35 obserwujących
1994 notki
1092k odsłony
287 odsłon

Wywiad Bartoszem Józwiakiem prezesem UPR i kandydatem Ruchu Naro

Wykop Skomentuj

 

Jan Bodakowski

Wywiad Bartoszem Józwiakiem prezesem UPR i kandydatem Ruchu Narodowego do europarlamentu

 

Dr Bartosz Józwiak - prezes Unii Polityki Realnej, członek Rady Decyzyjnej Ruchu Narodowego, lider listy wielkopolskiej KWW Ruch Narodowy do Parlamentu Europejskiego

 

Jakie są korzenie pańskiej aktywności Politycznej? Czy była to tradycja rodzina? Jak biegła dotychczasowa droga pańskiej działalności Politycznej? Czy jest coś, z czego jest Pan na tej drodze dumny, albo coś, czego się wstydzi?

 

Ze strony ojca raczej nikt politycznych aspiracji nie miał. Mój dziadek z tej linii raczej spełniał się na froncie wojskowym walcząc w I Wojnie Światowej na froncie niemiecko-francuskim (kończąc te zmagania z Żelaznym krzyżem), dalej broniąc Warszawy przed bolszewikami, za co otrzymał krzyż Virtutti Militari, dalej zaliczył też epizod wojny rosyjsko-fińskiej itd. W efekcie był szanowanym obywatelem w okresie międzywojennym oraz wrogiem systemu w PRL. Za to dziadek ze strony matki polityką się interesował. W okresie pierwszej Solidarności zaangażował się w jej działalność (podobnie jak moja mama). Radio Wolna Europa i ulotki były stale obecne w jego domu. Tam nauczyłem się o Katyniu i wielu innych rzeczach. W okresie przemian dziadek działał przy organizacji pierwszych wyborów i w organizowaniu początków demokracji w naszym regionie. Później z racji wieku i wielu zawiedzionych nadziei odsunął się raczej na pozycję rodzinnego komentowania wydarzeń politycznych. To mi pozwoliło jednak przesiąknąć polityką od najmłodszych lat. Już pod koniec szkoły podstawowej bawiłem się w takie domorosłe ulotki i brałem udział w przykościelnym życiu anty systemowym (oczywiście na zasadach, jakie mogło spełnić takie dziecko).

 

Sam zacząłem od członkostwa w Klubie Zachowawczo-Monarchistycznym (do którego należę do dziś), a więc od formacji ideowej. Z czasem zbliżyłem się do ZCHN, ale dokładnie w dniach, kiedy składałem deklaracje członkowska ta formacja się rozpadła. W efekcie stałem się członkiem UPR, z której programem sympatyzowałem od dawna. I tak już pozostałem jej wierny do dziś. Choć dopiero teraz czuję sercem, że po latach błądzenia na manowcach anarchizmu liberalnego wraca ona do swojego pierwotnego programu, do korzeni. I cieszę się, że przyłożyłem do tego rękę.

 

Czy się czegoś wstydzę? Nie, zawsze postępowałem zgodnie z sumieniem i zasadami, a wiec nie mam się czego wstydzić. A czy czegoś żałuję? Tak, zdecydowanie żałuję tego, że spotkałem na swojej drodze Janusza Korwin Mikke, człowieka, który uosabia wszystkie te cechy, którymi się brzydzę. Jak dla mnie chodzące zło. Ale wyciągnąłem z tego nauki i cieszę się, że nie mam z nim nic wspólnego.

 

Co do dumy to cieszę się, że już trzeci raz pod rząd wybrano mnie Prezesem UPR, bo zaufanie kolegów jest tu najważniejsze. Ale liczę, że powody do dumy dopiero nadejdą.

 

Czy istnieje potrzeba zmiany ordynacji wyborczych w wyborach parlamentarnych i samorządowych? Jeżeli tak, to jaka powinna być nowa ordynacja? Proporcjonalna bez progów, taka jak teraz, z podziałem na okręgi, czy bez podziału na okręgi? Czy należy zmniejszyć ilość mandatów, i w jakim stopniu?

 

Co do ordynacji to kiedyś byłem wielkim zwolennikiem JOW-ów. Ale wybory do Senatu przeprowadzone według jej zasad oraz analiza uświadomiły mi, że nie jest to rozwiązanie zmieniające układ sił na scenie politycznej. Ba, dla mniejszych ugrupowań jest wręcz zabójcze. Jednak w dłuższej perspektywie, kiedy system ten się dotrze, a świadomość jego zalet dla pojedynczego wyborcy stanie się jasna i zrozumiała dla ogółu, może on być niezwykle korzystny i pokazać wszystkie swoje zalety. Dlatego dziś powiem tak, docelowo moim zdaniem to może być rozwiązanie dobre. Ale w długiej perspektywie czasu.

 

Ale nie tyle ordynacja wyborcza jest gwarantem zabetonowania sceny politycznej w Polsce i jej patologizacji, ale system finansowania partii z budżetu państwa. To jest prawdziwa gangrena polskiej polityki i tu natychmiast należy całkowicie zlikwidować jakiekolwiek finansowanie partii politycznych z pieniędzy publicznych.

 

Zdecydowanie należy odchudzić parlament. Moim zdaniem Sejm powinien być zmniejszony minimum do 300 posłów (a najlepiej o połowę), zaś Senat albo zostanie wreszcie realnie wykorzystany w systemie sprawowania władzy ustawodawczej (np. izba nadrzędna wobec Sejmu, ale realnie nadrzędna lub izba reprezentantów samorządów z dużymi kompetencjami itp.), albo winien zostać zlikwidowany. Dziś, jako jakaś efemeryda, która dorabia sobie ideologią bycia izbą refleksji (ciekawe, nad czym skoro głównie zajmuje się klepaniem aktów przepychanych w Sejmie przez koalicję rządzącą) jest w zasadzie zbędnym balastem budżetowym stanowiąc duplikacje układu sejmowego.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale