de Valmont de Valmont
163
BLOG

Nie wierzę już w Amerykanów- Chancellorsville 1863

de Valmont de Valmont Polityka Obserwuj notkę 9

Nie wierzę już w Amerykanów.Stało się. Książka jest o kampanii wiosennej 1863 roku, poprzedzającej kampanię letnią zakończoną słynną bitwą po Getysburgiem. Naprzeciwko siebie mamy dwie nieruchawe armie , z których jedna (Północna) jest w zasadzie nieruchoma.Nawet zadania ofensywne wykonuje defensywnie. Dowódcy Unii marzą tylko o zajęciu takiej pozycji obronnej, na której wybiją atakujących konfederatów. Może to i słuszne, ale jak to osiągnąć bez manewru, bojąc się ruchu.Dochodzi do tego,że 5 korpusów Uni okopuje się przed 1 dywizją Konfederatów.A kuriozum jest to,że dokonują tego w środku lasu, łamiąc wszystkie zasady taktyczne.Dowódcy Uni nawet nie próbóją opanować wyjść z tego lasu.W związku z tym nie wiedzą co się poza tym lasem dzieje. Natomiast Lee wygrywa tylko dzięki temu,że nie udaje mu się zrealizować swojego ofensywnego planu.Po prostu armia Północy wcześniej dwukrotnie się wycofuje z pozycji,które Lee chciał atakować o świcie.Gdyby nie to , 3-ci dzień bitwy pod Getysburgiem, z jego słynnym czołowym, krwawym atakiem dywizji Virgini na ziejące ogniem pozycje Unii , miałby miejsce już wiosną 1863 roku. Konfederaci rzekomo wygrywają, ale ponoszą większe straty krwawe i tracą generała "Stonewall" Jacksona. W jeńcach też sytuacja nie wygląda obiecująco bo jest 5000 do 3000 dla Południowców.Jest natomiast jedno, co zwróciło uwagę nawet sztabowców pruskich ( uważających obydwie armie za cywilbandę). Tym czymś jest logistyka Armii Północy. Są niesamowici zwłaszcza w transporcie kolejowym- wszędzie budują dwukierunkowe linie kolejowe; i w łączności - linie telegraficzne powstają w ciagu kilku godzin ( u Konfederatów linie kolejowe i telegraficzne są prywatne, tak więc meldunki nie przechodzą przez stacje telegraficzne, których obsługa kończy pracę o 18-tej).Północ ma prawie wszystko: armaty gwintowane odtylcowe i karabiny szybkostrzelne w znacznej ilości; amunicję w dowolnej ilości; mundury , płaszcze, plecaki , jedzenie. Słowem ma to wszystko, co wprawia nas w podziw od kilkudziesięciu lat.

Ale czy my Polacy słusznie podziwiamy ten przejaw potęgi Ameryki? Czy nie jest to przypadkiem amerykańska wersja strategii znanej nam z bliska pod nazwą "szapkami zakidajem".Ja do niedawna myślałem,że Amerykanie mają również najlepsze dowodzenie- po prostu stać ich na zatrudniena najlepszych fachowców ( jak w korporacjach). Pierwsze wątpliwości rodzi II Wojna światowa , a zwłaszcza kampania we Francji 1944-1945. Przewaga materiałowa i ludzka ze strony Amerykanów jest ogromna, a jednak grzęzną.Fakt, można mówić,że Niemcy mają wieloletnie doświadczenie bojowe a Amerykanie nie.Że Shermany to nie są czołgi w stosunku do Panter i Tygrysów. Ale na litość boską, nad Nadrenią jesienią/zimą 1944 /1945 krąży 12 tysięcy alianckich samolotów, a lotnictwo jest tym co amerykanie mają na najwyższym poziomie. Nie tylko każda jednostka niemiecka, ale wręcz każdy żołnierz niemiecki, który się poruszy powinień być zagrożony.A tu nic.Niemcy prowadzą sobie aktywne działania obronne, j eżdżą po drogach, przeprowadzają kontrataki pancerne w sytuacji gdy wszelki ruch powinień być stłumiony w zarodku.Jest wręcz odwrotnie to Amerykanie toczą wielodniowe, heroiczne boje, z których nic nie wynika poza krwawymi stratami. Amerykanie nie potrafią zrzucić z taktycznym sensem kilku tysięcy TNT. Czy Amerykanie potrafiliby sprostać Niemcom gdyby nie mieli za sojusznika ZSRR i nie zdażyliby wymyślić bomby atomowej?

