1 obserwujący
16 notek
9110 odsłon
  85   0

25 lat mojej „wolności” cz. I-III (czyli jak to z pieriestrojką było)

Poniższy tekst został opublikowany po raz pierwszy 7 lat temu na portalu "3 Obieg". Od tego czasu pojawiły się kolejne informacje potwierdzające zawarte w nim moje przemyślenia i domniemania.
.
Z “Lamparta” Lampedusy: “Jeśli chcemy, by wszystko zostało, jak jest, wszystko musi się zmienić”.

Z przemówienia I Sekretarza PZPR Gomułki: „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy!”

.

Na wstępie muszę wyznać, że nie byłem w pełni świadom wszystkich procesów jakie w Polsce i na świecie w ostatnich dziesiątkach lat zachodziły, podobnie zresztą, jak zdecydowana większość Polaków ogłupianych merdialną (to od francuskiego merdé, albo polskiego merdać) propagandą aż po dzień dzisiejszy. O tym wszystkim co poniżej napisałem dowiadywałem się z czasem, stopniowo z różnych źródeł oficjalnych i mniej oficjalnych, nieraz całkowicie przypadkowo, a niektórych rzeczy mogę się tylko do dziś domyślać. Jest to zatem moja całkowicie subiektywna historia tamtych lat. Ale „wróćmy do adremu” – jak mawiał pewien towarzysz.
.
Jest koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Rosjanie pracujący w tajemnicy nad wysłaniem pierwszego obiektu w kosmos dowiadują się o amerykańskim programie Vanguard. Starają się więc za wszelką cenę umieścić jako pierwsi na świecie satelitę na ziemskiej orbicie. Udaje im się to 4 października 1957r. poprzez wystrzelenie w kosmos niedokończonego w pełni satelity Sputnik 1. W USA szok! W  Moskwie i w całym „obozie” wielka radość. Od tego momentu rozpoczął się pomiędzy oboma atomowymi mocarstwami kosmiczny wyścig, w którym ZSRR stale „o krok” wyprzedzał USA. Pierwszy pies w kosmosie, pierwszy człowiek w kosmosie, pierwsza kobieta w kosmosie itd.. W tym miejscu przytoczę popularny w Polsce kawał z tego okresu.
Synek usłyszał w radiu wiadomość i biegnie do taty.
– Tato, taaato! Ruskie w kosmos wylecieli!
– Wszystkie?
– Nie tylko jeden.
– To co mi głowę zawracasz.
.
Tak się działo aż do dnia 20 lipca 1969r. Wtedy to pierwszy człowiek, obywatel Stanów Zjednoczonych AP, Neil Alden Armstrong postawił stopę na Księżycu. Transmisja z lądowania na Srebrnym Globie była przekazywana na żywo na cały świat z wyjątkiem… ZSRR (i Czechosłowacji). Nawet ja z rodziną siedziałem wtedy w nocy i oglądałem pierwsze kroki człowieka na Księżycu. Rosjanie w „odpowiedzi”wysłali na Księżyc automatycznego „Łunachoda” tłumacząc, że też byliby w stanie zrobić to samo co Amerykanie, ale po co skoro to samo można zrobić przy pomocy jeszcze nowocześniejszej niż amerykańska techniki, czyli wysyłając robota. Gdy w dodatku w kolejnych latach nie udało się Rosjanom skopiować z sukcesem amerykańskiego programu wahadłowców (prom kosmiczny „Buran” poleciał w kosmos tylko raz, bo po powrocie już się do niczego nie nadawał – cud, że wrócił) stało się jasne, że w rosyjskim mechanizmie zaczęło coś poważnie zgrzytać. Nie to żeby tam coś wcześniej nie nawalało. Nawalało, normalnie, jak to w socjalizmie, ale widać było, że skala nawalania stawała się już niepokojąco duża mimo zapewnień propagandy, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i nadal jako obóz socjalistyczny z ZSRR na czele przodujemy w każdej dziedzinie na świecie, a zwłaszcza kosmiczno-militarnej. Co się więc zatem stało?
.
Otóż radzieckim niedomaganiom „winny” był dynamiczny rozwój elektroniki i nowych technologii na świecie, a raczej ich niedorozwój w państwach Wschodniego Bloku, co zresztą tam skrzętnie ukrywano przed zwykłymi ludźmi.
Starsi czytelnicy pamiętają zapewne takie terminy jak “Zimna Wojna”, czy “Żelazna Kurtyna”. Pierwszy dotyczył głównie blokady ekonomicznej i technologicznej stosowanej przez Zachód, a drugi prewencyjnej blokady informacyjnej stosowanej z kolei przez Blok Wschodni. W blokadzie technologicznej największą rolę odgrywał system kontroli eksportu nadzorowany przez Komitet o skrócie COCOM utworzony przez 17 państw dysponujących najbardziej rozwiniętą technologią (USA, Japonia, Australia, kraje zachodnioeuropejskie).
Nazwa i działalność COCOM stała się bardziej znana w Polsce za czasów Reagana po ogłoszeniu strategii “Gwiezdnych Wojen”. ZSRR zaczął pozostawać w tyle nie tylko jeśli chodzi o możliwości produkcyjne nowoczesnych komponentów elektronicznych, ale także jeśli chodzi o ilość, jakość i koszty produkcji podzespołów elektronicznych dotychczas produkowanych, a także koszty “pozyskania” niemożliwych do wyprodukowania w ZSRR części niezbędnych dla zaawansowanej techniki wojskowej i kosmicznej.
.
Niektórzy z czytelników jeszcze zapewne pamiętają permanentnie psujące się wielkie i ciężkie kolorowe telewizory radzieckie marki „Rubin” grożące wybuchem, lub pożarem mieszkania (autentyczne!). To był właśnie wspaniały przykład „zaawansowanej” technologii produkcji i „nowoczesnej” radzieckiej elektroniki. Z czasem ten dystans tak się powiększył (wynalazek mikroprocesora, komputera osobistego i sieci nazwanej później internetem), że dla KGB było jasne, że wyścig w dziedzinie innowacji i nowoczesnej technologii już przegrali i dotychczasowymi metodami systemowymi nic już nie da się więcej osiągnąć. Przeminęły czasy wojennego komunizmu i apelami typu „Wsie dla fronta” i „Spasaj Rodinu” oraz bagnetami już nie dało się ludzi mobilizować do wysiłku (zwłaszcza intelektualnego) zgodnie z zasadą wielkiego cwaniaka Talleyranda: „Bagnetem można zrobić wszystko, nie da się tylko na nim siedzieć”.
.
Kulejącą gospodarkę państw socjalistycznych osłabiała jeszcze negatywna polityka kadrowa zwana w Polsce „BMW” (Bierny, Mierny, ale Wierny), Wiele uczciwych osób nie chciało się zapisywać do PZPR, a także nieraz ukrywało swoje możliwości intelektualne w pracy zawodowej, aby nie być wykorzystywanym. Zresztą i tak wyższy awans zawodowy był dla tych osób, jako niepartyjnych praktycznie niemożliwy. Znam to wszystko dobrze, bo sam, jak i moja rodzina tego doświadczaliśmy.
.
Co prawda w państwach „obozu” próbowano jeszcze w tym okresie tzw. „skoku rozwojowego” poprzez masowy zakup zachodnich licencji za udzielone przez Zachód kredyty i następnie samodzielne dalsze ich rozwijanie na wzór japoński (tak się to władzy wtedy marzyło), ale niewiele to pomagało. Sprzedając licencje na kredyt, Zachód pozbywał się technologii, które przestawały być już nowoczesne i schodziły z tamtejszego rynku, natomiast w Polsce brakowało inżynierom motywacji, aby je dalej rozwijać, lub nie byli w stanie ze względu na blokadę informacyjną intelektualnie temu podołać. Próbowano jeszcze ratować sytuację przez tworzenie WOG-ów (Wielkich Organizacji Gospodarczych) – monopoli na wzór koreańskich „Czeboli”, ale prowadziło to jedynie do mnożenia ilości dyrektorów i powiększania nieproduktywnej administracji. Charakterystyczny obrazek z tego okresu, to niewielka hala produkcyjna i stojący obok wielki biurowiec pełen dyrektorów, sekretarek i urzędników różnych szczebli. Bizantyński gigantyzm w czystej formie. No cóż, socjalizm nawet w poluzowanej formie zarządzania gospodarką to nie to co kapitalizm (nawet w ograniczonej formie).
.
Myślę, że już wtedy „patrioci” z KGB myśleli o jakiejś formie zmiany systemu sprawowania władzy w ZSRR. Sprawę wcześniej najprawdopodobniej przedyskutowano w miejscowości “X” (Układ z “X”) w szerszym międzynarodowym gronie (być może także z udziałem Niemiec, jak również  “starszych i mądrzejszych” światowych bankierów), aby wybrać jak najlepszy scenariusz zmian. Być może była to cała seria spotkań, ale to nie istotne. “Widomym” dla szerszej publiki efektem takiego układu było spotkanie Reagana i Gorbaczowa w Reikjaviku w 1986 (tzw. Nowa Jałta) Porównaj: http://wiewiorvaldi.salon24.pl/308438,reykjavik1986-nowa-jalta-i-poczatki-okraglego-stolu
.
Kiedyś historycy pod ten “X” podłożą konkretną nazwę, tak jak pod układy z Jałty i Teheranu (nie należy mylić tego układu z “Okrągłym Stołem” – to nie ten poziom – tam odbył się tylko przydział stanowisk i dziedzin do pilnowania).
Coś tam pewnie w tym “X” uzgodniono i uchwalono i Zachód zaczął, jak to wcześniej wspominałem udzielać bezproblemowo Polsce (i innym państwom Wschodniego Bloku) pożyczek, mimo, że zdawał sobie sprawę z niemożliwości ich spłacenia przez Państwo Polskie, chociaż jak na dzisiejsze zadłużenie Polski szacowane na prawie bilion dolarów te marne 10mld dolarów pożyczone przez Gierka wydaje się dzisiaj kwotą śmieszną. Prawdopodobnie ustalono też, że w zamian za te pożyczki oraz pomoc w transformacji gospodarczej w ZSRS, Zachód uzyska (czasowo?) możliwość eksploatacji państw Wschodniego Bloku po zaistnieniu w nich “przemian ustrojowych”, a zwłaszcza wyciągnięcia z tych państw “świeżej krwi”, która ożywiłaby starzejącą się i zdegenerowaną moralnie Zachodnią Europę, czyli umożliwienie emigracji zarobkowej  do UE dynamicznych i dobrze wykształconych młodych ludzi. Jednym z warunków było zapewne też  pozostawienie u władzy po „pieriestrojce” w “Demoludach” komunistów, którzy będą gwarantowali ciągłość procesów transformacji, oraz dawali gwarancję wypełnienia warunków zawartych porozumień, w tym oczywiście także w Polsce
.
Można powiedzieć, że w “X” Amerykanie sprzedali nas komunistom po raz drugi! Pierwszy raz sprzedali nas w Teheranie i Jałcie Stalinowi, który wysłał następnie do Polski 100tys. specjalnie w tym celu wyszkolonych „prawdziwych Polaków” żeby zorganizowali Polakom „demokratyczno-ludowe” sądownictwo i administrację. Zaś w 1989 oddali nas ponownie pod kuratelę po raz drugi tym samym komunistom, oraz ich wykształconym na Harwardach i Oxfordach dzieciom i wnukom, które nabyły na nich już bardziej wyrafinowanych umiejętności i metod “demokratycznego” trzymania za pysk społeczeństwa niż prostackie walenie w mordę, łamanie kości i zrywanie paznokci stosowane przez ich rodziców w celu utrzymania w Polsce władzy. No, ale teraz to są już ICH ludzie zgodnie z ICH amerykańską dewizą: „To ..…syny! Ale to nasze ..…syny”!
Z uzgodnionych wtedy w “X” “warunków” dla Polski (ale także dla innych “Demoludów”) zwolniono prawdopodobnie obszar byłej NRD (Niemieckiej Republiki Demokratycznej).
˛
Przeprowadzenie, jak to nazwano, „pierestrojki” w “Demoludach” musiało być majstersztykiem dogranym w każdym szczególe. Zadanie było bardzo trudne. Z jednej strony obawiano się zapewne, że ze względu na dużą ilość wyhodowanego przez lata socjalistycznego małokumatego betonu” wojskowego, politycznego i gospodarczego na wszystkich szczeblach kierowania i zarządzania może dojść do zablokowania pieriestrojki. Z drugiej strony, że może dojść do wyzwolenia się jakichś niekontrolowanych ruchów na dużą skalę, które zniweczą przyjęty scenariusz i pozbawią komunistów władzy, a z trzeciej obawiano się przypadkowego uruchomienia broni atomowej.
˛
Podobne obawy mieli też na pewno Amerykanie i Strona Zachodnia. Najwidoczniej ustalono wraz z USA, że „Pieriestrojkę” trzeba będzie najpierw eksperymentalnie przetestować poza samym ZSRR z korzyścią dla wszystkich stron porozumienia. Wybór padł na najweselszy barak w obozie socjalistycznym nieraz wykazujący swoją niestabilność, ale i także „właściwe” postępowanie władzy podczas zachodzących wcześniej wymian kierownictwa na najwyższych szczeblach rządzenia (rok 56, 68/70).
.
Oczywiście zanim przystąpiono do konkretnego działania, wybrano wcześniej ludzi, którzy następnie mogliby stać się “autentycznymi” przywódcami ludowymi “słusznych protestów”. Podobno (sam nie czytałem) w książce “Przerwana dekada” Gierek podaje, że mieli swoich ludzi w Gdańsku Szczecinie i Jastrzębiu , czyli tam, gdzie później podpisano porozumienia w 1980r (porozumienia podpisali: Wałęsa, Jurczyk, Sienkiewicz). Jak kiedyś usłyszałem w dyskusji w programie I PR, tow. red. Rolicki (jeden z lepiej poinformowanych dziennikarzy partyjnych uczestnik wielu spotkań na “najwyższych szczeblach”) powiedział, że po rozpoczęciu strajków na Wybrzeżu jeden z ważnych funkcjonariuszy uspakajał Gierka i zebranych na posiedzeniu wystraszonych towarzyszy, żeby się nie martwili, bo (ONI) mają całkowitą kontrolę nad przywódcą strajku w Stoczni Gdańskiej (Wałęsą). Gierek nie przypuszczał być może jeszcze wtedy, że wkrótce cała PZPR zostanie odsunięta od władzy przez wojsko, a on sam stanie się głównym kozłem ofiarnym zaś cywilne służby specjalne (SB) zostaną przejęte przez wojskowe (WSW później WSI). Dzisiaj już wiadomo z teczek IPN, że Wałęsa, Jurczyk i Sienkiewicz byli agentami SB!
˛
Cofnę się teraz w narracji, aby przypomnieć wydarzenia, które się jeszcze na te wszystkie plany nałożyły. Wybór 16 października 1978 papieża Polaka, a później jego pielgrzymki do Polski (podczas których Polacy zorientowali się ilu ich jest) skomplikowało zapewne ułożony wcześniej scenariusz.
Z kolei w ZSRR starzejący się Breżniew oraz jego następcy, (Andropow, Czernienko) przestali rozumieć zmieniającą się sytuację na świecie, a nawet rozumieć co się wokół nich dzieje, co już nawet trudno było ukryć w mistrzowsko cenzurowanej telewizji. W Polsce żartowano, że są to cyborgi produkcji amerykańskiej na które naciągnięto „skóry” nie żyjących już w rzeczywistości ich poprzednich właścicieli.
˛

Żeby nie było za mało kłopotów, to na to wszystko nałożył się jeszcze wybór w 1980r. Ronalda Reagana na prezydenta Stanów Zjednoczonych Am.Płn, który ogłosił koniec uległości USA wobec ZSRR oraz program tak zwanych „Gwiezdnych Wojen”.
Sama strategia „Gwiezdnych Wojen” była mocno “dęta”, ale na tyle przestraszyła gerontokratycznych przywódców ZSRR, że zadecydowali oni o przesunięciu sporych pieniędzy na wojskową i kosmiczną rywalizację z USA. Spowodowało to taką gospodarczą „zadyszkę”, że nie było już wyjścia. “Patrioci” w KGB doskonale zdawali sobie sprawę, że jeszcze kilka lat takiej “zabawy”, a te “Gwiezdne Wojny” wpędzą w kompletną nędzę całą ludność ZSRR i postanowili dłużej nie czekać i “Matuszkę Rosiję” ratować.

Uruchomiono scenariusz „Pieriestrojki”. Nie przewidziano jednak tak dynamicznego rozwoju “Solidarności” (zapisało się do niej 10mln Polaków), co zagrażało realizacji planu i mogło wręcz go wywrócić do góry nogami. Trzeba było więc na jakiś czas odłożyć scenariusz przemian, a wcześniej zdusić “Solidarność”, która przestawała być już w pełni „sterowna” dla KGB i podległych KGB służbom w Polsce, gdyż w wielu przypadkach wyłonili się z niej autentyczni przywódcy, którzy zaczęli mieć wpływ na postępowanie członków organizacji odsuwając na dalszy plan kierujących dotychczas “Solidarnością” agentów znajdujących się na różnych jej szczeblach. O zgrozo, wysuwano nawet żądania zmiany przywódcy ruchu (Wałęsy). W celu zapobieżenia takiemu obrotowi sprawy z jednej strony na Polskę naciskał Zachód, żądając spłat odsetek i pożyczek, a z drugiej strony na sprawującego wówczas władzę w Polsce Jaruzelskiego naciskał Kreml, żeby zrobić z Solidarnością porządek, bo jak nie, to odetną dostawy surowców do Polski. Wprowadzając w udany sposób 13 grudnia 1981 roku stan wojenny Jaruzelski uratował pierwotne plany spowalniając i odsuwając kontynuację “pieriestrojki” do 89 roku i umożliwiając tym sposobem lepsze przygotowanie się stronom do kolejnego jej etapu. Po wprowadzeniu stanu wojennego osobiście miałem nikłą nadzieję, że Jaruzelski sprawując absolutną władzę wprowadzi reformy gospodarcze w stylu Deng Siao Pinga w Chinach, ale patrząc na rozwój sytuacji szybko się tych złudzeń wyzbyłem.
Koniec części pierwszej
Janusz Żurek

Część 2

W tym samym czasie, gdy w Chinach pod szyldem socjalizmu wprowadzano XIX wieczny kapitalizm Polska pogrążała się coraz bardziej w socjalistycznym marazmie. Co prawda próbowano sytuację gospodarczą ratować wprowadzając tzw komercjalizację i stosując wyprowadzanie państwowego kapitału do półprywatnych “państwowych” spółek z o.o. (później już całkowicie prywatnych) umożliwiając tym „uwłaszczenie się” komunistów, ale sytuacji ludności to nie poprawiało. Nawet faktyczne wprowadzenie w roku 1988r kapitalizmu do polskiej gospodarki (sic!) Ustawą Wilczka, choć umożliwiało powstawanie małych firm, nie ratowało wtedy jeszcze na tyle sytuacji gospodarczej (która stawała się tragiczna), aby trend spadkowy znacząco odwrócić.
.
Niezależnie od gospodarczego poluzowania nadal odbywało się w Polsce wyłapywanie niedobitków solidarnościowych działaczy.
Gdy już wszystkich działaczy “pierwszej” Solidarności “zneutralizowano” w więzieniach, śmiertelnie zastraszono, wygnano za granicę lub “przerobiono” na agentów można było dalej bez przeszkód realizować zaplanowany wcześniej i trochę skorygowany scenariusz “pieriestrojki” i zacząć rozmowy o “oddaniu władzy” i “zmianie systemu” przy “Okrągłym Stole” i innych “Podstolikach” (Magdalenka). W rozmowach tych ze strony „Ludu” uczestniczyły osoby reprezentujące siły „drugosolidarnościowe” (“piastujące znamiona władzy” w Polsce, z resztą do dzisiaj). W rozmowach w „Podstoliku” w Magdalence uczestniczył także nieżyjący obecnie późniejszy prezydent Lech Kaczyński, który zostawszy prezydentem RP twierdził później, że nie było w Magdalence żadnej zmowy, tylko rozmowy!
.
Podobne sterowane przez KGB “rewolucyjne” zmiany przebiegły już gładko i bez “solidarnościowych” przeszkód w innych krajach bloku, a na końcu w samym ZSRR. Tylko w Rumunii naród był do tego stopnia zdezintegrowany, że ani rusz nie można było ludzi podburzyć i “pieriestrojkę” musieli zrobić własnymi rękami sami agenci Securitate, zabijając uprzednio prezydenta Ceaușescu i jego żonę dla uwiarygodnienia, że coś się jednak w kraju dzieje na serio, a przy okazji usuwając niewygodnych świadków, którzy mogliby zdradzić na procesie kto tej “rewolucji” w rzeczywistości w Rumunii dokonał.
.
Jeden z działaczy “pierwszej” Solidarności (druga to już w większości agenci Kiszczaka i ci co się dali nabrać oszukańczej propagandzie) podzielił się kiedyś w wywiadzie radiowym gorzką refleksją: “Trzeba nam było w 1980r. bronić socjalizmu jak niepodległości, a nie tworzyć Solidarność. Co prawda do dziś jeździlibyśmy Maluchami i Syrenkami, liczyli na komputerach Atari, ale Ruscy dogryzaliby ostatnie pędraki.” I tego właśnie najbardziej obawiali się KGBiści. Na ich szczęście (a nasze nieszczęście) Jaruzel tak przestraszył Polaków stanem wojennym, że uratował KGB-istom “pieriestrojkę”, która mogła być dalej kontynuowana bez obawy wymknięcia się jej (zwłaszcza w ZSRR) spod kontroli KGB. O faktycznej możliwości takiego “wymknięcia” świadczy przykład późniejszego nieudanego “Puczu Janajewa” zorganizowanego przez partyjny beton z KPZR w celu odbicia władzy z rąk “reformatorów”.
.
Myślę, że w 1981r. po doświadczeniach wojny w Afganistanie, ludzie w Rosji mieli już dość kolejnych wojennych awantur i z uwagi na możliwość rozpadu i destabilizacji ZSRS KGB nie zaryzykowałoby włączenia się ZSRR do nowej “polskiej awantury” w 1981r. Myślę, że gdyby nie stan wojenny wprowadzony przez gen. Jaruzelskiego Polska już dawno byłaby naprawdę wolna. I o dziwo, po tym jak 4 czerwca 1989r. “skończył się w Polsce komunizm” jakoś ZSRR nie odciął dostaw surowców do Polski, czym tak wcześniej straszono Jaruzelskiego w przypadku dopuszczenia “solidaruchów” do władzy. Co prawda “zwycięstwo” strony „solidarnościowej” było częściowe, ale i tak strona rządowa nie spodziewała się, że w Sejmie kontraktowym, zasiądzie 160 posłów „Drugiej Solidarności” na 161  możliwych miejsc do zajęcia uzgodnionych w magdalenkowym kontrakcie. Ja osobiście do tej „Drugiej Solidarności,” podobnie jak wielu innych Polaków, już się nie zapisałem. Coś mi tam śmierdziało. Teraz już wiadomo, że ta “Druga Solidarność” składała się głównie z agentów służb specjalnych i pożytecznych idiotów, którzy dali się omamić “wolnościową” propagandą.
.
Tak na marginesie nie wiadomo jak wtedy potoczyłaby się sytuacja gdyby w pierwszych numerach “Gazety Wyborczej”, która zaczęła ukazywać się na miesiąc przed wyborami od początku nie było cenzury i manipulacji. Gdyby na przykład w “Gazecie” ukazały się w owym czasie zdjęcia bruderszaftów rządowo-solidarnościowych pitych w Magdalence, to nie wiadomo czy kontraktowe wybory w ogóle by się odbyły, zwłaszcza, że wielu rodaków było w owym czasie świeżo po lekturze „Roku 1984” i „Folwarku zwierzęcego” Orwella. Niestety „Wyborcza” zrodziła się, delikatnie mówiąc, z „półprawdą” na ustach, a właściwie szpaltach i tak to już jej pozostało. W internecie można znaleźć zdjęcia bratających się w Magdalence Wałęsy i Michnika z Kiszczakiem i z Jaruzelskim. Są też zdjęcia i innych pomniejszych “działaczy”.
.
Próby stworzenia po 1989 roku rzeczywiście niezależnej prasy tłumiono na różne sposoby. Taki nowo powstały wówczas “Czas” krakowski nie dostawał przydziałów papieru, nie drukowano go na kredyt, nie dostawał intratnych ogłoszeń rządowych i samorządowych (jak inne “jedynie słuszne” gazety) i robiono mu problemy z kolportażem, aż wreszcie “jedynie słusznie” zbankrutował podobnie, jak i inne nowo powstałe niezależne tytuły. Jako wyjątek potwierdzający regułę można podać casus tygodnika “Najwyższy Czas” wydawany przez Korwin-Mikkego, który jako jedyny z jako tako niezależnej prasy przetrwał na rynku. Choć z perspektywy czasu coraz bardziej podzielam przekonanie niektórych, że został stworzony po to, aby skupiać ludzi o poglądach wolnościowo-konserwatywnych i wyprowadzać ich na manowce, aby czasem nie zagrozili władzy pochodzącej z amerykańskiego “namaszczenia”.
.
Aby z kolei zagospodarować “umysłowo” całą rzeszę sfrustrowanych i niepotrzebnych już szeregowych członków partii, głównie sierot po PZPR (wyższe szarże zgodnie z umową z “X” załapały się do rządu, administracji, zarządów i rad nadzorczych państwowych spółek, bądź miały już “własne” przedsiębiorstwa założone na uprzednio “uwłaszczonym” majątku państwowym) były minister propagandy stanu wojennego, Urban założył pismo “NIE”, które cieszyło się wielką popularnością i miało wtedy milionowe nakłady.
.
Z kolei spora część towarzyszy, zwłaszcza o korzeniach religijnych, stała się namiętnymi słuchaczami “Radia Maryja” utworzonego przez ojca Tadeusza Rydzyka, który czując koniunkturę, odpowiednio do poglądów słuchaczy serwował im w audycjach treści religijno-socjalistyczne. Działając rozumnie i roztropnie, Ojciec Dyrektor jako świetny kapitalistyczny menedżer stworzył później wiele wspaniałych dzieł łącznie z “TV Trwam”, za co należy mu się uznanie i nieustające poparcie. Jak widać w owym czasie wszystko nadal było pod kontrolą, w tym nawet (jak się to ludziom wydawało) “wolne media”.
.
Ponieważ zmieniono prawie wszystko, a zarazem wszystko zostało po staremu, to można było “całkowicie oddać” władzę i z powrotem zacząć “od nowa” reaktywować powoli socjalizm pod kapitalistycznym szyldem z tym samym, choć jakby nie tym samym ośrodkiem władzy. Zachód, który trochę stracił na pieriestrojce (umorzono nam część długów, a zwykli ludzie przysłali trochę paczek z dobrego serca) zaczął odrabiać straty wykupując za “czapkę gruszek” lub symboliczną złotówkę zakłady i ziemię w Polsce. Podobno przy wykupie zakładów “obowiązująca” stawka łapówki wynosiła 1/3 rzeczywistej wartości zakładu lub ziemi pod zakładem, co było tajemnicą Poliszynela dla nabywców. Niebagatelną sprawą była też możliwość wykupu zakładu w celu zlikwidowania konkurencji. Na przykład jedna z niemieckich firm kupując wrocławskie zakłady elektroniczne Elwro” zyskała podwójnie. Za jednym zamachem błyskawicznie zlikwidowała konkurencję zrównując “Elwro” z ziemią, a równocześnie uzyskała w ten sposób cenny grunt w środku miasta za niewielkie pieniądze. Można ze smutkiem skonstatować, że odkąd towarzysze przeszli (czasowo?) pod kuratelę Amerykanów mogą się teraz w Polsce “napaść” znacznie więcej niż za panowania wszystkich przywódców ZSRR razem wziętych.
.
