W blogu "Chwalę reżim za Kluzikową" Pan Igor Janke opisuje pozytywy pomysłów Pani Kluzikowej, ja w tym blogu przedstawię pomysły alternatywne wobec panikluzikowych.
Pisze Pan Janke, że przyszłe matki obawiają się utraty pracy i jest w tym racja, jednak już zarówno Pan Janke, jak i Pani Kluzikowa, nie zadają sobie i przyszłym matkom oczywistego pytania: dlaczego przyszłe matki boją się utraty pracy?
Pierwszym problemem jest fakt, że młoda matka, opiekując się dzieckiem, nie zarabia pieniędzy, a w powojennej Polsce przeciętny pracujący ojciec nie zarabia dostatecznie dużo, aby utrzymać rodzinę - przeciwnie niż w Polsce przedwojennej. Poprzednio peerelowski reżym, a obecnie demokratyczne władze, dbają o to, żeby wygnać kobiety z domu do pracy. Stosują przymus ekonomiczny wobec kobiet, które wolałyby zajmować się domem i dziećmi, zamiast chodzić codziennie do pracy za niezbyt wielkie pieniądze.
Dajmy wybór przyszłym i młodym matkom - niech mogą wybrać to, co wolą, zamiast pod hasłem uszczęśliwiania ich, wymuszać na nich realizację czyichś na ten temat poglądów.
Podobnie ma sie rzecz z darmowymi przedszkolami pracującymi w dłuższym niż dotąd wymiarze czasu przez okrągły rok. Abstrahuję tu od prostego pytania - a kiedy robić w nich niezbędne remonty? Zmierzam ku konstatacji, że to wszystko będzie kosztowało, w dodatku niemało. Po co zmuszać dzieci, sczególnie 3 i 4-latki, do uczęszczania do przedszkola, jeżeli zarówno dziecko, jak i jego matka, nie mają na to ochoty? Dlaczego nie dać tej matce do ręki pieniądze w kwocie takiej, jaka przypada na jedno dziecko w przedszkolu? Jedna matka będzie wolała posłać dziecko do przedszkola i pójść do pracy, a inna wybierze pozostanie z dzieckiem w domu, a za otrzymane w zamian za miejsce w przedszkolu pieniądze, będzie mogła poprawić budżet swojej rodziny. Niech istnieje taki wybór, zamiast jedynego preferowanego rozwiązania jakim jest przedszkole.
Wbrew nachalnie głoszonym mitom, 3 i 4-latki niespecjalnie nadają sie do przedszkoli. W Wielkiej Brytanii istnieje obowiązek uczęszczania dzieci do przedszkola od trzeciego toku życia, a skutek tego nie rzuca na kolana. Przemoc wśród dzieci i młodzieży od wielu lat w tym kraju osiąga wysoki poziom, natomiast poziom wykształcenia przeciętnego obywatela tego kraju nie jest imponujący. Nie ma dowodów na to, że wczesne uczęszczanie do przedszkola daje pozytywne skutki, których nie osiągają dzieci do przedszkoli nieuczęszczające.
O żlobkach wolę nawet nie wspominać - ponad wszelką wątpliwość jest to najgorsze możliwe dla dziecka rozwiązanie.
Jeżeli zatem mamy na względzie dzietność kobiet i wzrost urodzeń w Polsce, to powinniśmy zapewnić przyszłym matkom to, czego chcą one, a nie urzędniczki takie jak Pani Kluzikowa. Przyszłym matkom i ich rodzinom należy zapewnić stabilność ekonomiczną na przyzwoitym poziomie w sposób, który jest dla nich wygodny i którego one pragną. Nie należy wymuszać na nich decyzji, których one nie chcą. Jeżeli młoda matka pragnie wrócić do pracy - proszę bardzo, niech istnieją odpowiednie przedszkola. Jeżeli jednak woli pozostać z dzieckiem w domu, to niech ma ona do tego prawo i dostanie pieniądze podobne, jakie wydaje się na dziecko matki uczęszczające do przedszkola.
Istnieje mit, że kobieta po kilkuletnim pobycie w domu może mieć problemy ze znalezieniem pracy. Ten problem można rozwiązać na kilka sposobów - od możliwości doszkalania się w zawodzie, po niskie bezrobocie, co zapewni matce odchowanego dziecka pracę.
Najbardziej dziwi mnie powoływanie się na przykład Francji, gdzie poprawił się przyrost naturalny, ponieważ nikt nie mówi, jak ten przyrost rozkłada się pomiędzy muzułmanki oraz pozostałe Francuzki. Nie musimy naśladować Francji, zresztą nie mamy aż tylu pieniędzy. Róbmy to co możliwe po swojemu, byle rozsądnie i uwzględniając potrzeby wszystkich ewentualnych matek, a nie tylko tych, które pragną się samorealizować po urodzeniu dziecka.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)