W Salonie 24 sobota, czyli dzień jak co dzień. Zwykła nawalanka plus trochę humoru plus kilka wyważonych postów. Napisałbym posucha, ale nie chcę obrażać wszystkich, którzy poświęcili swój czas i talent, by podzielić się swoimi przemyśleniami z innymi salonowcami.
Mimo wszystko jednak brak jest w S24 jednego tematu. Nie chcę mi się w to wierzyć, ale archiwum postów nie kłamie. Czyżby nikt z naszych salonowych wyjadaczy nie kupił wczoraj „Dziennika”? A może wszyscy kibice piłki nożnej pojechali do Baku? To koszmar, że nikt nie został na posterunku.
A przecież został zlustrowany autor słynnych słów wypowiedzianych w 1973 roku: "Mój Boże, co ja mam Państwu powiedzieć... Tyle lat na to czekałem". Okazało się, że sprawozdawca był „Sprawozdawcą”.
Mimo wszystko jednak brak jest w S24 jednego tematu. Nie chcę mi się w to wierzyć, ale archiwum postów nie kłamie. Czyżby nikt z naszych salonowych wyjadaczy nie kupił wczoraj „Dziennika”? A może wszyscy kibice piłki nożnej pojechali do Baku? To koszmar, że nikt nie został na posterunku.
A przecież został zlustrowany autor słynnych słów wypowiedzianych w 1973 roku: "Mój Boże, co ja mam Państwu powiedzieć... Tyle lat na to czekałem". Okazało się, że sprawozdawca był „Sprawozdawcą”.
I co? I nic? Nawet pies z kulawą nogą nie pofatygował się, by skrobnąć o tym chociaż kilka zdań w stylu: „Wiedziałem o tym cały czas, odkąd powiedział, że Domarskiemu zeszła piłka z nogi”.
Czy wiedza o tym, że Ciszewski był kontaktem operacyjnym SB zmienia coś w odbiorze wzruszeń, które dostarczał komentując spotkania żużlowe, mecze Górnika Zabrze i polskiej reprezentacji? Dla mnie nie, bo był w tym autentycznie szczery i niczego nie udawał. Nie oglądałem na żywo transmisji z Wembley, nie widziałem też tryumfu Szczakiela w IMŚ na żużlu, bo niestety rocznik nie ten. Pamiętam jednak Mistrzostwa Świata w Argentynie i te w Hiszpanii, podczas których chory Ciszewski dawał z siebie wszystko. Takim zachowam go w swojej pamięci.
Z tą posuchą, to był żart. Cieszę się, że w S24 żaden sęp nie zaczął krążyć nad Ciszewskim.
Czy wiedza o tym, że Ciszewski był kontaktem operacyjnym SB zmienia coś w odbiorze wzruszeń, które dostarczał komentując spotkania żużlowe, mecze Górnika Zabrze i polskiej reprezentacji? Dla mnie nie, bo był w tym autentycznie szczery i niczego nie udawał. Nie oglądałem na żywo transmisji z Wembley, nie widziałem też tryumfu Szczakiela w IMŚ na żużlu, bo niestety rocznik nie ten. Pamiętam jednak Mistrzostwa Świata w Argentynie i te w Hiszpanii, podczas których chory Ciszewski dawał z siebie wszystko. Takim zachowam go w swojej pamięci.
Z tą posuchą, to był żart. Cieszę się, że w S24 żaden sęp nie zaczął krążyć nad Ciszewskim.
I niech tak pozostanie.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)