Moje zainteresowania historią zaczęły się od kampani wrześniowej 1939 i każdy kto coś na jej temat wie, powinień zwrócić uwagę na fakt błyskawicznej utraty wartości bojowej przez polskie oddziały, zwłaszcza pod wpływem ataków z powietrza.Ale przykład walk na froncie zachodnim pokazuje,że nie brak osłony z powietrza i nie brak czynnej obrony przeciwlotniczej (Niemcy jej nie mieli ), ale katastrofalne braki w organizacji działań bojowych i katastrofalnie niskie morale polskich oddziałów były  przyczyną naszej klęski we wrześniu 1939.

 Potem w kolejce czeka konflikt w Korei i w Wietnamie.Bardzo pięknie i chwalebnie jest wypalać czerwonych napalmem w dżungli. Ale co z tego jeśli nie prowadzi to do zwycięstwa ( napiszę jeszcze o tym).No i czy obecny konflikt  w Iraku wróży Amerykanom sukces.Mają środki techniczne.Mogliby wypalić cały Irak napalmem, mogliby  zeszkliwić cały teren atomówkami, ale nie są zdolni intelektualnie do zwycięstwa w tym konflikcie. Tak jak nie byli zdolni do tego w 1863, w 1944, w latach czterdziestych w Korei i w latach 60-tych w Wietnamie. Bo amerykańscy dowódcy to patałachy, tak samo jak ich poprzednicy w wojnie secesyjnej.To logistycy liczący przysłowiowe onuce.I amerykańscy żołnierze to też patałachy- nie są przygotowani do zwycięstwa.Bo wojna to ruch, a nie okopanie się w lesie i czekanie na atak przeciwnika.Jak zwyciężąć w takim konfliklcie pokazali Rosjanie i Putin w Czeczeni.

 I czy my Polacy powinniśmy przywiązywać się do amerykańskiego rydwanu? Wojna w Iraku nie ma tu nic do rzeczy, bo dla naszych głównych interesów ma marginalne znaczenie, a jej koszty dla Polski ( w różnych zakresach) są znikome.Natomiast martwiąca jest sprawa tarczy antyrakietowej. Amerykanie proponując tarczę Polsce jednoznacznie pokazali,że są politycznymi chłystkami. Jednym ruchem skomplikowali w sposób nieproporcjonalny do swoich korzyści naszą sytuację w Uni i w stosunkach z Rosją, a pozycja Polski jest, jak ja to rozumiem, kluczem do obecnej równowagi w regionie.Amerykanie dali cudowny prezent wszystkim naszym wrogom i jednocześnie pokazali,że taka polonocentryczna równowaga nie ma dla nich znaczenia.Czy oni tego nie rozumieją, czy aż tak lekceważą nasze interesy?Z naszego punktu widzenia tarcza powinna powstać na Bałkanach, najlepiej w Rumunii.

I jeszcze słoń a sprawa polska. Wszyscy piszą , że w wojnie secesyjnej Południe liczące 10 mln mieszkańców ( oraz kilka milionów kilometrów kwadratowych powierzczhni) , nie miało szans z Północą liczącą 22 mln mieszkańców. To ja pytam wszystkich kształtujących naukę historii w Polsce : " Jaką szansę mieło 4 milionowe Królestwo Polskie w 1831 roku, w starciu z liczącą 40 milionów mieszkańców Rosją?". Czy nie trzeba by zmienić wymowy naszych podręczników?

de Valmont
O mnie de Valmont

"Drogi są coraz gorsze, ale na ulicach pojawiły się fotoradary. Polacy mają być kontrolowani w każdym miejscu. Utrudnić ludziom życie do maksimum, a na końcu ich skontrolować wszystkich bez wyjątku. To jest filozofia PiS. Tylko facet który nie ma prawa jazdy, może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie na drogi".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka