Kontrola podatników zajmujących się obrotem tzw. dopalaczami objęła 39 podmiotów.
Wzięły w niej udział wszystkie urzędy kontroli skarbowej. Zakresem kontroli objęto rzetelność deklarowanych podstaw opodatkowania oraz prawidłowość obliczania i wpłacania podatków stanowiących dochód budżetu państwa lub dochód jednostek samorządu terytorialnego za okres od 1.01.2008 r. do dnia 7.01.2009 r.
Dotychczas zakończono 10 postępowań kontrolnych, w tym 7 kontroli bez ustaleń podatkowych. W 3 przypadkach podatnicy, złożyli stosowne korekty deklaracji. Jedno postępowanie umorzono, w związku z rozwiązaniem spółki.
Wstępne ustalenia w pozostałych 28 niezakończonych postępowaniach oraz ustalenia wynikające z ww. złożonych korekt przedstawiają się następująco:
- oszacowano wartość niezaewidencjonowanego obrotu na kwotę 132.142 zł,
- zaniżenie kwoty podatku należnego od towarów i usług na kwotę 692.353 zł,
- zaniżenie kwoty podatku dochodowego od osób fizycznych na kwotę 16.697 zł,
- zaniżenie podatku od czynności cywilnoprawnych na kwotę 26.013 zł,
- niezgłoszenie do opodatkowania wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów na kwotę 358.313 zł.
Już niebawem podobnie może być też w Polsce. SLD pracuje nad projektem ustawy ograniczającej możliwość sprzedaży dopalaczy, których głównym składnikiem jest BZP (według specjalistów posiada ok. 10 proc. mocy amfetaminy). Najważniejszym elementem ustawy będzie zapis mówiący, że "specyfiki zbliżone do amfetaminy mają być wpisane na listę narkotyków". Ma to być klucz do skutecznej walki ze sprzedawcami dopalaczy.
.Projekt wzbudził wątpliwości Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. Chodziło o zagrożenie swobodnego przepływu towarów w UE (w wielu krajach dopalacze są legalne), a także brak badań i ekspertyz potwierdzających szkodliwość niektórych substancji.
Ministerstwo Zdrowia wprowadziło odpowiednie poprawki i na ostatnim posiedzeniu Sejmu nowela trafiła pod głosowanie. Posłowie przyjęli ją niemal absolutną większością.
Rodzic, który chce przestrzec dziecko przed dopalaczami, może np. wysłać je do kina na film "Boski chillout", który pokazuje, na czym sprawa polega: najpierw młodym ludziom wydaje się, że towar jest "cool" i pomoże rozwiązać ich problemy, ale potem w niczym nie pomaga, tylko pogarsza sytuację. Jeśli chcemy pogadać, to broń Boże nie zalewajmy dziecka jednoznacznym dydaktycznym smrodkiem. Raczej sączmy przykłady, które pokażą, że jakikolwiek kontakt z narkotykiem, nawet jeśli nazwiemy go dopalaczem, jest bez sensu, bo może zrujnować życie. Ważne, byśmy powtarzali mu: "Mówię to, bo chcę, żebyś miał szczęśliwe życie". W myśl zasady "ufaj i kontroluj" nauczmy się, jak rozpoznać, że dziecko "brało" i powiedzmy, że jesteśmy na to wyczuleni.



Komentarze
Pokaż komentarze