Jazdadom Jazdadom
587
BLOG

Zielona wyspa z olbrzymim długiem czyli Zyty brak odpowiedzialno

Jazdadom Jazdadom Polityka Obserwuj notkę 7

Wzrost zadłużenia naszego kraju sięgający (lub przekraczający obecnie) próg 55% PKB jest jednym z głównych zarzutów kierowanych pod adresem rządzącej od prawie 5 lat Platformy Obywatelskiej i rządu Tuska. Przeciwnicy (w pierwszej kolejności PIS) regularnie przypominają wszystkim obywatelom jakie obecnie jest zadłużenie przypadające na każdego Polaka, straszą wizją jego spłacania przez wiele kolejnych pokoleń i przekonują obywateli, że gdyby to PIS rządził byłoby zupełnie inaczej bo przecież w okresie swoich rządów dług przestał wzrastać, deficyt był mniejszy a wzrost sięgał niemal 7%. Wielu sympatyków PISu przekonuje również, że to dzięki działaniom rządu Jarosława Kaczyńskiego w 2008 r. Polska była zieloną wyspą na mapie Europy i jako jedyny kraj nie dała się pierwszej fazie kryzysu.
Wydaje mi się, że w kwestii oceny i wpływu rządów PISu na obecną gospodarkę musimy na to spojrzeć trochę szerzej i wyraźnie oddzielić od siebie dwa wskaźniki a mianowicie kwestię wzrostu gospodarczego i kwestię zadłużenia kraju.
Owszem, zmiany, które rząd Kaczyńskiego przeprowadził pod koniec swojej, na własne życzenie, zakończonej kadencji Sejmu a mianowicie obniżenie kosztów pracy jak i obniżenie podatków i akcyzy, program "Rodzina na swoim" i szeroko rozdmuchana sfera socjalna pomogła w pierwszych latach utrzymać wzrost gospodarczy na plusie, co uczyniło nas mityczną "zieloną wyspą". Nie była to wyłącznie zasługa PIS, bo w końcu te zmiany przyjął Sejm przy sporej większości, przekraczającej liczebnie rządzącą koalicję ale jednak palma pierwszeństwa oczywiście należy się Zycie Gilowskiej, odpowiedzialnej wtedy za finanse państwa. Zresztą w momencie, gdy podejmowano działania znacznie ograniczające przychody państwa przy jednoczesnym wzroście wydatków planowano, że pędzący wzrost gospodarczy pozwoli budżet utrzymać w ryzach i jednak zadłużenie rosnąć nie będzie. Można powiedzieć, że Zyta Gilowska wykorzystała wszystkie możliwości, by PIS w oczach społeczeństwa zyskało bez większego w tamtych warunkach makroekonomicznych ryzyka. Każdy ekonomista przyzna, że obniżanie podatków w okresie hossy nie jest przejawem żadnej odwagi, wręcz przeciwnie, jest działaniem bardziej oportunistycznym. Okres ten jest to najlepszy moment aby przeprowadzać ciężkie reformy i ten kulawy polski system finansów publicznych reformować. Niestety nic takiego nie miało miejsca, rząd Kaczyńskiego zrobił jedynie to, co mogło przynieść poparcie i uznanie w oczach społeczeństwa całkowicie nie zastanawiając się nad ewentualnymi skutkami wprowadzonych wtedy zmian. Dodatkowym czynnikiem, na który wówczas nikt z rządzących nie zwrócił uwagi i nie zaplanował odpowiedniej puli środków publicznych na ich realizację było przyjęcie na siebie obowiązków bycia współgospodarzem EURO 2012. Oczywistym było, że organizacja takiego turnieju będzie od Polski wymagała olbrzymich wydatków w infrastrukturze nie tylko sportowej ale i przede wszystkich w infrastrukturze drogowej i w transporcie. Założenie, że wydatki te pokryte zostaną ze środków UEFA czy środków unijnych być może było dobre, ale zabrakło najwyraźniej świadomości, że aby te środki uzyskać należy w pierwszej kolejności samemu je wyłożyć. Stąd ruch Gilowskiej i Kaczyńskiego zmniejszający przychody państwa wydaje się nie do końca przemyślany. W tym zakresie rząd Kaczyńskiego zachował się bardzo nieodpowiedzialnie, przypisując sobie bieżące zasługi i uznanie obywateli, jednocześnie maskując i uciekając od skutków tych decyzji oddając władzę. Być może, gdyby w 2008 system finansowy w USA nie upadł i nie pociągnął za sobą banków europejskich i nie doprowadził do światowego kryzysu gospodarczego, kwestia zadłużenia naszego kraju nie stałaby się tak paląca. Nie można więc przypisać Zycie Gilowskiej złej woli, bo nawet najwybitniejsi ekonomiści tego kryzysu nie przewidzieli. Jednak również nie można jej przypisać wielkich zasług. Zabrakło jej odwagi i rzetelnej analizy przyszłości polskich finansów publicznych, zwłaszcza uwzględnienia czynnika ryzyka wynikającego z wprowadzanych zmian.
To co przyczyniło się do zapewnienia i utrzymania dynamiki w rozwoju polskiej gospodarki, to co poruszało budownictwo, przemysł, turystykę itp. owszem utrzymało wzrost na plusie ale jednocześnie przyczyniło się do postępującego wzrostu zadłużenia kraju. Kryzys w 2008 r. i w latach późniejszych nie pozwolił pokryć strat wynikłych z rządów PIS, wydatki socjalne przy niższych przychodach do budżetu wymagały pożyczania pieniędzy, 2 mln Polaków, którzy wyjechali za rządów PISu na saksy jak i powiększająca się zwykle w czasach kryzysu szara strefa i tak tych podatków nie płaciła co jeszcze bardziej uszczuplało dochody państwa. Swoje zrobiła gwałtownie osłabiona złotówka, przez co obsługa długu zaciągniętego jeszcze za PRL także generowała długi a "ambitny" plan budowy dróg i autostrad jak i obiektów sportowych na EURO 2012 wymagało od państwa dalszego zadłużania się na wkład własny w te inwestycje.
Oczywiście swoją cegiełkę do tego długu dodał również rząd Tuska, który rzeczywiście zwiększył niektóre wydatki choćby na administrację i urzędników, co jednak w pewnym sensie znajduje swoje uzasadnienie, gdy sprawdzi się, ile obecnie programów unijnych i funduszy unijnych jest przez urzędników Urzędów Marszałkowskich każdego dnia realizowanych. Obsługa tych środków, analiza wniosków i ich ocena jest niezwykle czasochłonna i nie dziwię się Marszałkom, że zatrudniają kolejnych pracowników do obsługi tych departamentów. Popyt na dotacje unijne pośród naszych obywateli nie tylko nie maleje ale ciągle rośnie ponieważ ciągle rośnie świadomość ludzi odnośnie ich dostępności.
Reasumując, można powiedzieć, że to co w 2008 r. utrzymało nas na powierzchni, obecnie nabrało wody i ciągnie nas w dół. Kwestia zadłużenia kraju jest poważnym problemem i wymagałaby wspólnego działania partii politycznych, które do niej doprowadziły. Uderzenia się w piersi premierów rządów co najmniej od upadku rządu AWSu, który jako ostatni cokolwiek w finansach próbował reformować i wspólnego przyjęcia teraz przepisów, które finanse publiczne zreformują. Trzeba przyznać, że chociaż mozolnie to Tusk z Rostowskim, mimo niechęci społecznej i stałego protestu opozycji wprowadzają kolejne zmiany, które dalsze zadłużanie stopują, obniżając rozdmuchane przez wiele ostatnich rządów wydatki i ucinając przywileje przy póki co niewielkim zwiększaniu przychodów (patrz podwyżka VAT i akcyzy). Dalsze działanie i dalsza reforma finansów pozwoli naprawić błąd, który popełniła Zyta Gilowska i poziom zadłużenia w końcu zacznie spadać.

Jazdadom
O mnie Jazdadom

nie znoszę czytania głupot, mitów i urojeń wyssanych z palca... osobników, którzy komentują w tysiącach, a blogują w jednostkach nie uznaję za blogerów... komentarzami i komentatorami za pieniądze gardzę...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka