Codziennie na każdym kroku możemy spotkać się ze zjawiskami, które nas irytują, a nawet denerwują. Dopowiadamy sobie wtedy, że tak być nie powinno, że to jest głupota, a nawet terror. Często jednak nie zdajemy sobie sprawy, że raz denerwuje nas ustalona i przestrzegana powszechnie zasada, która wymusza na nas pewien typ zachowań, raz zupełnie coś przeciwnego, czyli brak jakiejś zasady porządkującej wolną amerykankę i samowolkę innych ludzi.
Prosty przykład z przejściami dla pieszych. Jeśli stoimy długo na czerwonym świetle, a nic nie jedzie w zasięgu wzroku, niemożność legalnego przejścia na czerwonym nas wkurza. Czujemy się traktowani jak dzieci, albo niewolnicy, którzy nie wiedzą, co dla nich dobre, nie potrafią ocenić indywidualnie sytuacji, nie mają prawa do podejmowania najprostszych decyzji, więc mają stać jak te kołki, aż np. nadjadą samochody i zatrzymają się też przed czerwonym tym razem dla nich światłem. Z drugiej strony ganimy w myślach tych, co nie zważają na czerwone światło i sobie bez skrępowania przechodzą. Stojąc przed pustą jezdnią wychodzimy na ograniczonych i ubezwłasnowolnionych, a zarazem pod wpływem takich rebelii odczuwamy pokusę do złego, czyli łamania przepisów.
Jeszcze bardziej powszechnie te zjawisko wychodzi przy jeździe samochodem. Gdy nie możemy znaleźć miejsca parkingowego, wściekamy się na każde napotkane znaki i słupki uniemożliwiające zaparkowanie na chodniku, a straż miejska jest kimś w rodzaju policji carskiej czyhającej na nasze pieniądze. Gdy zamierzamy natomiast włączyć się do ruchu, a widoczność zastawia nam samochód zbyt blisko zaparkowany skrzyżowania, lub jesteśmy pieszym i nie możemy się przecisnąć chodnikiem, wtedy z pretensjami myślimy "gdzie jest ta straż, gdy jest potrzebna!".
Takie sytuacje zdarzają się w każdej dziedzinie życia lepiej lub gorzej uregulowanej prawnie, gdzie z jednej strony odczuwamy nadmiar restrykcji, z drugiej nie dość porządku. Niektórym wydaje się, że ideałem jest doprowadzenie do jednej ze skrajności, czyli wyeliminowanie jednego problemu. Ideowcy nie zdają sobie z tego sprawy, że spotęgowanie w ten sposób drugiego problemu jest dużo gorsze, niż dwa mniejsze razem. Złoty środek leży gdzieś pomiędzy i trudny jest do znalezienia, ale gdy już się do niego zbliżymy, łatwo to poznać po dwugłosie nawet nie różnych skrajnych środowisk, ale także niezdecydowaniu centrowych środowisk, które raz stwierdzą, że jeszcze nie osiągnęliśmy zamierzonego punktu, innym razem, że dawno go przekroczyliśmy i wypaczyliśmy.
Zatem mamy państwo opresyjne i przeregulowane, czy niedorozwinięte i nieskuteczne?
Jeśli trudno wybrać stronę, a najchętniej połączyłoby się te cztery cechy to może znak, że właśnie takie państwo jest najlepsze i nie ma już prostych sposobów na jego udoskonalenie. Że już tylko od moralności i ucywilizowania obywateli zależy, jaka jakość państwa ostatecznie wychodzi, bo sama jego forma jest trafiona.
Podejrzewam, że jednak większość uzna, że mamy prawo zbyt zagmatwane, czyli przeregulowane, stąd paradoksalnie elementy dzikiej amerykanki, bo nikt nie jest wstanie tak skomplikowanych zasad zrozumieć i upilnować. Zgodzimy się zapewne także, że są dziedziny, w których panuje zbytnia swoboda lub które wyrywają się z narzuconych ich ram, więc trzeba je na bieżąco dostosowywać. Jeśli moja diagnoza jest trafna, czyli "tak", ale z małymi wyjątkami, to powinno się zastosować prostą regułę, by zapewnić dojście do złotego środka. Każdemu przepisowi, który wpływa na ograniczenie wolności, narzuca pewne obowiązki i kary, musi towarzyszyć zniesienie dwóch podobnej rangi, które nie są już życiowe lub nigdy nie były. Potrzebnej regulacji powinna towarzyszyć jeszcze bardziej potrzebna deregulacja.
Znowu na prostym przykładzie opiszę, jak fajnie by to mogło działać. Rząd chce zakazać handlu w niedzielę. Dla wielu jest to głupie i zbędne, ale są też zwolennicy takich restrykcji. Musząc znaleźć i wycofać dwa podobnej skali ale mniej potrzebne ograniczenia, by móc wprowadzić powyższy przepis, rząd mógłby dojść do wniosku, że nie ma takich, a więc nie może wprowadzić dodatkowej regulacji w już przeregulowanym przecież systemie. Natomiast jeśli znajdzie choćby martwe przepisy, o których nikt nie pamięta, więc ich zniesienie nie zaowocuje odczuciem ulgi, uporządkuje i uprości przynajmniej prawo.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)