Komisja Europejska wezwała Polskę do zaprzestania łamania zasad unijnego rynku gazu. Zdaniem KE, Polska zmusza importerów do przechowywania gazu w Polsce i odmawia im dostępu do gazociągu Jamał, co uniemożliwia transport gazu z Niemiec do Polski - dowiedziała się PAP w środę.
W liście KE zarzuciła Polska łamanie zasad tzw. dyrektywy gazowej. "Obowiązek zarzucony przez Polskę importerom gazu, by przechowywać pewną ilość gazu w Polsce i brak dostępu do gazociągu Jamał łamie zasady UE o wspólnym rynku gazu. To skutecznie wyklucza polski rynek gazu dla unijnych dostawców gazu, co z kolei zagraża bezpieczeństwu dostaw gazu w Polsce" - uważa KE.
Tłumaczy, że obowiązek przechowywania gazu na terenie Polski jest dyskryminujący dla firm importujących gaz do Polski i zmusza je do szukania sposobów jak przetransportować gaz do magazynów. "A ponieważ zdolności przesyłowe do i z Polski nie są dostępne i ponieważ Jamał nie jest dostępny dla importerów, ta klauzula terytorialności wyklucza z rynku w Polsce dostawców gazu z UE" - tłumaczy KE.
Tłumaczy, że obowiązek przechowywania gazu na terenie Polski jest dyskryminujący dla firm importujących gaz do Polski i zmusza je do szukania sposobów jak przetransportować gaz do magazynów. "A ponieważ zdolności przesyłowe do i z Polski nie są dostępne i ponieważ Jamał nie jest dostępny dla importerów, ta klauzula terytorialności wyklucza z rynku w Polsce dostawców gazu z UE" - tłumaczy KE.
LEKTURA OBOWIĄZKOWA DLA MIESZKAŃCA UE KORZYSTAJĄCEGO Z GAZU
DYREKTYWA 2003/55/WE PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY z dnia 26 czerwca 2003 r.
dotycząca wspólnych zasad rynku wewnętrznego gazu ziemnego
Pełny tekst w jezyku polskim
Konkurencja może w znacznym stopniu zaspokoić popyt na gaz zgłaszany przez polskie firmy. Dziś PGNiG (ręcznie sterowany przez rząd) broni się przed konkurencją, a jednocześnie jest obarczony obowiązkiem zapewnienia gazu wszystkim odbiorcom, którzy chcą go kupić. Ten obowiązek oznacza, że musi sprzedawać gaz czasami ze stratą, gdyż ceny są regulowane przez Urząd Regulacji Energetycznej i nie zawsze uwzględniają koszty.
Sytuacja jest zupełnie nielogiczna. Broniąc monopolisty, państwo przejmuje na siebie obowiązek dostaw gazu i pokrycia w taki czy inny sposób strat. Płacą za to i konsumenci gazu, i podatnicy, i pechowi akcjonariusze spółki. A przecież wystarczy realnie zlikwidować monopol PGNiG, a jednocześnie zachęcić odbiorców (na początek duże zakłady chemiczne) do zawarcia kontraktów z innymi dostawcami. Dzięki temu do Polski wpłynie dodatkowo kilka miliardów metrów sześciennych gazu. Skąd? To nie powinno być zmartwieniem rządu ani nawet ministra gospodarki.
Sytuacja jest zupełnie nielogiczna. Broniąc monopolisty, państwo przejmuje na siebie obowiązek dostaw gazu i pokrycia w taki czy inny sposób strat. Płacą za to i konsumenci gazu, i podatnicy, i pechowi akcjonariusze spółki. A przecież wystarczy realnie zlikwidować monopol PGNiG, a jednocześnie zachęcić odbiorców (na początek duże zakłady chemiczne) do zawarcia kontraktów z innymi dostawcami. Dzięki temu do Polski wpłynie dodatkowo kilka miliardów metrów sześciennych gazu. Skąd? To nie powinno być zmartwieniem rządu ani nawet ministra gospodarki.
Kejow




Komentarze
Pokaż komentarze (6)