Wysyp notek na temat spisowej teorii dotyczącej samobójstwa ś.p. generała Petelickiego spowodował, że zrozumiałem co jest problemem prawicowych publicystów, blogerów czy komentatorów. Oni po prostu nie uznają otaczającej ich rzeczywistości i co do zasady uznają, że jest ona nieprawdziwa.
Wobec tego należy zadać kilka konkretnych pytań i postarać się uzyskać odpowiedzi, dzięki którym okaże się, że dyskusja z nimi jest po prostu niemożliwa. A zatem:
1. W jaki sposób człowiek, który ma jakiekolwiek wpływy i w jakikolwiek sposób mógł zostać odebrany jako krytyk działań rzadu, będący w rozpaczy, dołku czy który z tylko sobie znanych sposobów, powinien popełnić samobójstwo, by było ono wiarygodne dla prawicowców? Czy w ogóle jest taki, "idealny" i "wiarygodny" sposób? chciałoby się rzec na oczach wszystkich bądź na oczach kamer, ale to i tak możnaby kwestionować przecież prawda?
2. Jeśli już doszło do samobójstwa, to czy istnieje wiarygodny sposób czy wiarygodny dowód, który w wystarczający sposób przekona prawicowców, że do niego doszło? Sekcja jak widać nie - bo lekarze mogą (i zapewne to robią) kłamać, monitoring - nie bo nie widać, bądź pocięty i poklejony, odciski palców - nie, bo mogły zostać podłożone itp. Czy jest jakiś autorytet, którego słowa pozwolą uwierzyć, że było to samobójstwo?
3. Czy choć jedne samobójstwo dokonane w ostatnich latach, dokonane przez osobę posiadającą wpływy, prawicowcy są gotowi uznać za realnie dokonane, czy to wszystko działania Seryjnego Samobójcy?
W tym wszystkim zapominamy o człowieku... o jego rodzinie... która tych bzdur i prób lansowania swojej osoby musi wysłuchiwać...
pozwolcie generałowi Petelickiemu spoczywać w spokoju...



Komentarze
Pokaż komentarze (26)