„Chcemy uporządkować strukturę organizacyjną administracji wodnej, tak aby było wiadomo kto i za co odpowiada.” -możemy przeczytać wypowiedź Stanisława Gawłowskiego, na stronie Ministerstwa Środowiska, gdzie wywieszono informację o rozpoczęciu konsultacji społecznych nowej ustawy Prawo wodne.
Przeczytałem całą ustawę i nie znalazłem odpowiedzi na proste w końcu pytanie, kto po zmianach będzie odpowiadał za ochronę przed powodzią.
Aktualnie sprawa jest jasna. Za ochronę przed powodzią odpowiadają Dyrektorzy 7 Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej (RZGW). Odpowiadają na obszarach wyznaczonych w ustawie, według przebiegu granic hydrologicznych. Dyrektorzy w skali kraju odpowiadają przed Prezesem Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej a ten przed Ministrem Środowiska, który odpowiada przed Premierem.
Nowa ustawa likwiduje 7 RZGW i w to miejsce powołuje 6 Urzędów Gospodarki Wodnej (UGW). UGW przejmują jednak tylko część zadań, które do tej pory spoczywały na dyrektorach RZGW. Po reformie UGW, w zakresie ochrony przed powodzią, będą: przygotowywać plany zarządzania ryzykiem powodzi, uzgadniać plany zagospodarowania przestrzennego i wydawać decyzje administracyjne zwalniające z zakazów zabudowy zagrożonych powodzią terenów. Czyli wykonywać część urzędową, robienie papierów.
UGW w zakresie ogólnej koordynacji ochrony przed powodzią mają więc zapanować nad planowaniem. Jest to założenie zrozumiałe i w zasadzie dobre, ale zauważyć trzeba, że wszystko byłoby pięknie, gdyby za planowaniem szła realizacja tych planów. UGW nie mają jednak żadnych narzędzi, aby przygotowane przez siebie plany realizować, co więcej, nie mają nawet narzędzi aby pozyskiwać informacje o planów tych wykonaniu. UGW nie będą już bowiem bezpośrednio zarządzać majątkiem gospodarki wodnej (rzekami, zbiornikami wodnymi, urządzeniami). Majątek jest wyprowadzany nową ustawą z RZGW do samorządów i zupełnie nowych tworów administracyjnych jakimi mają być dwa Zarządy Dorzecza. UGW będą więc planować, co mają robić inni.
Z biegiem czasu, w oderwaniu od rzeczywistości, wiedza o tym co należy zrobić będzie w UGW zanikać a plany będą coraz mniej realne. Bez kontaktu z rzeczywistością, można mieć więcej niż pewność, że plany te w sferze planów pozostaną – po prostu zarosną kurzem na półce. Plany „pic na wodę” będą za to wysyłane do Unii Europejskiej, po to aby wdrożeniu dyrektywy powodziowej stało się zadość i aby sprostać obowiązkom członkowskim. Jednym słowem reforma wprowadza fikcyjne planowanie w zakresie ochrony przed powodzią na potrzeby sprawozdawczości dla Unii Europejskiej.
Po reformie, większość rzek (kilka tys. km w skali kraju) przejdzie we władanie marszałków województw, a konkretnie w administrację podległych marszałkom zarządów melioracji i urządzeń wodnych (ZMiUW). Jak wiemy województw jest 16. Województwa zarządzają obszarami zawartymi w granicach administracyjnych. UGW będzie 6 i będą operować w granicach hydrologicznych. Realne planowanie będzie się odbywać w województwach. Realnych planów będzie 16. Planów Zarządzania Ryzykiem Powodzi przygotowywanych przez UGW będzie 6 i będą opracowane dla innych obszarów. Często jedno województwo będzie realizować dwa, lub nawet trzy plany zarządzania ryzykiem powodzi jednocześnie, ponieważ w granicach województwa może być więcej niż jeden region wodny. W planach zarządzania ryzykiem powodzi na podstawie analizy ryzyka określone zostaną priorytety, każdy plan będzie miał swoje priorytety, które z nich będą obowiązywać marszałków, potrzebna będzie dodatkowa analiza? Jak więc plany Zarządzania Ryzykiem Powodzi mają zostać przeniesione do planów wojewódzkich? Nie wiadomo. Właściwym byłoby sporządzenie na podstawie regionalnych planów zarządzania ryzykiem powodzi, wojewódzkich planów zarządzania ryzykiem powodzi. Czy takie plany będą robione? Ustawa tego nie przewiduje. Jak o sposobie wykonania planów wojewódzkich zostaną poinformowane UGW? Nie wiadomo. Kto będzie koordynował ochronę przed powodzią? Nie wiadomo. Kto będzie odpowiadał za niewykonanie Planów Zarządzania Ryzykiem Powodzi? Nie wiadomo.
Warto się przyjrzeć się statutom ZMiUW, jakie są ich główne zadania. Otóż ZMIUW są powołane przede wszystkim na potrzeby rolnictwa do celów melioracyjnych. To, że ZMiUW zarządzają wałami przeciwpowodziowymi wynika głównie z tego, że wały te chronią pola uprawne. Co więcej ZMiUW podlegają za pośrednictwem marszałków ministrowi rolnictwa. Według nowej ustawy ZMiUW będą musiały przejąć od RZGW zadania ochrony przeciwpowodziowej, zarówno w planowaniu jak i wykonywaniu ochrony przed powodzią i to nie tylko dla rolnictwa, ale również dla terenów zurbanizowanych. Kto teraz będzie odpowiadał za ochronę przed powodzią miast położonych przy mniejszych rzekach? Minister rolnictwa?
Do omówienia pozostają jeszcze duże rzeki, które ustawa oddaje we władanie dwóm zupełnie nowym instytucjom, osobom prawnym skarbu państwa, a mianowicie Zarządowi Dorzecza Wisły i Zarządowi dorzecza Odry. Instytucje te, powołane od nowa z nową kadrą pracowników (kto to będzie nie wiadomo) mają zarządzać dużymi rzekami, rzekami granicznymi oraz rzekami żeglownymi. Jakie to będą rzeki też nie wiadomo, bo w ustawie mowy o tym nie ma.
Nowe Zarządy Dorzecza mają przejąć dodatkowo wały przeciwpowodziowe przypisanych im rzek od ZMiUW. Będą to co najmniej wszystkie wały Wisły i wały Odry. Jak można utrzymać w dobrym stanie wały przeciwpowodziowe przebiegające przez cały kraj z dwóch Zarządów Dorzecza z nowymi pracownikami bez doświadczenia to kwestia wiary w sprawność nowych instytucji. Tutaj wiara mnie zawodzi a niespokojna wyobraźnia podsuwa obraz katastrofy. Mniejsza o to, zastanówmy się co z odpowiedzialnością.
Zarządy Dorzecza odpowiadają przed Prezesem Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej i poprzez niego Ministrowi Środowiska. W projekcie ustawy nie zapisano wprost, że Zarząd Dorzecza opowiada za ochronę przed powodzią. ZD odpowiada jednak za „planowanie i realizację zadań związanych z utrzymaniem wód i pozostałego mienia Skarbu Państwa związanego z gospodarką wodną, w tym obwałowań oraz obszaru międzywala, zgodnie z planami utrzymania wód”.
Plany utrzymania wód, to nowy dokument planistyczny, wprowadzony do życia zmianą ustawy Prawo wodne w maju 2014 roku. Ciekawy pomysł, bo plany te nie są wymagane dyrektywami UE i są kolejnym dokumentem planistycznym tworzonym na ten sam temat tylko w inny sposób z ponurą świadomością, że nigdy nie wejdą w życie. Planów tych jeszcze nie było, dopiero powstają. Z tego co mi wiadomo, to opracowywane aktualnie przez RZGW plany utrzymania wód nie obejmują wałów przeciwpowodziowych.
Uwaga, ustawa nie określa, kto plan utrzymania wód ma sporządzać. Jest tylko powiedziane, że UGW „przyjmują” plany utrzymania wód, co to znaczy nie wiadomo nie jest bowiem powiedziane od kogo przyjmują.
Zastanówmy się więc logicznie, wyłączając na chwilę rzeczywistość, myśląc tylko po prawniczemu, jeżeli ZD mają planować i realizować ochronę przed powodzią zgodnie z planami, których nikt nie przygotuje a nawet jeżeli to i tak bez wałów, to właściwie rzec można, że zgodnie z ustawą nie mogą realizować ochrony przed powodzią bo ustawa im wprost tego zakazuje. Jeżeli brać ów zapis poważnie, a zapewniam, że tak się w administracji robi, to nie wolno ZD planować i realizować zadań nie zawartych w planie utrzymania wód. Odpowiedzialność ZD za ochronę przed powodzią jest żadna. W ten sposób również odpowiedzialność za to Prezesa KZGW jest żadna. Odpowiedzialność Ministra również. Jeżeli ZD nic nie zrobi, nikt nie poniesie odpowiedzialności. Co więcej, według zapisów ustawy nawet jak by ZD chciał coś zrobić i tak zrobić nic nie może!
Mam nadzieję, że nie taki efekt był w zamyśle twórców ustawy, ale na przykładzie tego szczegółu widać wyraźnie, że projekt ustawy jest niedopracowany. Nic dziwnego, ustawa była pisana na kolanie, w pośpiechu i co więcej w tajemnicy przed specjalistami z zakresu gospodarki wodnej. Dopiero na dwa tygodnie przed ogłoszeniem konsultacji społecznych, przesłano projekt specjalistom do wprowadzenia uwag, a tak naprawdę do poprawienia błędów. Rozmowy na temat założeń w ogóle nie było. W efekcie do tekstu zgłoszono około tysiąca uwag, które zostały w pośpiechu wklepane do ustawy. Jak widać nie wszędzie się to dobrze udało.
Przy okazji wracając do ochrony przed powodzią warto zauważyć, że ustawodawca nie zauważył urządzeń (w tym obwałowań) pozostających w administracji gmin miejskich. Czy aby w ramach porządków nie należy też coś komuś zabrać a komuś dać? Kto w tym przypadku jest odpowiedzialny za ochronę przed powodzią? Ustawa nie precyzuje. Można powiedzieć, że do obowiązku poczuwa się Prezydent Miasta i łoży na to pieniążki. Pieniążki, które pozyskuje z Funduszy Ochrony Środowiska. Nie wiadomo, czy po wejściu w życie nowej ustawy pieniążki z Funduszy dostanie, bo go przecież w ustawie nie ma.
Przygotowanie ustawy przypomina mi kultowy film, w którym decydent mówi architektowi „Domy przesuniemy tutaj.” „Ale tu jest jezioro!”. „A… No to jezioro przesunie się tutaj!”
Jak widać słowa Pana Gawłowskiego, Sekretarza Stanu, którego wymienia się jako ministra odpowiedzialnego za gospodarkę wodną: „Chcemy uporządkować strukturę organizacyjną administracji wodnej, tak aby było wiadomo kto i za co odpowiada.”raczej mijają się z prawdą.
Ustawa wprowadza taki chaos kompetencyjny, jakiego jeszcze w historii gospodarki wodnej w naszym kraju nie było! Trzeba sobie powiedzieć wprost: Pan Gawłowski od dawna już nie radzi sobie z gospodarką wodną. Przerosły go nowe obowiązki nałożone przez UE, a w szczególności obowiązek planowego zarządzania gospodarką wodną w 6-cio letnim cyklu planistycznym. Mapy zagrożenia i ryzyka powodziowego, które zgodnie z prawem UE miały wejść w życie w grudniu 2013 roku do tej pory nie zostały odebrane! Mapy te są fundamentem i podstawą do wszystkich innych działań w tym niezbędne są do przygotowania Planów Zarządzania Ryzykiem Powodzi! Zamiast podstawowych działań wymaganych w terminie od wszystkich państw członkowskich UE pod groźbą dotkliwych kar finansowych robi się działania zastępcze, niewątpliwie sprawiające wrażenie szamotania się w panice. Robi się wiele razy to samo, zaczyna, nie kończy, wymyśla się rzeczy niepotrzebne, jakieś „masterplany”, „actionplany”, teraz plany utrzymania wód. Minister brnie w coraz głębszą fikcję. Pracownicy są zdezorientowani, teraz już zagrożeni grupowymi zwolnieniami. Pan Gawłowski fantazjuje. Buduje nowe struktury. Nie jest jednak pisarzem SF, a osobą na bardzo odpowiedzialnym stanowisku, która może bardzo dużo złego zrobić.
Patrząc na to wszystko z dystansu należy stwierdzić, że czas na zmiany w gospodarce wodnej jest najwyższy. Proponuję jednak zmiany zacząć od ministra. Samochód bez kół i silnika nie pojedzie, chyba, że wołami go będą ciągnąć. Tylko, że w ramach nowej ustawy woły planuje się zwolnić z pracy.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)