Dariusz Ged
Nikt mi nie płaci, czyli notki bezwartościowe?
12 obserwujących
98 notek
69k odsłon
504 odsłony

Absurdalne prawo staje się ignorowane

Wykop Skomentuj39

Kto nie przekroczył prędkości w ciągu ostatniego miesiąca chociaż o 10 km/h niech pierwszy napisze komentarz hejtujący. Oczywiście nawet prawo nie postrzega takich kierowców, jako łamiących je, bo taka tolerancja wynika z ustalonej niedokładności pomiaru. Zatem legalnie można łamać ograniczenia prędkości o 10 km/h, ale po przekroczeniu 11 km/h odpowiadamy za całe 11, nie 1.

Podoba mi się ta tolerancja. Polska tradycja słynie z tolerancji, wbrew oskarżeniom pewnych upośledzonych krzykaczy. Brak tolerancji na nieszkodliwe występki kończy się alergiczną walką z wiatrakami, czyli marnotrawieniem sił i środków ponad wartość osiąganego celu. Czemu zatem tak liberalnie interpretowane przepisy nie wystarczają Polakom i masowo przekraczają prędkość o 20-30 km/h, a w wielu przypadkach o znacznie więcej? Składa się na ten fakt kilka przyczyn, ale większość wynika z nadregulacji i nadmiernych restrykcji, a nie zbytniej łagodności w karaniu, jak mogłoby się zdawać tym nielicznym, co pierwsi rzucą tu hejtem.

1. Ktoś odpowiada za stan dróg i ich oznakowanie, więc robi wiele, by zapewnić bezpieczeństwo na drogach? Nie, nie, nie! Robi wiele, by uciec od odpowiedzialności. Przecież wypadków jest u nas bardzo wiele, więc bezpieczeństwa na drogach nie ma, a jednak administratorzy dróg nie ponoszą specjalnie kar za taki stan. Czemu? Bo przecież stał znak ostrzegawczy, ograniczenie prędkości itd. więc winę ponosi kierowca, że nie zastosował się do prawa. A nie zastosował się, bo znaki ostrzegawcze lub ograniczenia prędkości są niemal wszędzie, więc ciągle by trzeba jechać w pełnym skupieniu i wolniej... nawet niż przepisy sugerują. Wystarczy wspomnieć jeszcze o lukratywnej branży stawiającej znaki drogowe na potęgę, by zrozumieć, czemu kierowca zapytany znienacka, jakie były ostatnie 3 znaki, jakie minął i często jeszcze go obowiązują, zazwyczaj nie poda więcej, niż jednego.

2. Kolejne regulacje tym razem obśmiane już przez znanego komika Korwina Mikke to obowiązkowo zapinane pasy bezpieczeństwa. Jest więcej takich obowiązków, ale ten jest najlepszy do zrozumienia zasady. Czujemy się bezpieczniej, organizm nie przeczuwa zagrożenia, spowalnia swoje funkcje w celu odpoczynku lub oszczędnego zarządzania energią, czyli redukuje skupienie kierowcy, który przecież przy tylu znakach ostrzegawczych i ograniczeniach prędkości powinien być stale skupiony w 100%. Ale nie jest, a nawet pojawia się senność w tak spokojnej i komfortowej jeździe. Część kierowców nie ma ochoty odpoczywać podczas nudnej jazdy lub obawia się senności bardziej, niż mandatów, więc ignoruje znaki i jedzie dynamicznie. Ocenia na bieżąco zagrożenia według własnego doświadczenia, a nie "speca" od stawiania znaków i twórcy prawa drogowego. Jest skupiony prawie na 100%, ale jedzie szybciej, niż ustawa przewiduje. Często ma szansę nawet wypatrzenia ukrytej policji w oddali i błyskawicznego skorygowania prędkości jazdy, by uniknąć "sprawiedliwości", ale czy bezpieczniej jedzie kierowca, który jedzie wolniej, ale jest senny, pochłonięty z nudów innymi zadaniami lub po prostu nieuważny, że tą samą policję zauważa dopiero podczas mijania jej? A potem płacz, że przekroczył prędkość tylko o 11 km/h, a ten przed nim jechał jak wariat i wyprzedzał, a nie został zatrzymany, bo był cwańszy?! Po jednym piwie też nie można jechać, ale będąc przeziębionym lub rozemocjonowanym już tak, bo nikt tego nie zweryfikuje, więc "pijany" doświadczony kierowca będzie pasażerem, a stery przejmie ktoś mniej odpowiedzialny i stwarzający większe zagrożenie, bo mandatem przy kontroli nie ryzykuje.

3. Każdy ma inne możliwości, bo nie jesteśmy tacy sami. Ktoś jest jeszcze młody, a już doświadczony, w nowym i bezpiecznym aucie, w pełni skupiony tylko na jeździe, ale dla wielu jest to pirat drogowy zasługujący na więzienie, bo jedzie 30 km/h szybciej od nich. Tym niesprawiedliwie oceniającym będzie czasem emeryt lub świeży kierowca, w starym lub tanim aucie, rozmawiający z pasażerami lub rozmyślający o różnych sprawach. Każda wymieniona różnica między tymi przykładowymi kierowcami zmienia poziom bezpieczeństwa na drodze tak, jakby jechało się o 10 km/h inną prędkością. Kto nie wierzy, niech sprawdzi ile sam automatycznie redukuje prędkość, gdy rozmawia nielegalnie przez telefon. Oczywiście tak na chwilkę i w ważnej sprawie, bo zatrzymywać się na poboczu przecież na 10 sekund się nie opłaca :P
Zatem już na tym przykładzie mamy racjonalną różnicę przynajmniej o 30km/h w prędkości dwóch różnych pojazdów i kierowców, by zachować ten sam poziom bezpieczeństwa. Skąd zatem brak zrozumienia dla tych zarówno jadących szybciej i wyprzedzających, oraz tych jadących wolniej i generujących sznurek ciągnących się za nimi aut? Za mało tolerancji? Różne większe pojazdy mają nakaz poruszania się wolniej od innych. Czemu nie ma naklejek na auta, które spełniają wyższe normy bezpieczeństwa (są nowe, więc sprawniejsze oraz bogatsze w najnowsze systemy prowadzenia auta) oraz są prowadzone przez doświadczonych, w pełni zdrowych, w kwiecie wieku i bezkolizyjnych kierowców (czyli tak zwanych piratów drogowych, którzy przy emeryckim stylu jazdy po prostu by zasnęli, jeśli nie umarli z nudy)?


Przyznam się, że np. w nocy wolę czasem jechać szybciej i dynamiczniej, by senność przegonić, bo uważam, że tak jest bezpieczniej dla mnie i innych uczestników drogi, ale uspokoję hejterów, jeżdżę kilkanaście lat bezkolizyjnie od początku swojej kariery kierowcy (potrącenie w dodatku nie z mojej winy na kursie prawa jazdy się nie liczy, bo jeszcze nie miałem prawka :P )

ps. więcej przyczyn nie pamiętam, ale zapewne jest więcej, więc czekam na komentarze, ewentualnie jeszcze tam dopiszę.

Wykop Skomentuj39
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo