Spór o lekcje historii, o którym tak głośno w ostatnich tygodniach z powodu głodówki w Krakowie byłby zasadny gdyby dotykał zasadniczych kwestii, czyli przede wszystkim zmiany programu nauczania historii w szkołach średnich i konkretny program nowego, proponowanego przedmiotu czyli "Historia i Społeczeństwo".
To czego domagają się protestujący, czyli utrzymanie obecnego stanu rzeczy jest dużym błędem, ponieważ system nauczania historii w naszym kraju, a już zwłaszcza po wprowadzenia gimnazjów i 3 letnich liceów doprowadził de facto do sytuacji, że młodzi ludzie nie znają najważniejszych faktów historycznych historii najnowszej bo z powodu błędnie dobranego programu nauczania nie są w stanie tych tematów "przerobić". Nauka historii dla tych uczniów oznacza wkuwanie na pamięć dat rokoszy, kolejnych średniowiecznych królów Polski, uczą się o pańszczyźnie, rozbiciu dzielnicowym i waśniach pomiędzy braćmi o schedę po ojcu. Suche daty, imiona, miejsca. To wszystko w pakiecie z historią Starożytną, Mezopotamią, Cesarstwami Rzymskimi, Schizmą Wschodnią itp. Wchodząc do gimnazjum wracają do nauki o Starożytności, dochodzą z tematami do Rewolucji Francuskiej pod koniec gimnazjum aby w liceum znowu dublować wiedzę i uczyć się o Mieszku, Chrobrym, Kazimierzu Wielkim czy Krzyżakach. Trzyletnie liceum, o ile dobrze pójdzie, pozwoli im poznać suche fakty, daty, nazwiska postaci do powiedzmy 1945 r. (I to jest bardzo optymistyczne założenie) Pojawia się teraz pytanie, na jakim etapie nauki i wkuwania tych suchych faktów, dat, nazwisk i miejsc ma miejsce budowanie postawy patriotycznej w takim młodym człowieku? W którym miejscu nastąpić ma identyfikacja z motywami powstańców śląskich czy powstańców wielkopolskich? W jaki sposób młodzi ludzie mają poczuć się patriotami tak jak powstańcy 1830 czy 1863 r. i dlaczego akurat flaga biało - czerwona i orzeł z koroną?
Utrzymanie obecnego stanu i programu nauczania historii doprowadza młodych ludzi do frustracji i kompletnej utraty zainteresowania losami Polski, bo każdy dobry nauczyciel wie, że aby młody człowiek chciał się czegoś nauczyć, musi być jakimś tematem zainteresowany. Sposób nauczania historii i podejście nauczycieli do niej musi się zmienić i to pod takimi hasłami powinni protestować głodujący w Krakowie. Zmuszanie młodych ludzi do wkuwania suchych faktów, dat, miejsc i postaci budzi w nich odruch sprzeciwu przez to staje się bezcelowe a najważniejsze do rozumienia obecnej sytuacji społecznej i politycznej Polski i polaków źródło wiedzy historycznej, którą młodzi ludzie wchodzący w dorosłe życie powinni posiadać nie jest im dostarczane. Kwestia antysemityzmu zmieszanego z pomocą zagrożonym holokaustem, powstanie czerwonej władzy w opozycji do władzy na emigracji, powojenne konferencje pokojowe, gdzie zostaliśmy wyrolowani, czasy PRLu, odzyskanie wolności, upadek komunizmu, postacie wielowymiarowe po obu stronach, które w daleko większym stopniu wpłynęły na naszą obecną rzeczywistość niż Bolesław Krzywousty, Zbigniew Warneńczyk czy Jan III Sobieski, młodym ludziom nie są najczęściej w ogóle znane.
Jeśli proponowana przez MEN zmiana polegać ma na zmniejszeniu ilości godzin historii, na których będzie się nauczać o bolszewikach, powstaniu USA, upadku Persji czy jakobinach we Francji a zamiast tego wprowadzi się przedmiot, na którym uczyć się będzie młodych ludzi dlaczego w 1970 doszło do strajków, jaką rolę odegrał ten czy tamtem, gdy będąc młodym, drukował pisma, słuchając RWE, nosząc oporniki w marynarce, temu pomysłowi MEN z radością przyklasnę i to samo powinni uczynić protestujący. Powinniśmy w końcu zrozumieć, że należy patrzeć do przodu a nie kilkanaście wieków do tyłu, szukając szczególnej roli naszego narodu w historii Europy bo mesjaszem narodów, wbrew temu co pisali niektórzy polscy wieszcze raczej nie byliśmy i pewnie nie będziemy.
Zmniejszenie i zmiana zakresu wiedzy ogólnej przy jednoczesnym stworzeniu warunków do dalszej specjalizacji w określonych tematach z pewnością wyjdzie na zdrowie młodym ludziom. Jeśli w gimnazjum i liceum jakiś element z naszej czy obcej historii zainteresuje ich bardziej, da to nadzieję, że będą chcieli ten temat poznać bliżej i w nim się specjalizować i poznać więcej niż daty, miejsca, postacie czy suche fakty. Będzie to z pewnością lepsze niż ściąganie z internetu referatów na temat kampanii napoleońskiej.
Każda godzina nauki wiedzy praktycznej, która pozwoli młodemu człowiekowi na codzień zrozumieć otaczający go świat, pozwoli wykorzystać tą wiedze przy podejmowaniu bieżących decyzji, zrozumieniu tego co jeden czy drugi polityk, bankowiec, urzędnik do niego mówi powinna być na wagę złota. Taka godzina z pewnością więcej jest warta niż godzina nauki historii o starożytności, nauki prawa newtona, czy rozwoju kręgowców.
Jeśli prostestujący rozpoczną głodówkę aby MEN wprowadził zmiany w edukacji, które pozwolą młodym ludziom samodzielnie wypełniać pity, nie dać się oszukać SKOKom, odeprzeć falę populizmu niektórych polityków i ogólnie rozumieć otaczający ich świat to sam pójdę dzisiaj z nimi głodować bo o to gra warta jest świeczki. Dopóki prostetują w celu utrzymania lekcji o bitwie pod Płowcami czy pod Cedynią, będę temu protestowi przeciwny.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)