Gdy w 1980 r. zarejestrowany został NSZZ "Solidarność" nikt nie wiedział jaka będzie jego przyszłość. Powstały na bazie licznych komitetów strajkowych, w celu ochrony praw pracowniczych związek od momentu jego powstania był cierniem w oku rządzących komunistów, którzy z pewnością byli gotowi uczynić wiele, by jego istnienie jak najszybciej zakończyć.
Jak potoczyły się losy "Solidarności" wszyscy wiemy. Szereg strajków, skuteczność liderów związkowych i rzeczywista tama postawiona komunistom, porozumienia sierpniowe i doprowadzenie do upadku systemu komunistycznego było wielkim wydarzeniem i wielkim osiągnięciem tego ogólnospołecznego ruchu. Ilość sympatyków w kraju i na świecie robiła wrażenie. Na fali zwycięstwa "Solidarności" upadł blok sowiecki i opadła żelazna kurtyna. Kraje wyzwoliły się spod władz komunistów a "Solidarność" i jej liderzy zostali okrzyknięci bohaterami. "Solidarność" stała się marką samą w sobie, rozpoznawaną na całym świecie i pozytywnie kojarzoną z naszym krajem. Stała się dobrem narodowym a jej cechami była niezłomność i niezależność.
Niestety z każdym kolejnym rokiem trwania III RP "Solidarność" traciła na znaczeniu, jej liderzy stopniowo zajmowali się przede wszystkim sobą i swoimi partykularnymi interesami, zapominając czym tak naprawdę jest NSZZ "Solidarność" i jakie były jej cele. To, co kiedyś było największym atutem związku czyli jego "niezależność" i "apolityczność" stopniowo zostało wyparte przez brutalną walkę liderów i coraz bardziej widoczny alians z polityką. Upolitycznienie związku przez kolejnych jej liderów stało się gwoździem do trumny "S" i doprowadziło do utraty jej znaczenia na krajowym podwórku. Instrumentalne wykorzystywanie "Solidarności" dla bieżącej korzyści politycznej najpierw przez Mariana Krzaklewskiego a potem przez Janusza Śniadka upolityczniło związek do granic możliwości. Zwłaszcza sojusz z PISem, którego czołowi związkowcy z epoki Janusza Śniadka nawet nie próbowali ukrywać doprowadził do dewaluacji tej organizacji. Merytoryczne dyskusje na temat reform i ochrony praw pracowniczych już dawno zostały zapomniane i zastąpione hasłami o nieomylności JK i nieudolności Donalda Tuska. Manifestacje związkowców zmieniły się w mniej lub bardziej jawne marsze poparcia dla "jedynej prawdziwej opozycji" czyli partii Prezesa Kaczyńskiego. Dodatkowo próbuje się podpiąć braci Kaczyńskich pod szlachetną historię "S" co w założeniu ma dodać im tak bardzo pożądanych cech niezłomnych mężów stanu, którzy walczyli o wolną Polskę. W kolejnych latach "Solidarność" z wolna ogarniała agonia.
Wybór Piotra Dudy na nowego przewodniczącego związku miał dać nowy oddech organizacji i przywrócić jej prawdziwą tożsamość. Duda od pierwszego dnia po wyborze stanowczo oświadczył, że do polityki go nie ciągnie i zamierza walczyć z upolitycznieniem "S". Jednocześnie ostro wziął się do roboty i stanął w obronie ludzi pracujących, protestując przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego. Oczywiście było to wybitnie na rękę Jarosławowi Kaczyńskiemu, zwłaszcza, że ciągle w szeregach "Solidarności" znajduje się wielu jego jawnych zwolenników i wyznawców, co niestety Dudzie zadania nie ułatwia. Odpolitycznianie związku, gdy za plecami ma się wielu "żołnierzy" Kaczyńskiego, z pewnością mogłoby zatrzymać obecną walkę z rządem dlatego też wydaje mi się, że póki co odłożył to w czasie. Na razie postanowił ich dyscyplinować i trzeba przyznać, że robi to skutecznie. Ma posłuch pośród związkowców i jak widać potrafi nad nimi zapanować. On sam natomiast postanowił skupić się na dyskusji z rządem. Ale proszę zwrócić uwagę jak inna jest to dyskusja. Dyskusja jakiej polska polityka (mimo przecież odcinania się od niej przez Dudę) dawno nie widziała. Dyskusja merytoryczna, spotkania z premierem, przedstawianie za i przeciw, własnych rozwiązań. W końcu jesteśmy świadkiem merytorycznej dyskusji, której celem jest wytworzenie wspólnego stanowiska a nie stanowcze zniszczenie projektu strony przeciwnej. Co prawda w tej sprawie Duda póki co nic nie ugrał, bo akurat w sprawie reformy emerytalnej Tusk jest bardzo zdeterminowany to jednak Duda wyraźnie buduje swoją pozycję w kolejnych negocjacjach, które z pewnością podejmie. Podejmie je, bo jako jeden z nielicznych liderów, obecnych w polskiej przestrzeni publicznej wyraźnie przyznaje, że z premierem Tuskiem da się merytorycznie rozmawiać i on do tego będzie dążył. Jak w ostatnich dniach pisała "GW" Duda powoli wyrasta na lidera polskiej prawicy co może być bardzo niepożądane przez kreowanego na takiego lidera Jarosława Kaczyńskiego. Nie wykluczone, że już niedługo będziemy świadkami podjęcia próby zdyskredytowania Dudy przez jego podwładnych ze związku związanych z Kaczyńskim. Lider PISu wie, na którego "konia" postawić, by Dudy pozycję osłabić i należy oczekiwać, że do tego dojdzie. Nie po to walczy z Ziobrą by nagle, zupełnie nieoczekiwanie, Duda zajął jego pozycję.
Co powinien zrobić Tusk? Postawić na Dudę! Pójść na pewne ustępstwa, wprowadzić pewne proponowane przez "Solidarność" i Dudę rozwiązania, związane z obroną pracowników, eliminację lub znaczne ograniczenie umów śmieciowych. Jak widać Duda jest człowiekiem, który wie z jakim przeciwnikiem gra i z pewnością w przeciwieństwie do obecnej parlamentarnej opozycji jest otwarty na kompromisy i potrafi je zawierać. Na takim rozwiązaniu obie zainteresowane strony zyskują bardzo dużo.
Duda, eliminuje pisowską narośl na związku, jednocześnie przywracając jej prawowitą tożsamość i znaczenie w polskiej przestrzeni publicznej.
Tusk, bo z groźnego przeciwnika może zyskać merytorycznego, twardego w negocjacjach i zdecydowanie stojącego na straży ochrony praw pracowników ale jednak sojusznika jednocześnie odbierając Jarosławowi Kaczyńskiemu niesłuszny atrybut w postaci poparcia historycznego związku jakim jest "Solidarność"
Solidarność potrzebuje przeładowania i w tym kierunku warto działać i to przeładowanie pocisków popierać.
227
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze