Jazdadom Jazdadom
226
BLOG

Plusy ze znakiem ujemnym

Jazdadom Jazdadom Polityka Obserwuj notkę 1

Jest takie młodzieżowe powiedzenie: "Co tu dużo gadać, skoro nie ma o czym mówić" i tak podsumowałbym dzisiejszą prezentację kandydata na premiera rzekomego "technicznego" rządu.

Coraz bardziej oczywisty jest fakt, że prof. Gliński został kandydatem na premiera tylko dlatego, że nikt inny, bardziej poważny nie chciał swoim nazwiskiem firmować programu gospodarczego partii Kaczyńskiego. Po raz kolejny przez ponad miesiąc skutecznie byliśmy zwodzeni, zostały zwiedzione media, zwolennicy a także przeciwnicy Jarosława Kaczyńskiego. Wszyscy oczekiwali, że PIS w końcu przedstawi realną alternatywę dla rządów Donalda Tuska, która takową alternatywą będzie rzeczywiście.

Jak przy poprzednich tego typu okazjach wyszło na to, że z dużej chmury mały deszcz, a alternatywą nie jest nawet dla największych pis-entuzjastów.

Trudno nie widzieć minusów tej kandydatury, zresztą dosyć trafnie opisał je redaktor Warzecha tutaj

Biorąc pod uwagę specyfikę naszej ciągle młodej demokracji fakt, iż nowy kandydat jest z grubsza anonimowy na scenie politycznej, niczym specjalnie się nie wsławił, charyzmy ma mniej niż Mitt Romney i do tego czyta z kartki czyni go kompletnie nie medialnym kandydatem i jest dosyć dużym minusem. Ze względu na fakt iż od dobrych kilku lat polityka w naszym kraju rozgrywa się głównie na płaszczyźnie wizerunkowej należy uznać, że prof. Gliński dla przeciętnego wyborcy byłby całkowicie niewybieralny.

Po drugie kwestia rządu "tymczasowego" czy też "technicznego". Ten aspekt tej nominacji kompletnie ją dezawuuje bo przecież oznacza ni mniej ni więcej iż nawet wystawiający tego kandydata nie myślą o nim poważnie a wręcz z potencjalnych wyborców robią idiotów. Bo czymże innym jest zapowiedź bodajże Błaszczaka, który przyznaje, że jedynym i oczywistym kandydatem na premiera po ewentualnych wygranych wcześniejszych wyborach parlamentarnych jest tylko i wyłącznie Jarosław Kaczyński. Wynika z tego niezbicie, że prof. Gliński, nawet jeśli udałoby mu się zebrać większość (zaraz opiszę dlaczego ma nikłe szanse) to i tak byłby jeleniem od czarnej roboty, który po wykonaniu misji, powinien odmeldować panu prezesowi wykonanie zadania i usunąć się w cień. Jego zadaniem byłoby stworzyć obraz PIS jako partii eksperckiej, pogonić Tuska a najlepiej wsadzić go do więzienia by potem rozpisać wybory i pozwolić PISowi w końcu wygrać wybory. Wyborcy natomiast mieliby zagłosować na tą partię, która jako pierwsza właśnie Glińskiego zgłosiła. To zresztą wskazuje redaktor Warzecha jako jeden z plusów tej kandydatury. Jego pochodzenie ze świata nauki, jego apolityczność czy większą trudność w jego atakowaniu, jako że nie jest zawodowym politykiem.

Moim jednak zdaniem ten plus wyraźnie posiada jednak wyraźny znak ujemny. Ten właśnie znak ujemny w największym stopniu pomysł ten rujnuje. Fakt iż nazwisko prof. Glińskiego od dnia dzisiejszego, od godziny 12 w południe jednoznacznie kojarzone będzie z najbardziej niewybieralnym politykiem ostatnich lat, który na olbrzymie grono wyborców działa jak potterowy bogin z szafy, przyjmując postać najbardziej przerażającą dla patrzącego na nią. To też jednoznacznie wiąże tą kandydaturę z partią, której możliwości koalicyjne od lat są zerowe, co zresztą na domiar złego w swoim para expose Jarosław Kaczyński raczył wypomnieć pozostałym partiom opozycyjnym.

Paradoksalnie prof. Gliński być może miałby całkiem realne szanse na sukces, gdyby okazało się, że za jego kandydaturą stoi poważne grono chętnych ekspertów, gotowych stworzyć rząd ekspertów z prawdziwego zdarzenia, mający poparcie inteligencji i realne szanse na stworzenie nowego ugrupowania politycznego. Gdyby prof. Gliński z własnej inicjatywy, bądź neutralnego ruchu społecznego zgłosił swoją kandydaturę na pozaparlamentarnego premiera, z każdym liderem z osobna porozmawiał o konkretnym programie i o ich poparciu dla jego kandydatury być może mogłby znienacka zostać bardzo poważnym konkurentem Donalda Tuska o władzę. Tymczasem, dzięki pocałunkowi politycznej śmierci, jeszcze przed jego narodzeniem, danym przez Jarosława Kaczyńskiego prof. Glińskiemu, oczywistym jest, że to tylko PR chwyt o którym za tydzień bądź dwa nikt nie będzie poważnie wspominał. Zrozumiał to chyba także Kaczyński i jego przyboczni, którzy zaraz po ogłoszeniu tej kandydatury opuścili miejsce konferencji...

 

Jazdadom
O mnie Jazdadom

nie znoszę czytania głupot, mitów i urojeń wyssanych z palca... osobników, którzy komentują w tysiącach, a blogują w jednostkach nie uznaję za blogerów... komentarzami i komentatorami za pieniądze gardzę...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka