W dniu wczorajszym miało miejsce posiedzenie komisji sprawiedliwości, na którym Naczelna Prokuratura Wojskowa udzieliła informacji na temat wyników badań różnymi narzędziami w tym spektometrami, wraku samolotu prezydenckiego TU 154M.
Z informacji tej wynika, iż niektóre z urządzeń wskazały na swoim odczycie ślady cząsteczek jonów trotylu, jednakże z racji tego iż w ten sam sposób (pokazując TNT) instrumenty te zareagowały przy wielu innych substancjach w tym sławetnej pasty do butów, NPW nie potwierdziła iż na pokładzie samolotu trotyl faktycznie się znajdował i oczekuje specjalistycznych badań laboratoryjnych w celu potwierdzenia bądź zaprzeczenia tego faktu. Ślady trotylu na pokładzie samolotu co prawda nie potwierdzają a wręcz przeczą tezie o wybuchu na pokładzie tupolewa (gdyby materiał wybuchowy wybuchł to nie śladów trotylu powinno się szukać tylko tego co powstaje w wyniku jego rozpadu (spalania) czyli tak naprawdę sadzy) to wśród prawicowych polityków i publicystów zapanowała olbrzymia euforia. Gmyz zostanie prawdopodobnie rychło beatyfikowany jako smoleński męczennik, Macierewicz zostanie ogłoszony biskupem kościoła smoleńskiego a Jarosław Kaczyński z dumą będzie mógł powiedzieć, że miał rację mówiąc o morderstwie swojego brata. Stało się to za sprawą nowego eksperta Zespołu Parlamentarnego Antoniego Macierewicza, producenta detektorów, pana Jana Bokszczanina (o którym poza historycznym podobno nazwiskiem i słowami jego samego że jest "przedstawicielem firmy produkującej spektometry, niezbyt dużo wiemy), który stwierdził, że urządzenia te są na tyle drogie i na tyle powszechnie używane, że należy wykluczyć iż popełniły błąd i jeśli wskazały ślady trotylu to znaczy, że ten trotyl tam był. Na portalach niezalezna.pl, stefczyk.info, wolnapolska.pl, wpolityce i wielu innych z wielką satysfakcją zamieszczono treści wypowiedzi pana Bokszczanina, choć należy zwrócić uwagę, że nie jest to pełna wypowiedź. W tych relacjach zabrakło dwóch bardzo ciekawych wątków, które rzucają inne światło na fakt wykazania przez detektory cząsteczek trotylu. W pewnym sensie nie dziwię się, że prawicowe media o tym nie wspomniały, gdyż nie są to informacje dla tezy zamachu korzystne.
Pierwszy pominięty wątek dotyczył porównania czułości aparatury technicznej (wg Bokszczanina "urządzenia te można porównać do nosa. Nos ma kubki węchowe, detektory, które pobierają opary i określają, czego te opary dotyczą.") i węchu psów wyszkolonych do badania m.in. samolotów w poszukiwaniu materiałów wybuchowych na pokładzie. Pan Bokszczanin poinformował zgromadzone gremium, iż węch psa jest około 100 x silniejszy i bardziej wyczulony na ślady środków wybuchowych niż produkowane przez reprezentowaną przez niego firmę spektometry. Biorąc pod uwagę informację NPW a także BORu o fakcie sprawdzenia przez służby i wyszkolone do tego celu psy samolotu TU-154M 10 kwietnia 2010 r. przed wylotem do Smoleńska, które nie wykazały żadnych niebezpiecznych substancji (przypomnę węchem 100x bardziej czułym na m.in. trotyl) a także złożony Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu niedługo potem przez samego generała Błasika meldunek o pełnej sprawności samolotu należy uznać, że trotylu na pokładzie przed startem jednak nie było. Jeśli był to albo kłamał gen. Błasik, albo wniósł go na pokład jeden z pasażerów - domyślam się, że rychło dowiemy się o jakimś kamikadze z Platformy Obywatelskiej.
Drugi wątek, również w relacjach pominięty, dotyczył słów pana Bokszczanina o tym, że ewentualne ślady trotylu w takim pomieszczeniu jak samolot, nawet śladowe mogą utrzymywać się przez bardzo długi okres czasu, nieraz latami. Biorąc zatem pod uwagę fakt iż samolot TU-154M był samolotem wojskowym wielokrotnie w czasie swojej służby wykorzystywany do przewożenia żołnierzy na misje wojskowe, zaopatrzenia tychże misji czy czasami także materiałów wybuchowych, należy zadać pytanie czy te wysokoenergetyczne cząsteczki mogły w tym samolocie być już od dłuższego czasu. Tą tezę mógłby potwierdzać fakt, iż w drugim, bliźniaczym Tupolewie, również należącym do 36 Specpułku, również wożącym żołnierzy, zaopatrzenie czy materiały wybuchowe, spektometr zareagował identycznie, również wskazując na obecność TNT.
Poczekajmy na wyniki śledztwa i wnioski prokuratury z badań laboratoryjnych. To dowód z badania biegłych jest dowodem w sprawie, nie wskazanie nawet najdroższego detektora.
Poczekamy, zobaczymy.
Linki:
http://wolnapolska.pl/index.php/Katy%C5%84-II/2012120616403/producent-detektorow-uywanych-w-smolesku-rozwiewa-wtpliwoci-jeli-urzdzenie-mo2m-i-inne-wykazay-obecno-trotylu-to-trotyl-tam-by/menu-id-226.html
http://www.radiomaryja.pl/informacje/trotyl-tam-byl/
http://www.stefczyk.info/wiadomosci/polska/na-wraku-tupolewa-jednak-trotyl,6089442366
Edit. (dzięki Wywczas)
Procedura sprawdzania przez pirotechników i efekty tego sprawdzenia przed wylotem do Smoleńska - http://www.polskatimes.pl/artykul/706603,eksperci-prokuratury-szukali-w-tu-154m-sladow-bor-ladunkow,id,t.html



Komentarze
Pokaż komentarze (29)