Prawdopodobnie wcześniej ustalono w rozmowach w “X” jakie przedsiębiorstwa i branże mają być w Polsce w ramach „pieriestrojki” na “kapitalizm” docelowo zlikwidowane, a jakie mogą jeszcze chwilowo pozostać. Jakie? – Wiemy już dzisiaj dokładnie. Nadmienię tylko, że w czasie gdy w Polsce likwidowano w błyskawicznym tempie przemysł elektroniczny, Korea i Tajwan otrzymały z zachodnich banków nisko oprocentowane pożyczki, aby mogły pokryć lukę podażową na sprzęt elektroniczny po zlikwidowaniu tego typu przemysłu w Polsce i innych krajach Europy Środkowej.To spowodowało dynamiczny rozwój i potanienie produkcji takich firm jak Samsung, Goldstar (LG), Daewo i wielu innych. Polscy konsumenci w wyniku tego dostali tańszy, “bajerniejszy”, niepsujący się tak jak dotąd oraz nowocześniejszy sprzęt. Niestety jako producenci i obywatele zostali pozbawieni pracy w przemyśle elektronicznym, dochodów z produkcji i ciułanych przez dziesiątki lat zapasów dolarowych, które po sztucznie zaniżonym kursie, na ten sprzęt (lub na możliwość przeżycia) w tych trudnych czasach wydawali. Jedynym krajem Bloku Wschodniego (nie licząc ZSRR), w którym nie dość, że nie zniszczono przemysłu elektronicznego, a zwłaszcza jego podstawy, czyli produkcji podzespołów mikroelektronicznych, była…..NRD! Tam przemysł ten dofinansowano, a nawet znaleziono dla niego inwestorów z USA (np. producenta mikroprocesorów, firmę AMD).
.
Należałoby jeszcze przy tej okazji powiedzieć kilka słów na temat osławionego Planu Balcerowicza. “Uzdrawianie” polskiej gospodarki finansowej zgodnie z planem Sachsa, nazywanym dla zmyłki Planem Balcerowicza odbywało się mniej więcej w taki sposób:
Ustalona przez Balcerowicza niska cena dolara USA i jego sztywny kurs wymiany oraz wysokie odsetki w bankach w Polsce powodowały napływ kapitału spekulacyjnego, który dolary dosłownie wysysał z Polski. Schemat był prosty. Zamiana dolarów na złotówki. Przetrzymanie w polskich bankach przez kilka miesięcy, a następnie zamiana kilkudziesięcioprocentowej nadwyżki narosłych odsetek na dolary po tym samym kursie co wcześniej (9500zł za 1 USD), a następnie wywóz “zarobionych” dolarów z Polski. Co sprytniejsi zagraniczni “inwestorzy” mogli w ten sposób w ciągu roku “zamienić” jeden milion dolarów na trzy do pięciu milionów. Niektórzy zachodni biznesmeni z wdzięczności rozważali nawet wysunięcie z tego powodu kandydatury Balcerowicza do Nagrody Nobla. Biorąc przykład z “góry” inni “biznesmeni” na przykład spod znaku “ART-B” też “kręcili lody”, i to nie złe, z kolei na swoim bankowym “oscylatorze”. “Sprywatyzowano” (czyli sprzedano w obce ręce) także polskie banki, a zmieniając ustawę o bankowości umożliwiono transfer 15 % ich zysków za granicę.
.
Zniesienie ceł na gotowe wyroby, niska (stosunkowo – jak dla kogo) cena dolara (i sztywny kurs) spowodowała, o czym wcześniej nadmieniałem, że opłacało się masowo sprowadzać sprzęt elektroniczny (choć nie tylko), chętnie kupowany na rynku, co z kolei spowodowało gwałtowny upadek całego polskiego przemysłu. W dodatku dla “ochrony” produkcji elektronicznej i rynku elektroniki wprowadzono cło na części elektroniczne na skutek czego niemożliwa była modernizacja wyrobów krajowej produkcji (wcześniej wiele elementów było objęte embargiem COCOM). W ten sposób poprzez państwowy “protekcjonizm” załatwiono błyskawicznie polski przemysł elektroniczny. Nawet nie dano mu szansy powalczenia przed zbankrutowaniem.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale