Po ucieczce Gibały co skrupulatniejsi zaczęli odliczać ilu jeszcze posłów musi odejść z koalicji by straciła ona większość. Niektórzy komentatorzy zaczęli mówić o nowych wyborach. Tylko czy to cokolwiek zmieni?
Jeszcze trzech posłów pójdzie w ślady swojego kolegi i koalicja straci większość. W takiej sytuacji PO musiałaby dokooptować SLD lub zamienić PSL na Palikota (wątpię by koalicja z tymi oboma partiami naraz była możliwa). Taka sytuacja doprowadzi do rekonstrukcji rządu, co byłoby Tuskowi na rękę, gdyż mógłby pozbyć się skompromitowanych ministrów i dać problematyczne resorty nowym koalicjantom.
Wybory byłyby ostatecznością, ponieważ nie są one w niczyim interesie. Na dodatek, gdyby nawet do nich doszło niewiele by to zmieniło: Platforma pewnie znów by te wybory wygrała, a na pewno to ona tworzyłaby nową koalicję.
Mimo wszystko nie życzyłbym, w tym momencie, utraty większości przez obecną koalicję, gdyż spowoduje to napływ lewicowych ministrów, a najpewniej w takim wypadku postaci „wyrazistych”: poseł Grodzka, Nowicka, pani etyk Środa...



Komentarze
Pokaż komentarze