Ja wiem Ja wiem
392
BLOG

Jak poprawić poziom uczelni ustawą.

Ja wiem Ja wiem Edukacja Obserwuj temat Obserwuj notkę 14
Odnośnie narzuconego problemu przez nagminnie gadającego do mikrofonów Sikorskiego tym razem słabego poziomu uniwersytetów i kadry, podzielę się moim pomysłem na reformę szkolnictwa wyższego. Nie łatwo nauczyć kadrę lepszego gospodarowania i przedsiębiorczości, by uczelnia stała się dobrze prosperującym biznesem generującym własne dochody. Łatwiej jest stworzyć system bardziej rynkowy, racjonalny, który po prostu wymusza adaptację do naturalnych warunków rywalizacji, a więc i ulepszania się,  obojętnie czy to poprzez mobilizację, dokształcenie, czy wymianę kadry.

Są kraje, gdzie młody człowiek szybciej staje się dorosły, odpowiedzialny, niezależny od rodziców. Praktycznie cały zachód promuję postawę, skończyłeś 18 lat, wypad z domu. Załóż własną rodzinę i zarób na nią. Oczywiście mają do pomocy państwo, które w niektórych przypadkach przejmuje matkowanie do tego stopnia, że nie tylko zapewnia bezpłatne studia, ale i finansuje koszty związane z utrzymaniem "dorosłego" studenta (np. Dania). Nas raczej nie stać na takie luksusy, tym bardziej że i bez tego mamy nadmiar studentów. Problemem jest zbyt niski poziom kształcenia i oderwanie od rynku.

Czemu jest niski poziom? Bo tak zadecydowały poprzednie rządy, by zwiększyć ilość studentów, obniżając poziom nauczania, a więc dostosowując wymagania do poziomu średniego bęcwała. Na utrwalenie tego systemu wpływa sposób finansowania, czyli płacenia głównie za ilość studentów, a nie osiągnięcia naukowe. Te drugie zresztą trudne by były do oszacowania, jak mają się do faktycznego poziomu nauczania, a jak do marketingu lub zwykłego szczęścia w przyciąganiu talentów przez uczelnie. Zresztą kto miałby oceniać sukces studentów? Podejrzane zagraniczne organizacje, które przecież wspierają swoje ukryte idee i rozdają np. noble, kierując się polityką? Jest lepszy sposób.

Studia kosztują. Tak, nawet te bezpłatne. Dla kogoś może to być szok, ale one nie działają charytatywnie. Płacimy na nie. Skoro kosztują, najlepiej jeśli za płatność będzie odpowiadał ktoś, kto automatycznie przy okazji dogłębnie jest w stanie skontrolować poziom. Kto? Student! Jak zapłaci to będzie wymagał. Jak darmowe, to jak w komunizmie, nikt nie szanuje. Ale jak ma biedny student płacić? Przecież nie pójdzie studiować wtedy - powiecie. Kredytować studia na preferencyjnych warunkach. Każdemu z maturą dać możliwość wzięcia kredytu na studia. Tym bez matury umożliwić studiowanie za gotówkę. Każda uczelnia ustala cenę, jak na wolnym rynku. Każdy kierunek może być droższy lub tańszy nawet na tej samej uczelni. Zanim ktoś coś wybierze, długo będzie się zastanawiał, czy warto, czy to się opłaci, co z tego wyniesie. Uczelnie będą kusić jak biura wycieczek turystycznych kolorowymi posterami, bajecznymi wizjami, obietnicami miłej i skutecznej nauki wybranego zawodu. Student już po roku widzi, czy dał się nabrać, czy to wszystko ma jakiś sens. Koszt pierwszego roku studiów zatem mógłby być umarzany dla tych, co zrezygnują, a uczelnia by nie otrzymywała od takich studentów dotacji w całości lub dużej części. Bardzo dobrze jest dać każdemu możliwość spróbowania się i oceny uczelni bez większych konsekwencji. Przecież i tak na to stracą swój cenny czas. Uczelnia kusząca obietnicami bez pokrycia na tym wtedy nic nie zyska.

Kolejnym ważnym instrumentem finansowania i kontroli byłby proces spłacania kredytu przez absolwenta. Za każdy uzyskany dyplom, państwo może wypłacić mały bonus procentowo uzależniony od kosztów nauki, czyli zmniejszyć zadłużenie studenta i nagrodzić finansowo uczelnię. Teraz absolwent ma 10 lat na spłatę kredytu. Nie płaci on oczywiście z własnych pieniędzy otrzymanych na życie/na rękę, ale z pewnej części podatku. Niech 40 latkowie płacą nie na bezpłatne studia, ale na system emerytalny, a młodzi pracownicy niech mają niższe podatki, chyba że spłacają kredyt studencki, wtedy tak samo wysokie. Ta część musi być tak wyliczona, by starczała ze średniej pensji na spłatę rat średniego kredytu studenckiego rozłożonego na np. 10 lat. Jeśli student płaci więcej podatku, niż średnia krajowa, zwróci pieniądze szybciej lub pokryje w tym czasie droższe studia. Jeśli płaci mniej, nie wyrobi się w okresie i reszta zostanie mu umorzona. Uczelnia nie otrzyma straconej części lub stratą po równo podzieli się z państwem, a absolwent mając +10lat będzie już płacił w podatkach na system emerytalny, nie na uczelnie. W ten sposób będzie ciśnienie na kształcenie obywateli płacących podatki i zarabiających powyżej średniej krajowej. Absurdem jest przecież po studiach zarabianie mniej. Dobre uczelnie będą mogły sobie pozwolić na wyższe ceny, bo ich absolwenci średnio zarabiają więcej, więc i w podatkach zdążą spłacić nawet wysoki koszt kształcenia. Starsi pracownicy, szczególnie bez wyższego wykształcenia nie będą się burzyć, że płacą na bezpłatne studia, by studenci mogli balować, a później jeszcze im szefować. Młodzi pracownicy nie będą narzekać na podatki emerytalne, bo przez 10 lat nie będą o nich za wiele nawet wiedzieć. Proste? Naturalne? To czemu jeszcze coś takiego nie działa?

Dodatkowo absolwent wyjeżdżając z kraju lub podejmując pracę za granicą będzie miał do spłacenia kredyt, ale już nie niezauważalnie z podatków, ale z własnych środków. Pierwsza rata będzie mogła być odłożona o rok, później niech płaci lub wraca do kraju na jakikolwiek etat.
Młodzi pracownicy bez studiów mogliby mieć niższe podatki, ale tylko do 5 lat, czyli okresu kiedy nie studiują. To by dostatecznie przyciągało do zawodówek, po których pensja na rękę mogłaby być odpowiednio satysfakcjonująca nawet początkującego pracownika lub on byłby w kosztach pracy atrakcyjny dla pracodawcy. Kolejny etap 10 lat, kiedy absolwent uczelni wyższej spłaca kredyt studencki z podatków, pracownik po szkole średniej lub zawodowej musiałby już płacić zbliżonej wysokości podatek, ale poprzez podwyższenie składki socjalnej i rentowej, z powodu podwyższonego ryzyka urazów i biedy w zawodach niższego szczebla. Tak można by wytłumaczyć logicznie dłuższy okres niższych podatków dla absolwentów uczelni, w którym mogą bez poczucia płacenia wyższych podatków spłacać niezauważalnie swoje studiowanie.
Każdy jest zadowolony, żyje długo i szczęśliwie, kurtyna.


Ja wiem
O mnie Ja wiem

Piszę tylko, co wiem lub się domyślam. Więcej można przeczytać w książce "Wielki Bum... cyk, cyk - dialogi Geda" zainspirowanej obecnycnymi wydarzeniami na świecie. https://drive.google.com/file/d/1ohAGz8iWa0_i1NfWcQSBxobp2fLbOy8H/view?usp=sharing

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo