Jarosław Banaś
Nie ma tekstów bez podtekstów. /własne/
7 obserwujących
78 notek
38k odsłon
  248   0

Oto po tragicznej śmierci Edypa i obu jego synów, tron tebański przypada Kreonowi.

Jarosław Banaś fot. Jarosław Banaś
Jarosław Banaś fot. Jarosław Banaś
Poruszający fragment w historii odnaleziony w sieci. Poszukiwany Autor.

Oto po tragicznej śmierci Edypa i obu jego synów, tron tebański przypada Kreonowi.

On to wydaje rozkaz, aby odmówić należytego pogrzebu jednemu z synów Edypa,

Polineikesowi – za to – iż sprowadził argiwską drużynę na ojczyste miasto.

Antygona, miłująca serdecznie brata, wbrew zakazowi, grzebie go, chociaż wie, że czeka ją za to śmierć.

Kreon jest przekonany, że jego surowość jest słuszna, i trwa w swym uporze nawet wtedy, kiedy jego syn, Hajmon, narzeczony Antygony, błaga go, by jej przebaczył.

Oburza się, że syn, mężczyzna, staje po stronie kobiety.

Rozpacz Hajmona - nie wzrusza go.

Wizytę składa Kreonowi Terezjasz. Od niego to, wróżbity i wieszcza, władca Teb dowiaduje się, że bogowie są przeciw niemu. Że są po stronie Antygony.

Przepowiednia, łamie ostatecznie upór króla, ale jest już za późno.

Antygona popełniła samobójstwo. Obok jej ciała Kreon odnajduje syna, który z przekleństwem na ustach rzuconym ojcu, umiera z własnej ręki.

Żona Kreona, Eurydyka, nie mogąc znieść tego straszliwego ciosu, kończy śmiercią.

Chór i aktorzy na przemian recytują swoje partie.

Pełne patosu słowa poezji, nieuchronna moc losu, unoszącego się nad całą tragedią, przykuły oczy widzów do tego, co dzieje się w orchestrze i na scenie.

Chór, kończąc tragedię przypomina królowi, że niesłuszne i krzywdzące było jego postępowanie, dalekie od umiaru w słowach i cznach, dalekie od bojaźni bożej.

Napomina też, by nie pragnął własnej śmierci, gdyż nie wolno człowiekowi rozstrzygać o własnym losie.

Kiedy schodzi z orchestry, zrywa się burza oklasków i wołania: „autis, autis” - jeszcze! Jeszcze! Sofokles! Sofokles! Cała widownia podnosi się z miejsc jakby wyrwana ze snu i oszołomiona. Nie ma końca oklaskom i wołaniom.

Kiedy wreszcie zalega względny spokój – prologiem rozpoczyna się nowa tragedia Sofoklesa,

po niej następna, a w końcu dramat satyrowy, zawierający już elementy weselsze.

Zakończenie widowisk w teatrze nie zamyka zainteresowań ludu ateńskiego.

Zaraz w dniu następnym, na zgromadzeniu – sędziowie ogłaszają wyrok.

Z wyznaczonych przez rząd trzech nagród – Sofokles uzyskuje nagrodę pierwszą.

Zwycięża już po raz dwudziesty.

Archont, przy entuzjazmie tłumu wkłada mu wieniec bluszczowy na głowę.

Takiż wieniec otrzymuje też obywatel, który organizował i opłacał chór.

Ponadto otrzymuje on trójnóg brązowy i ma prawo ustawić go na pomniku w pobliżu teatru.

Aktorom rozdaje się pochwały i odznaczenia.

Protokoły zawodów, wraz z wyrokiem sędziów składa archont w archiwum państwowym lub

umieszcza w archiwum teatru, w formie publicznych napisów.

Tak przeżywał lud ateński święto Dionizosa, tak wchłaniał słowo idące z orchestry i tak żył teatrem.

Jest ciekawe, że przychodził do teatru, znając już dokładnie treść sztuki – znał ją z podań śpiewanych czy recytowanych przez rapsodów.

Poeta dramatyczny nie miał ambicji wymyślania nowych zdarzeń.

Docierając do tajemnic ludzkiego charakteru, tajników jego działania - kładł cały wysiłek w nadanie znanym sprawom głębszego sensu.

W tragedii Sofoklesa prawie nie ma sztuczek technicznych; nie o zewnętrzne i dla oka obliczone widowisko chodziło autorowi.

Nie ukazuje się bóg na długim żurawiu, wysuwanym z loży nad sceną, nie znika nikt nagle w podziemiu, nie ma trójgraniastych periaktów;

jedyny raz ukazuje się ekkyklema – wysuwana scenka – z trupem Eurydyki, żony Kreona.

Nie sztuczki i chwyty techniczne ściskały serca widzów i targały ich nerwami – ale głębokie w treści, żywe słowo.

Maska była nieruchoma, treść duszy ujawniało słowo, a poprzez słowo, do świadomości widza przenikała jedna, ostateczna, wieczysta prawda: że w świecie panują niezmienne, wieczne prawa boskie, których przekroczenie pociąga za sobą nieuniknioną karę, że cnota jest sama w sobie celem naszego życia, że jest obojętne, jak los zarządzi naszą dolą – w cnocie - ludzkich i boskich praw należy przestrzegać.

Sofokles, po wystawieniu Antygony, stał się jeszcze większym ulubieńcem ludu ateńskiego.

W roku następnym, powierzono mu zaszczytne stanowisko stratega, w ekspedycji przeciwko wyspie Samos.

Lud ateński czcił swoich wielkich twórców, bo teatr był nie tylko rozrywką, lecz jednym z podstawowych elementów życia zbiorowego, religijnego i duchowego w ogóle.

Dawał tajemne, niezbadane wzruszenia.

Ze sceny płynęła katharsis oczyszczająca namiętności.

Jeżeli kiedy, to właśnie w Grecji antycznej, aktorzy poprzez maskę i udawanie – głosili prawdy wiecznej przykazanie.

W dniu 12 stycznia 1791r. - ukazują się u wejścia do teatru przy placu Krasińskich duże drukowane kartelusze.

Zawiadamiają, że za trzy dni, 15 stycznia, o godzinie 7 wieczorem – będzie prezentowana komedia pt. „Powrót posła. Autorem jest Julian Ursyn Niemcewicz, poseł inflancki na Sejm Czteroletni.

W początku listopada 1790r., kiedy komedia ukazała się w druku – już budziła duże zainteresowanie, ponieważ jednak słowo drukowane rozchodziło się u schyłku Rzeczypospolitej powoli – dopiero zapowiedź realizacji scenicznej utworu – wywołała sensację.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale