Chyba jeszcze nigdy w historii partii Prawo i Sprawiedliwość nie była ona do tego stopnia zależna od jej twórcy, Prezesa Jarosława Kaczyńskiego. W przeszłości w pierwszych ławach sejmowych widzieliśmy oprócz Kaczyńskiego wielu innych, wartościowych polityków, z ciekawym życiorysem, prezentującym nie tylko wysoki poziom specjalizacji w pewnych dziedzinach ale i przedstawiający swą obecnością pewną, określoną wartość. Potrafili mieć własne zdanie, potrafili go bronić, merytorycznie argumentować i słuchać swoich oponentów. Dzięki temu cieszyli się szacunkiem pozostałych parlamentarzystów, dla których dyskusje z nimi nie były jałowym przeciąganiem liny tylko rzeczywistą próbą wypracowania kompromisów w sprawach ważnych dla Polski. Dzięki ich obecności w partii, PIS był również partią o wielu nurtach i frakcjach co pozwalało na zdobywanie popularności wśród szerszego grona wyborców. Tak jak Platforma Obywatelska zrzeszała środowiska liberalne do tej pory podzielone i nie współpracujące ze sobą, tak pod wodzą Kaczyńskiego udało się zebrać środowiska konserwatywne, które również miały problemy ze współdziałaniem. Idąc do wyborów w 2005 r. pod hasłem PO-PISu, stwarzało to szansę na zbudowanie szerokiego porozumienia na rzecz poprawy sytuacji w naszym kraju jednocześnie trwale odsuwając czerwonych od władzy i stworzenie systemu dwupartyjnego, w którym władzę sprawowałyby szerokie stronnictwa raz liberalne, raz konserwatywne. Co stało się przyczyną upadku tej wizji prawdopodobnie nie dowiemy się nigdy, bo obie strony będą się nawzajem przerzucać odpowiedzialnością więc o tym pisać nie zamierzam. Jednak warto spojrzeć na to co działo się później w tych dwóch "stronnictwach".
Platforma Obywatelska po porażce wyborczej w 2005 r. w dalszym ciągu działała na rzecz współpracy z kolejnymi środowiskami liberalnymi i tworzyła kolejne skrzydła czy frakcje w swojej partii. Pojawiły się frakcje bardziej lewicowe, bardziej konserwatywne, pojawiali się kolejni wartościowi politycy z różnorodnymi aczkolwiek bogatymi życiorysami i PO, jako partia nowoczesna, wielonurtowa władzę w 2007 r. uzyskała i dzierży do tej pory. Mimo zdobycia władzy działania na rzecz poszerzania partii na kolejne środowiska w dalszym ciągu trwają nawet mimo sporów czy wewnątrzpartyjnych tarć. Wszystkim tym póki co skutecznie rządzi Tusk, który jako przewodniczący partii i premier rządu trzyma wszystko twardą ręką.
Prawo i Sprawiedliwość natomiast po wygranych w 2005 r. wyborach nie tylko zamknęło się na nowe środowiska ale także rozpoczęło eliminację wewnątrzpartyjnych przeciwników a liderów innych partii, z którymi mogłoby współpracować wciągało w brudne gry mające na celu ich dyskredytowanie i przejęcie ich elektoratów. Jednocześnie eliminowano głosy przeciwne wewnątrz partii pozbywając się z partii tych, którzy mieli inne zdanie. Na wewnętrzną dyskusję nie pozwalano i pod hasłami zdrady ideałów usuwano z partii. Młode wilczki typu Ziobro czy Kurski pozostając przy Prezesie zyskiwali uznanie wśród elektoratu zapatrzonego w Kaczyńskiego i Rydzyka, zwłaszcza gdy bezpardonowo atakowali tych, którzy z partii zostali usunięci lub odeszli nie zgadzając się z działaniami Kaczyńskiego. Frakcje w PIS powoli przestawały istnieć. Albo popierało się Jarosława Kaczyńskiego i bezrefleksyjnie powtarzało się jego postulaty albo miejsca pośród nich brakowało. Odeszło wielu naprawdę wartościowych polityków, którzy stanowili istotną wartość tej partii. Marek Jurek i jego późniejsza Prawica RP, Ludwik Dorn, Kazimierz Michał Ujazdowski, Radosław Sikorski, Jerzy Polaczek, Marcinkiewicz, Paweł Zalewski, Marcin Libicki odeszli w latach 2007-2010 r. Co prawda kilku z nich wróciło do partii ale już nigdy nic w tej partii nie znaczyło ani nie miało odwagi mieć inne zdanie niż Prezes. Katastrofa w Smoleńsku, w której wielu wartościowych polityków PIS zginęło, sprawiła, że w PIS oprócz Kaczyńskiego zostali głównie młodzi posłowie, mniej doświadczeni i będący de facto wychowankami Jarosława i jego filozofii. Kolejne przegrane wybory i kolejne czystki w partii jeszcze bardziej zubażały tylne ławy sejmowe z polityków, którzy do PIS mogli wnosić konkretną wartość. Wyrzucenie z partii Kowala, Poncyliusza czy Kluzik-Rostkowską a po kolejnych wyborach Ziobrę, Kurskiego i Cymańskiego doprowadziło do kompletnej pustki personalnej w tej partii. Przy Prezesie zostali najmniej medialni, najczęściej bez imponujących życiorysów, bez własnego zdania. Nawet pozyskanie ostatnio Antoniego Macierewicza nic nie da, bo ten o Polskę już nie walczy. Walczy tylko w swojej prywatnej wojnie z wyimaginowanym wrogiem czyli wszechogarniającym go spiskiem sił międzynarodowych pod przywództwem Rosji. Czy Prezes tego chce, czy nie, twarzami PIS nie są obecnie "Aniołki Kaczyńskiego" z kampanii wyborczej tylko drewniani, bezbarwni i miałcy politycy pokroju Błaszczaka, Brudzińskiego, Lipińskiego, Czarneckiego, Fotygi czy Szydło. Nawet lansowany na ewentualnego następce Kaczyńskiego, Kamiński w obrazie polskiej polityki nie istnieje i nikt go poważnie nie traktuje. PIS to Kaczyński i długo, długo nikt i to jest największy problem tej partii i nie ma się co dziwić Prezesowi, że nie ma komu oddać przywództwa.
Politolodzy zastanawiają się, dlaczego teraz, gdy toczą się poważne debaty nad przyszłością Polski, gdy trzeba wprowadzać rozsądne reformy w sferze finansów publicznych czy polityki demograficznej w przestrzeni publicznej nie słychać głosu PISu. To jest właśnie odpowiedź na to pytanie. Kaczyńskiemu lat nie ubywa a wszystkich kompetentnych współpracowników, którzy mogliby przedstawić wartościowe pomysły z partii się pozbył. W powiedzeniu mówi się, że z pustego to i Salomon nie naleje. Trudno się nie zgodzić z tą tezą patrząc obecnie na partię Kaczyńskiego. Nie ma się także co dziwić, że Tusk powtarza, że nie ma z kim przegrać i to pozwala mu nie brać na poważnie zarzutów opozycji ani się z nimi liczyć. Dla nas wszystkich, którym zależy na jak najlepszej przyszłości polski i jakości polskiej polityki byłoby najlepiej, gdyby w miejsce PIS pojawiła się w końcu konkretna, merytoryczna opozycja, która stanowiłaby realną alternatywę dla rządzącej Platformy. I tego nam wszystkim życzę.
602
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (6)