„Zakończyliśmy prace nad projektem ustawy Prawo wodne i oddajemy go pod osąd społeczny” – pisze na swojej stronie Minister Środowiska, otwierając 23 grudnia konsultacje społeczne. Osądźmy więc. Mamy czas na uwagi do 23 stycznia. Wszystkich, którym leży na sercu stan naszej gospodarki zachęcam gorąco do włączenia się do dyskusji. Jeżeli pozwolimy, to niekorzystne rozwiązania zostaną wprowadzone w życie. Rząd nie omieszka stwierdzić, że za zgodą społeczną. Mam nadzieję, że obiekcje przez nas przedstawione zostaną jednak wzięte pod uwagę i rząd odstąpi od tego ryzykownego projektu.
Nowa ustawa nie rozwiązuje bowiem aktualnych problemów gospodarki wodnej. Po jej wprowadzeniu problemy te występować będą dalej a nawet się pogłębią. Nie zniknie zagrożenie powodziowe, nie zmniejszy się ryzyko powodzi, nie powstaną nowe zabezpieczenia, nie zostanie zapewniony odpowiedni do potrzeb poziom finansowania.
Ustawa polega wyłącznie na reorganizacji struktur zarządzania. Zamiana stołków w administracji nie spowoduje żadnej realnej poprawy stanu gospodarki oprócz zamieszania organizacyjnego. Likwidacja jednych organów i powołanie w to miejsce innych nie oznacza uporządkowania kompetencji, tylko ich przeniesienie z jednego miejsca na drugie. Tym bardziej, że po wprowadzeniu zmian schemat organizacyjny zależności będzie jeszcze bardziej skomplikowany.
Zmiana ma polegać na likwidacji 7 Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej (RZGW) i 8 Urzędów Żeglugi Śródlądowej (UŻŚ) i powołaniu w to miejsce 6 Urzędów Gospodarki Wodnej oraz 2 Zarządów Dorzeczy.
Z pozoru mniej urzędów i mniej urzędników.
Nieprawda, RZGW obok urzędowania zajmują się również utrzymywaniem wód i urządzeń wodnych. Do tego celu zatrudniają wykwalifikowanych pracowników o dużym doświadczeniu, którzy wykonują konkretne, zupełnie nie urzędowe prace. W tej chwili zarządy zatrudniają pracowników i urzędników. Po zamianie RZGW w UGW, pracownicy nie będą już dalej potrzebni a urzędnicy zostaną w tej samej, lub nawet większej liczbie jak dotychczas. Skończy się zarządzanie, zacznie urzędowanie. Jaki tu zysk? Realnie mniej, czy więcej urzędników?
Rzeki do tej pory utrzymywane przez RZGW z pieniędzy budżetu państwa zostaną w większości przekazane do samorządów (w skali kraju kilka tysięcy kilometrów). Od tej pory samorządy zajmować się będą ich utrzymywaniem. Nie jest to równoznaczne z tym, że pracownicy RZGW przejdą wraz z rzekami i urządzeniami do samorządów. Podejrzewać można, że raczej dostaną propozycję samozatrudnienia na umowach śmieciowych. Gdzie tu zysk? Jaka korzyść dla pracowników? Jaka korzyść dla Polski, kiedy wykwalifikowany personel ląduje na bruku?
Do nowopowstających Urzędów Gospodarki Wodnej włączone zostaną likwidowane Urzędy Żeglugi Śródlądowej. Uwaga, UŻŚ zatrudniają obecnie kilku pracowników na urząd, nie są to więc wielkie urzędy a korzyść z ich likwidacji jest pozorna.
Włączenie UŻŚ do UGW znakomicie za to komplikuje schemat organizacyjny i zdolność zarządzania. UŻŚ podlegają bowiem pod Ministra Infrastruktury. RZGW zaś pod Ministra Środowiska. Nowe urzędy podlegać będą pod obu ministrów na raz! Żart? Nie, jest to zapisane jednoznacznie w projekcie ustawy! Dwuwładza to jeden z najbardziej niekorzystnych przypadków, wymienianych jako ewidentny błąd w teorii zarządzania. Świetna ustawa! Tym bardziej, że w wielu przypadkach interesy żeglugi i zarządów gospodarki wodnej były sprzeczne ze sobą. Tarcia wewnętrzne i rywalizacja pomiędzy pionami przyszłego urzędu są nieuniknione.
Niezależnie od samorządów, które utrzymywać będą większość rzek w kraju, ustawa powołuje do tego samego celu dodatkowo dwa zupełnie nowe twory administracyjne, osoby prawne skarbu państwa, o nazwie Zarządy Dorzecza. Mają to być: Zarząd Dorzecza Odry i Zarząd Dorzecza Wisły. Owe zupełnie nowe jednostki mają prowadzić działalność gospodarczą i z tej działalności wspierane różnymi dotacjami i projektami finansowymi utrzymywać będą największe rzeki wraz z ich infrastrukturą a przede wszystkim z wałami przeciwpowodziowymi przejętymi na mocy nowej ustawy od samorządów. Przy czym nie bardzo wiadomo, które to będą rzeki, bo listę tych rzek określi Minister później, już po wejściu w życie nowej ustawy, w osobnym rozporządzeniu. Na razie mówi się, że będą to co najmniej Wisła i Odra oraz rzeki żeglowne. Zupełnie nowe jednostki to twory dosyć fantastyczne. Jakkolwiek wyobrazić sobie można powstanie takiego tworu we Wrocławiu, to zupełnie zdumiewająca jest koncepcja powołania Zarządu Dorzecza Wisły w Bydgoszczy. Ma powstać nowa siedziba (budynek z infrastrukturą) a niedawno wizytująca Bydgoszcz Pani Premier Kopacz zapewniła lokalne władze, że wraz z powołaniem Zarządu Dorzecza Bydgoszcz zyska dodatkowych 250 nowych miejsc pracy. Kto tam będzie pracował do końca nie widomo, gdyż siedziby RZGW w Bydgoszczy nie ma i nie było (aktualne siedziby są w Warszawie, Krakowie i Gdańsku). Rozumieć należy, że Bydgoszcz w oczach rządu budzi wielkie nadzieje, że potrafi lepiej zarządzać obszarem dorzecza niż to robiono do tej pory w dotychczasowych siedzibach.
Sztandarowe hasło reformy „jedna rzeka jeden gospodarz” jest po prostu nieprawdziwe. Przenosząc własność z RZGW na Marszałków Województwa powstaje sytuacja, gdzie w miejsce jednego właściciela jakim było RZGW, rzeka ma np. 2 albo i 3 właścicieli. Jest to spowodowane tym, że RZGW zarządzają w granicach hydrologicznych, zgodnych z naturalnym spływem wód, natomiast województwa mają granice administracyjne, które z racji historycznych przebiegają inaczej. Często granica miedzy województwami przebiega w nurcie rzeki. Lewa strona jest jednego właściciela a prawa drugiego. Gdzie tu uprządkowanie kompetencji? Nie dość tego, wprowadzenie tych zapisów w nowej ustawie jest wycofaniem się z implementacji prawa UE do prawa polskiego. Dyrektywy europejskie wymagają bowiem zarządzania zlewniowego.
Reasumując, nowa ustawa jest niezwykle niebezpieczna, nie dość, że nie zapewnia poprawy, to jeszcze wprowadza zamieszanie i powoduje zerwanie stosunku pracy z doświadczona kadrą pracowniczą.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)