Najnowsza watykańska encyklika o "sztucznej inteligencji" prezentuje się mniej więcej jak rezultat poproszenia czatbota o połączenie raportu ONZ-owskiej biurokracji, manifestu coacha od "dobrostanu psychicznego" i dyżurnego popularnonaukowego artykułu prasowego o "możliwościach i zagrożeniach AI", a następnie upstrzenie powstałej miszkulancji losowymi cytatami biblijnymi, paroma kurtuazyjnymi odniesieniami do św. Augustyna i św. Tomasza oraz obowiązkowo licznymi nawiązaniami do dziedzictwa rewolucji lat 60-tych ("punktu zwrotnego w samoświadomości Kościoła wobec świata współczesnego" [cytat dosłowny]).
Innymi słowy, tekst ten wykazuje niewątpliwie bliskie związki ze zjawiskiem "sztucznej inteligencji", choć raczej nie do końca w sposób, jakiego życzyliby sobie jego autorzy - czy, ściślej rzecz ujmując, jego żyranci. Jest to również, nie da się ukryć, znaczący signum temporis, wymownie kontrastujący absolutnie unikatowe przesłanie odwiecznego Logosu, nauczającego przede wszystkim o "quattuor novissima" (śmierci, sądzie, niebie i piekle), z cyrklowo-węgielnicową paplaniną o "różnorodności, inkluzywności, dialogu, multilateralizmie i powszechnym braterstwie", którą rozmaite czatboty mogą wytwarzać w sposób doskonale sztampowy, masowy i taśmowy. Sic transit gloria mundi - wobec czego tym bardziej, świadomiej i niezłomniej wypada być contra mundum.
6
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze