Od dawna nie przepadałem za Janem Zamoyskim.A to dlatego,że był bardziej politykiem niż żolnierzem ( i jako takiemu nie należało mu się hetmaństwo wielkie koronne), że łączył stanowiska , że sam decydował kto będzie królem w Polsce i że prowadził politykę zagraniczną państwa wbrew królowi, że dla własnych interesów zafundował nam elekcję viritim zamiast systemu elektorskiego, że kosztem Rzeczypospolitej stworzył wielką fortunę (patologiczna prywatyzacja? interesy na styku prywatne-publiczne?).Ale ostatnio spotkałem się z informacjami nakazującymi zmienić mi swoje zdanie na bardziej pozytywne. Po pierwsze z podziwem spojrzałem na kampanię inflancką z 1602 roku (ostatnia w życiu Zamoyskiego), gdzie dzięki ogromnym przygotowaniom logistycznym wyparto Szwedów w zasadzie z całego obszary; nie starczyło tylko czasu na odbicie Rewla ( Tallina).Po drugie we wspomnianej powyżej ksiązce (Cecora 1620) okazało się,żę to właśnie Zamoyski realizował nową, bardziej agresywną polską politykę na Bałkanach.Po okresie kapitulanckiej wobec Turcji polityki ostatnich Jagiellonów udało mu się stworzyć w Księstwach Naddunajskich kondominium polsko-tureckie.Trójkąt interesów Wiedeń-Stambuł-Warszawa stał się trójkątem równobocznym. I uczynił to bardzo sprytnie, bo jako przeciwnik Habsburgów ( i nawzajem jak myślę ) dawał Turkom gwarancje,że Polska nie będzie popierać interesów Wiednia. W związku z tym Turkom opłacało się ustapić Polsce nad Dunajem gdzie Polska była ich przeciwnikiem, bo ta sama Polska w ich stosunkach z Wiedniem mogła stać się ich sojusznikiem.Bardzo zgrabna polityka Kanclerza mozna to przyznać. Dopiero później smierć Zamoyskiego, wybuch Wojny Trzydziestoletniej i przesunięcie sie polskiej polityki na tory prokatolickie i prohabsburskie zburzyło tę równowagę.I doprowadziło do nowej wojny w Mołdawi. I znowu ciekawostka, bo nie ma jasności co ostatecznie tę wojnę wywołało.Czy Turcja zaatakowała pozycję Polski nad Dunajem, czy też nie wytrzymał hetman Żółkiewski i wszczął wojnę prewencyjną? Ciekawe jest to,że były dwie bitwy pod Cecorą, a ja nie znałem tej pierwszej z 1595 roku.A jej waga jest chyba wieksza niż tej z 1620 roku. Siły były podobne , w obydwu brali udział obydwaj hetmanii koronni i nawet pozycję te same ( Żółkiewski w 1620 roku zajął okopy Zamoyskiego i swoje z roku 1595).Jednak pierwsza bitwa, która zakończyła się strategicznym sukcesem Polski na skalę regionu, jakoś zniknęła z polskiej mitologii cierpiętniczej.Po co nam zwycięstwa? Ciekawostką jest także,że rumuński bohater Michał Waleczny został ostatecznie wykopany z gry przez Polaków. Sama Cecora z 1620 roku to przykład porażki, która zamieniła się w klęskę na własne życzenie.Wycofujące się w taborze oddziały polskie, odparły wszystkie ataki turecko-tatarskie.Gdy były już 10 km od granicy, a Turcy już się wycofali, w polskim taborze wybuchła samobójcza bitwa różnych oddziałów, co doprowadziło do rozerwania taboru, ucieczki całości sił i sprowokowało pościg. Co ciekawe podobna bitwa wybuchła w ufortyfikowanym obozie pod Batohem 1652 roku w obliczu kozacko-tatarskiej armii Chmielnickiego.Tylko pod Batohem niewielu udało się uciec, co zakończyło się rzezią tysięcy polskich jeńców.
Co do ideologii cierpiętniczej to muszę powiedzieć,że już wiele lat temu zdałem sobie sprawę,że Polska mitologia dotycząca Rzeczpospolitej szlacheckiej, została stworzona na potrzeby dydatktyki społecznej, w dodatku w społeczeństwie, które nie chce byc demokratyczne.Przyczyny rozbiorów są różnorakie i nie jest właściwe posypywanie głów naszych przodków popiołem. Tym bardziej,że jak patrzę na nas współczesnych to jesteśmy kość z kości i krew z krwi, identyczni z nimi.Jeśli patrzymy na rzekomo kłótliwy obecny Sejm to pomyślmy,że identycznie obradowali nasi przodkowie. Mnóstwo sporów o nieistotne sprawy, a brak generalnych rozstrzygnięć. Stałem się nawet zwolennikiem liberum veto ( to po przeczytaniu dydaktycznej aż do niestrawności książki Konopczyńskiego pod takim samym tytułem).
Również opowieści o słabości polskich wojsk to nieodzowny składnik historii dydaktycznej,którą nas karmią.Zaczyna się od tego,że wojska Rzeczpospolitej wcale nie składały się nielicznych oddziałów zawodowych i niesfornego pospolitego ruszenia.Struktura sił była skrojona do struktury państwa obywatelskiego i składala sie : 1/ z zawodowej armii państwowej ( w drugiej połowie XVII wieku tylko okresowo spadała poniżej 48 000 porcji) ;2 / zawodowych wojsk wojewódzkich i powiatowych, powoływanych przez sejmiki ziemskie, powiatowe i wojewódzkie 3 / zawodowych wojsk prywatnych też liczących tysiące ludzi ; 4 / wolontariuszy - przy każdym zgrupowaniu wojsk zawsze znajdowała się grupa kilkuset do tysiąca ochotników; obywateli którzy zamiast kury macać brali udział w działaniach bojowych 5 / i wreszcie nieszczęsnego pospolitego ruszenia, któremu doprawiono gębę grubego, zapijaczonego szlachcica.Ja tam wolę myśleć o nim nie jako o niesfornej hałastrze, ale o tych pospolitakach z województw krakowskiego i sandomierskiego, którzy w trzecim dniu bitwy pod Bersteczkiem mimo cięzkich strat powstrzymywali kontrnatarcie jazdy Nuradyna osłaniając przegrupowanie zawodowej jazdy Wiśniowieckiego. No i niech każdy pomysli, czy sam miałby ochote nadstawiać głowę dla politycznych gierek.
Przykład. W samym środku ostatniego złotego dziesięciolecia ( 1638-48) na Polskę spadł najazd tatarski.Bez żadnej uchwały sejmu i bez dodatkowych podatków pod Ochmatowem w 1644 roku hetman zgromadził w ciągu kilku tygodni prawie 20 tysięcy żolnierzy. W walce nie wzięli udziału , a stanowili dodatkowe siły stałe , Kozacy ( rejestr 6-8 tysięcy mógł być z łatwością powiększony kilkakrotnie ). No więc gdzie nasza rzekoma słabość ?No pytam się gdzie ?


Komentarze
Pokaż komentarze (11)