Wojciech Sadurski w artykule "Irlandzka lekcja" przedstawił syntetycznie w "lekcjach" wszystkie błędy rozumowania europejskich, zadufanych w sobie, pseudoelit.
Lekcja 1. Ciemny lud uważał, że Traktat Lizboński jest zamaskowaną formą przeforsowania europejskiej konstytucji, która została odrzucona w referendach francuskim i holenderskim. Sadurski przyznaje, iż w traktacie lizbońskiem umieszczono liczne pomysły instytucjonalne odrzuconej eurokonstytucji, lecz Tym, co ludzi denerwowało, była owa konstytucyjna ornamentyka, retoryka i frazeologia, która mogła sugerować tworzenie nowego superpaństwa europejskiego (preambuła, hymn, flaga itp.). Nic z tego nie przeszło do traktatu lizbońskiego, a pewne reformy instytucjonalne z pewnością nie składały się na żadną federację czy superpaństwo.
Sadurski myli się, ludzi mniej denerwowała ornamentyka, a bardziej owe pomysły instytucjonalne. Społeczeństwa europejskie nie życzą sobie uniformizacji, do której dążą pseudoelity.
Lekcja 2. ...irlandzka opinia publiczna nie wiedziała, nad czym głosuje, bo traktat jest dokumentem niezwykle złożonym, niejasnym nawet dla wielu prawników – a co dopiero dla prostych ludzi z ulicy. To po prostu jest materia nienadająca się do referendum.
W Polsce konstytucja obowiązkowo jest poddawana zatwierdzeniu w referendum. Skoro traktat lizboński ma cechy konstytucji, to powinien zostać zatwierdzony w referendum. Dlatego naród irlandzki miał tę możliwość, a polski mieć powinien. Zatem każdy tego rodzaju traktat musi się nadawać do poddania go pod referendu. Skoro się nie nadaje, to do kosza z nim.
Szczytem bezczelności jest: W samej rzeczy, w kwestii aktów tak skomplikowanych jak ten właśnie głosowanie powszechne wcale nie jest racjonalną procedurą. Może lepiej w takich przypadkach zaufać naszym przedstawicielom parlamentarnym, na których wszak wcześniej głosowaliśmy? Bezczelność Sadurskiego wynika z następujących źródeł:
- Traktat Lizboński świadomie napisano w sposób możliwie skomplikowany i niejasny, aby przeciętny człowiek nic z niego nie zrozumiał.
- UE nie musi być skomplikowanym tworem. Jego komplikacha jest sztuczna i niczym nieuzasadniona.
- Skoro nawet przedstawiciele narodu nie umieli przeczytać Traktatu Lizbońskiego, to on w ogóle nie powinien być ratyfikowany, lecz wyrzucony do kosza.
- irlandzki pasztet został przygotowany nie tyle przez irlandzkich ojców (i matki) założycieli, ile przez hiperaktywnych sędziów tego kraju. No cemments.
Lekcja 3. ...traktat lizboński zawierał pewne elementy pogłębienia integracji, choć były to zmiany stopniowe i w sumie niewielkie.
Zmiany, dla Sadurskiego, niewielkie - dla Irlandczyków (i nie tylko dla tej nacji) są zbyt wielkie. Narody Europy po prostu nie życzą sobie (na razie) głębszej integracji.
Smutny paradoks negatywnego wyniku referendum irlandzkiego polega na tym, że wydaje się on wyrazem protestu Irlandczyków nie wobec Unii jako takiej, ale wobec jej mało demokratycznego charakteru – a tenże traktat właśnie prowadził do pewnego udemokratycznienia Unii przez np. zwiększenie kompetencji Parlamentu Europejskiego, wzmocnienie instytucji inicjatywy powszechnej itp.
Problem z demokratyzacją polega na tym, że dekoracyjne zwiększenie roli PE nie daje zwykłym ludziom przekonania, iż będą mieli wpływ na postępowanie władz UE. Władze UE mają nadal pozostać poza demokratyczną kontrolą ludności UE. Niczym nieuzasadnione zwiększenie uprawnień Trybunału Sprawiedliwości służy ominięciu ograniczeń wynikających z traktatu, które dawały państwom i ich systemom prawnym możliwośc regulacji na szczeblu lokalnym wielu zagadnień. Wyrok TS ma unieważniać wszelkie akty prawne państw narodowych. Gdzie tu demokracja, panie Sadurski?
Lekcja 4. Wg Sadurskiego, ciemny lud uważa, iż: błędem było reformowanie Unii od strony instytucjonalno-proceduralnej, należało zabrać się do reformy tzw. polityk: (a więc np. solidarności energetycznej), zamiast wymyślać nowe urzędy unijne. Wedle naszego autora przeciwstawienie instytucji i treści polityki jest złudne. Złe procedury, nieefektywne instytucje utrudniają, a czasem wręcz uniemożliwiają dobrą politykę. To trochę tak jakby ktoś się upierał, żeby zamiast reformować służbę zdrowia, zajmować się tym, jak lepiej leczyć ludzi.
Szkopuł w tym, że nowe instytucje zawierają grzech pierworodny dotychczasowych: przybywa regulacji i urzędów, a powinno ich ubywać. Obecne Wspólnoty Europejskie już są mocno przeregulowane, UE te regulacje ma powiększyć. Trudno oczekiwać akceptacji społeczeństwa europejskiego na pogłębianie władzy eurobiurokracji. Wiedzą o tym rządzący, dlatego we wszystkich państwach ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego odbywa się w parlamentach, narody w referendach odrzuciłyby ten traktat.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)