Nie chodzi zatem tylko o problem, kiedy zaczyna się pełnowartościowe życie ludzkie, ale też gdzie leży granica prywatności w rodzinie. Czy posiadanie dzieci lub rodziców to pełne prawo, do którego nikt nie powinien się wtrącać, czy jednak możemy dowolnie odbierać prawa rodzicielskie, a więc i dziecięce do posiadania własnych prawdziwych rodziców? Kto ma oceniać, co jest najlepsze dla dziecka? Komisja, politycy, organizacje lewicowe, prawicowe lub religijne, czy jednak rodzice? Kiedy rodzicom można ograniczyć prawa i jak daleko w tych ograniczeniach się można posunąć? Nadmierne regulacje sprowadzą ludzkie rozmnażanie się do hodowli lub przemysłu. Niedostatek ingerencji w rodziny mógłby cofnąć nas do czasów klanów z wszechwładzą głowy rodziny i z diametralnie innym prawem w każdej rodzinie. Nie ma prostej i oczywistej drogi do wyznaczenia najlepszych rozwiązań i definicji. Wszystko odbywa się na zasadzie przypuszczeń, przekonań, testów i losowości.
Aby móc z całą pewnością ocenić, czy można zabijać nienarodzone dzieci, dokonywać eutanazji na chorych lub starych, czy prawa jednostki są ważniejsze, niż prawa grupowe, należałoby stworzyć dwa światy oparte na tej samej kulturze i po długim czasie doprowadzić do konfrontacji, jak kiedyś wyglądała rywalizacja pomiędzy Atenami a Spartą. Tam wygrali egoistyczni, starzy, chorzy, słabi i niezawodowi żołnierze ze zdyscyplinowaną, zdrową, honorową i wyszkoloną do zabijania wrogów machiną. Tamten eksperyment pokazał nam, że słabsi nie zawsze oznaczają niepotrzebni. Wielu filozofów i artystów nie miało predyspozycji do przeżycia w spartańskich warunkach. Przeżyli jednak w Atenach i wzbogacili tak społeczność, że ich istnienie okazało się cenne. Są jednak granice i nikt np. nie przeznaczy 10 mld. zł na ratowanie życia chorego dziecka nawet samego Einstein'a. Na wypracowanie takiej wartości zapewne przypada bardzo wiele zgonów w wyniku wypadków, więc równałoby się to z poświęceniem zdrowych i pracowitych osobników za szansę uratowania jednego chorego dziecka. Wszystko co robimy, ma jakiś sens. Im większy, tym lepiej dla nas. Im mniejszy, tym bardziej upodabniamy się do naszych braci mniejszych, czyli zwierząt. One też działają sensownie, ale nie aż tak mądrze, by zbudować wspaniałą cywilizację i zdominować życie na planecie, a może kiedyś i w galaktyce. Zalecam zatem mniej fanatyzmu, więcej wiary w racje innych ludzi, a wtedy może uda się politykę uprawiać nakierowaną na złoty środek maksymalnej sensowności, a nie gorliwości w imię jakiejkolwiek idei (innej, niż sensowność :D).



Komentarze
Pokaż komentarze