Stał się cud - sąd w Katowicach skazał milicjantów, którzy strzelali na kopalni Wujek. Milicjanci nie zostali skazani za morderstwo, ale jednak skazani - dobre i to.
W 1982 roku na Śląsku działy się rzeczy dziwne. Pluton antyterrorystów (nazywany w owych czasach plutonem specjalnym), uzbrojony w broń maszynową i ostrą amunicję, skierowano przeciwko strajkującym górnikom. Na kopalni Zofiówka, bohaterscy antyterroryści ranili poważnie kilku górników. Następnego dnia ta sama grupa pojawiła się na kopalni Wujek. Tym razem zabijali.
Człowiek, który strzela do innego człowieka świadomie, aby go zabić, jest mordercą. Ci milicjanci są zatem mordercami. Popełnili przestępstwo nawet wg przepisów, któe w tym czasie obowiązywały. Nie bez powodu zacierali ślady swojej zbrodni. Oni mieli świadomość, że popełnili przestępstwo. O tym przestępstwie wiedzieli prokuratorzy prowadzący śledztwo w tej sprawie. Prokuratorzy ci świadomie nie zabezpieczali śladów. Kryjąc morderców, sami popełniali przestępstwo.
Oglądałem ze wstrętem kolejne popisy katowickich sędziów, wybielających oczywistych morderców. Jeżeli ta sama grupa antyterrorystów w ciągu dwóch dni strzela ostrą amunicją do strajkujących górników w dwóch różnych kopalniach, to nie można mówić o tym, że doszło do przypadkowego zdarzenia. Tych antyterrorystów wysłano właśnie po to, żeby strzelali. Nie mieli oni na wyposażeniu pałek, tarcz itp. Mieli pistolety maszynowe i ostrą amunicję. Przyjechali tylko po to, żeby strzelać do górników.
Nikt im nie mógł wydać rozkazu strzelania, nie mogą się zatem wybielać koniecznością wykonywania rozkazu w stanie wojennym. Każdy z tych milicjantów jest mordercą, ma na rękach krew niewinnych ludzi.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)