Jazdadom Jazdadom
285
BLOG

Obawy ojca o "niefajną" przyszłość...

Jazdadom Jazdadom Polityka Obserwuj notkę 3

Gdy po wyborach w 2007 r. Państwowa Komisja Wyborcza ogłosiła wyniki wyborów, w których w demokratyczny sposób obywatele Polski powiedzieli stanowcze "Nie" koalicji PIS-Samoobrona-LPR i zdecydowali się powierzyć władzę PO, mój ojciec zadzwonił do mnie wówczas 22 letniego studenta ze słowami podziękowania. On, zaciekły antykomunista, który w końcu po ogłoszeniu wyniku wyborów poczuł, że jego wybór był też wyborem większości Polaków cieszył się wtedy jak dziecko a mi, jako jednemu z tych młodych Polaków, którzy ruszyli wówczas tłumnie na wybory i odsunęli szkodliwy rząd Kaczyńskiego, serdecznie dziękował.

Po 4 latach rządów PO, podczas burzliwych dyskusji na temat tego co PO udało się dokonać a czego dokonać się nie udało obaj doszliśmy do wniosku, że nie jesteśmy do końca ustatysfakcjonowani, że infrastruktura w Polsce powinna być priorytetem i to temu celowi powinien przez te 4 lata zajmować się Tusk a nie tymi wszystkimi innymi PR-owskimi sztuczkami... 

Gdy sondaże opinii publicznej coraz śmielej zaczynały pokazywać, że istnieje możliwość, że czasy IV RP mogą powrócić mój ojciec zwrócił się do mnie o pomoc. Wiedział, że potrzebna jest kolejna mobilizacja młodych i przypomnienie powodów, które sprawiły, że młodzi tak tłumnie poszli 4 lata temu do wyborów i odsunęli JK od władzy, zwłaszcza tym najmłodszym wyborcom, którzy w 2007 r. byli za młodzi aby rozumieć jak złym dla Polski premierem był Kaczyński. Ja, przebywając na salonie24 starałem się mu wytłumaczyć, że straszenie PISem już nie działa, że Kaczyński w przebraniu niewinnego baranka jest dla młodych atrakcyjny, zwłaszcza ze swoimi populistycznymi hasłami. Młode ucho bardziej woli usłyszeć że mu się coś da, albo coś się dla niego zrobi niż że może być ciężko i że trzeba się wspólnie starać o to, żeby było lepiej. Kaczyński jawiący się jako miły, siwiejący dziadek, uśmiechający się do młodych jest autentyczny... Dlatego też obawiałem się, że nie mogę w żaden sposób pomóc, bo jest to z góry skazane na niepowodzenie.

Obawy te zaczęły maleć gdy w poniedziałek nabyłem najnowszego "Newsweeka" a w nim wywiad z Jarosławem Kaczyńskim w którym przeczytałem:

"- W książce napisał pan, że kanclerstwo Angeli Merkel nie było wynikiem czystego zbiegu okoliczności i że jej celem jest podporządkowanie Polski Niemcom. Kto zrobił Merkel kanclerzem?

- Ona wie, co ja chcę przez to powiedzieć. Tyle wystarczy.

- Stasi, bezpieka z byłego NRD, chyba jej na czele rządu zjednoczonych Niemiec nie postawiła...

-Zostawmy tę sprawę"

 

Wystarczyło dać prezesowi parę chwil bez doradców i sztabowców kampanijnych i Jarosław Kaczyński pokazał swoje fobie i wszechobecne poczucie światowego spisku przeciwko niemu i jego pobratymcom. Ale rzecz jasna "Newsweek" nie do każdego trafia i nie każdy go chciałby wziąć do ręki.

Obawy zaczęły maleć jeszcze bardziej, gdy we wtorek przeczytałem relację wywiadu Prezesa z Tomaszem Lisem. Lis co prawda podczas niej popełnił sporo błędów, które być może pogrążyły jego reputację jako świetnego dziennikarza ale zrobił to, czego nie udało się dokonać dziennikarzom "Newsweek'a" a więc dotrzeć do grona potencjalnych wyborców PIS. Nawet tutaj na salonie wielu pisofilów chwaliło się, jak to przez długi okres czasu nie ważyło się oglądać Lisa ale gdy Jarosław Kaczyński zgodził się tam pokazać to nawet oni nie mogli sobie odpuścić przyjemności popatrzenia jak "Kaczka zje lisa..." Dzięki pytaniu Lisa o fragment książki o wpływie ciemnych sił na wybór kanclerza Niemiec wielu obywateli miało okazje zobaczyć Kaczyńskiego takiego jakim w rzeczywistości jest. Że cała ta kampania to jedna wielka mistyfikacja i chowanie ciemnej strony PISu, a zwłaszcza drugiego wielkiego głosiciela spiskowej teorii dziejów Macierewicza.

Trzeci dzień tego tygodnia pozwolił mi pozbyć się moich obaw. Sztabowcy PISu zamiast jak najszybciej wyciszyć sprawę antyniemieckości Prezesa zaczęli ją rozgłaszać nie tylko już w formie treści zawartej w książce ale i zarzucając "niemieckość" dziennikarzowi TVNu i idąc na wojnę z niemieckimi mediami. W tym momencie jasnym dla mnie stało się, że Jarosław Kaczyński i PIS tych wyborów już nie wygrają...

O wszystkim sztabowcy PIS pomyśleli aby społeczeństwo omamić ale Prezesa i jego zachowań kontrolować nie byli w stanie. O jednym zapomnieli w kwestii młodych wyborców i wyborców niezdecydowanych... NIKT NIE LUBI kłótliwych, podejrzliwych i patrzących na wszystkich spod byka ludzi... a już napewno nie chcą takiego człowieka widzieć jako premiera 40 milionowego kraju... Ojciec może być spokojny...

 

Jazdadom
O mnie Jazdadom

nie znoszę czytania głupot, mitów i urojeń wyssanych z palca... osobników, którzy komentują w tysiącach, a blogują w jednostkach nie uznaję za blogerów... komentarzami i komentatorami za pieniądze gardzę...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka