Nie czuję się mieszkańcem Ubekistanu, nie stałem po stronie ZOMO, a mojej lojalki nie ma w żadnej szafie. IPN chciałbym traktować jako instytucję zajmującą się historią, a nie jako miejsce do bieżącej walki politycznej o to, kto na kogo więcej wyciągnie haków.
Oczywiście nie oznacza to, że polityka powinna być całkowicie wolna od historycznych zaszłości. Chcę wierzyć, że historia magistra vitae, a nie, że jeszcze nigdy nikogo niczego nie nauczyła. Wyciągnijmy wnioski z doświadczeń PRL i 17 lat III RP, ale nie po to, by dokopać aktualnemu przeciwnikowi, ale by iść do przodu bez ciągłego oglądania się wstecz.
Aż tyle, czy tylko tyle?



Komentarze
Pokaż komentarze (1)