Jak napisała dzisiaj "Rzeczpospolita" z ekspertyz polskich pirotechników śledczych wynika, że we wraku prezydenckiego Tupolewa znaleziono ślady środków wybuchowych tj. trotylu i nitrogliceryny.
Redaktor Kania już ok 2.20 miała gotowy tekst na ten temat. Palikot dzisiaj żąda dymisji Tuska, pacjenci psychatryków już w ekstazę wpadają, że w końcu okaże się, że był wybuch, był zamach i w końcu Tusk poleci ze stanowiska i zostanie wtrącony do lochów bądź wysłany na Sybir.
Niestety jak wynika z nieoficjalnych informacji tychże polskich pirotechników o wybuchu na pokładzie nadal nie może być mowy. Śladowe ślady tychże środków wybuchowych pochodzić mogą bowiem z amunicji funkcjonariuszy BOR. Istnieje także hipoteza, choć akurat mało wiarygodna, że ślady tych środków to efekt lądowania (rozbicia się) na byłym lotnisku wojskowym, bądź faktu iż TU-154 to samolot wojskowy, który takie ładunki mógł przewozić.
Więcej super newsów? Środków wybuchowych wg polskich śledczych badających wrak 11 i 12 kwietnia 2010 r. żadnych środków wybuchowych nie wykryła, nie potwierdziły tego także dotychczas przeprowadzone sekcje zwłok ofiar, które w przypadku wybuchu stałyby się jego ofiarami. A teraz ślady nagle się pojawiły. Wniosek? Może ruscy podrzucili te ślady by sami na siebie ukręcić bicz? Przecież w normalnym zamachu te ślady powinni chcieć usunąć prawda?
Kolejny znak zapytania. Tupolew przed wylotem był przecież sprawdzany po kątem jego bezpieczeństwa. Nie znaleziono nic niepokojącego. Skąd zatem wziął sie trotyl na pokładzie samolotu? Być może wniósł go na pokład w plecaku jeden pasażerów wypełniający swoją tajna misję pozbycia się Lecha Kaczyńskiego. Taki polski kamikadze, zapewne ktoś z gości prezydenta z PO.
Dużo tej nienormalności.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)