie hasła i machającymi rękami w geście Heil Hitler.
Jan Bodakowski




Komentarze
Pokaż komentarze (1)