26 obserwujących
14 notek
64k odsłony
  3632   2

Wrobić Jacka Murańskiego

Jacek Murański (z prawej)
Jacek Murański (z prawej)
Wszyscy słyszeli o Archiwum X, specjalnych jednostkach policji tropiących niewykryte przez lata zbrodnie. Co jakiś czas obwieszczają w Polsce sukces, odnalezienie przestępcy, który na przykład lat temu 20 dopuścił się jakiejś zbrodni. Istnieje pilna potrzeba stworzenia Archiwum T, Archiwum Temidy, które zajmowałoby się zbrodniami, przestępstwami popełnionymi przez sędziów.

Zapewniam, że wstrząsająca sądowa zbrodnia popełniona na Tomaszu Komendzie jest wierzchołkiem góry lodowej, a niewinnych ludzi wrobionych przez policję i prokuratury oraz skazanych przez sądy zebrałaby się z pewnością armia. Patologia systemu, w którym akt oskarżenia jest dla sędziego najlepszym, słusznym dowodem, domniemanie winy, zamiast zgodnego z prawem domniemania niewinności i ślepota sędziów na oczywiste dowody świadczące na korzyść oskarżonych, to w polskich sądach norma. Takiemu Archiwum T, które mam nadzieje powstanie, na początek proponuje przyjrzenie się sprawie Jacka Murańskiego, który ponad 10 lat temu został wrobiony w przestępstwo, skazany i osadzony w więzieniu, mimo ewidentnych dowodów niewinności. Ktoś miał w tym gruby interes… 

O Jacku Murańskim jest coraz głośniej. Szerzej stał się znany nie z powodu pubów, które prowadził i politologii, którą skończył, ale z powodu charakterystycznych ról bandziora, które gra w polskich filmach. Zagrał między innymi w „Asymetrii” Konrada Niewolskiego i ta znajomość nie potoczyła się dobrze. W zasadzie z powodu drobnej różnicy zdań znajomość przekształciła się w najprawdziwszą nienawiść reżysera do swojego aktora. Filmiki, które Konrad Niewolski wrzuca na YouTube z oskarżeniami dotyczącymi Murańskiego i jego rodziny przekraczają wszelkie granice, także granice zdrowego rozsądku. Między tymi filmikami reżyser pod mocnym wpływem chyba herbaty opowiada o kosmitach, którzy lecą właśnie na Ziemię, aby dokonać apokalipsy i takie tam. Liczniki na YouTube pokazują, że te bzdury oglądają się świetnie i są chętnie komentowane, aczkolwiek z pewnym takim niedowierzaniem.

Jacek Murański stał się także obiektem zainteresowania słynnego sportowca celebryty Marcina Najmana. Mimo że Marcin Najman ogłaszał już wielokrotnie rozstanie z walkami w ringu czy klatce szykuje się właśnie do pojedynku z Murańskim w walce na gołe pięści. Panowie zdaje się finalizują warunki, a sam Najman robi z tego charakterystyczne dla siebie show podgrzewając atmosferę arsenałem inwektyw różnego kalibru. Jednym z punktów adwersarzy Murańskiego, chociaż w przypadku tej skali emocji można mówić o wrogach, jest kryminalna przeszłość aktora, przedsiębiorcy, chyba już celebryty. I rzeczywiście, Jacek Murański został skazany prawomocnym wyrokiem na 3 lata więzienia za skatowanie dwóch mężczyzn. Ponad dwa lata przesiedział za kratami. Ciekawa sprawa. Pozwolę sobie na pewien skrót dla czytelników i przyszłego Archiwum T, które, mam nadzieję powstanie.

Jacek Murański (rocznik 1969) był znanym przedsiębiorcą w Wałczu. Prowadził między innymi lokale gastronomiczne i nieźle mu się wiodło. Od ludzi, którzy wpadli w długi zgodnie z prawem na licytacji komorniczej odkupił ich nieruchomość. Była oficjalnie jego własnością, ale mieszkańcy, mimo nakazu sądu nie chcieli jej opuścić. Ludzkie dramaty. Były właściciel nieruchomości razem z kuzynem przyjechali do pubu prowadzonego przez Murańskiego 15 września 2008 roku. Ważna data. Murański był u siebie i był z trzema ochroniarzami. Według prokuratury i wyroku sądu Murański z ochroniarzami mieli wtedy ciężko, naprawdę ciężko skatować owych dwóch mężczyzn, żądając opuszczenia domu, który Murański nabył. Według Murańskiego i ochroniarzy to bzdura, do żadnego pobicia nie doszło, były twarde rozmowy i chęć odkupienia domu, ale nowy nabywca się nie zgodził się na odsprzedanie tego, co kupił od komornika (jeden z ochroniarzy w trakcie aresztowania zmieni swoje zeznania w nie do końca jasnych okolicznościach potwierdzając wersję prokuratury). Faceci rzeczywiście są skatowani, mają obdukcję, ale… 

Sprawą, pod prąd prokuraturze z i sądowi z Wałczu zajmują się dziennikarze śledczy, Rafał Orlikowski i Andrzej Łapkiewicz. Powstaje na ten temat szereg tekstów, między innymi „Wyrok zapadł, wątpliwości pozostały”, „Coś tu zgrzyta” i „Kosztowne błędy sądu”. Redaktor Rafał Orlikowski zadał sobie trud sprawdzenia decydujących w tej sprawie rzeczy, które ponieważ działały na korzyść Murańskiego nie zostały w ogóle wzięte pod uwagę przez prokuraturę i sąd. 

Po pierwsze, do rzekomego pobicia miało dojść 15 września 2008 roku. Były właściciel domu, nazwijmy go X, miał wtedy zostać potwornie skatowany, także na twarzy. Jednak X następnego dnia poszedł do Urzędu Miasta w Wałczu wymeldować się. Red. Orlikowski rozmawiał z urzędniczkami, które go obsługiwały. Nagrał je. Nie był skatowany. Wcale. Został pobity 15 września, a 16 września nie był pobity, pobity był 18 września, kiedy robił obdukcję. Dziwne prawda? Sądy nie wzięły pod uwagę zeznań urzędniczek, gdyby wzięły Murańskiego trzeba by uniewinnić, a skatowanych oskarżyć o złożenie fałszywego zawiadomienia o przestępstwie…  

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka