"Byłem dowódcą pancernym "- wspomnienia Hansa von Lucka.
Mamy wspomnienia oficera , który walczył w Polsce ( 2 dywizja lekka ),
we Francji i w Rosji ( 7 dywizja pancerna) , w Afryce Północnej ( 3
batalion rozpoznawczy ), w Normandii ( 21 dywizja pancerna ) i nad Odrą w 1945.
Książka jest bardzo poprawna . Pisze ją człowiek, który zrozumiał
jak bezsensowna jest wojna . Pisze ją z dużą empatią do przeciwników ,
zwłaszcza Anglików , Amerykanów i Francuzów . Opinie o Rosjanach ( autor spędził w niewoli w obozie pracy o głodzie 5 lat)
przypominają trochę sceny w więzieniu w "Żywocie Briana" Monthy
Pythona :jacy wspaniali są ci Rosjanie , a jakie mają poczucie humoru, jakie zamiłowanie do śpiewu , jacy potrafią być szlachetni i jak dzielą się
ostatnią kromka chleba .
Nawet nam, Polakom dostaje się trochę tej empatii - co z tego, że bez sensu .
Wojna to dla autora naprzemienne stany poczucia odpowiedzialności ,
wierności, lojalności; to pojedynek niemalże gentelmenów ( szczególnie
działania na pustyni ), zwłaszcza jeśli potem można sobie podać prawice
ponad polem walki. Autor chce się przyjaźnić, ze szlachetnymi
przeciwnikami, pokonanymi Francuzami , dzielnymi Anglikami, najlepiej
wyposażonymi Ami, a nawet z Rosjanami .
Ale pozostają wątpliwości.
Po pierwsze, gdy oni tam się wszyscy przyjaźnili i spacerowali razem po
niegdysiejszych polach walki, to myśmy siedzieli tutaj zamknięci. Po drugie , autor jest krytyczny ( jak teraz wszyscy Niemcy) wobec nazist
ów i wobec Hitlera ( no cóż, gdyby Hitler napisał swoje wspomnienia, też byłby pewnie krytyczny wobec nazistów).
Pozostając w kręgu Rommla , sugeruje jakoby postawa opozycyjna była mu bliska. Opozycyjny był w/g niego cały Wermacht i Waffen SS. Ale oczywiście przysięga, wierność , lojalność i wszystkie
rozkazy na "ja wohl " ( zdarzają się oczywiście rozkazy złe, ale są to takie przez które nie można jeszcze bardziej zaszkodzić wrogom).
No właśnie wierność czemu, lojalność wobec kogo.
Autor ma narzeczoną, która w/g ustaw rasistowskich jest żydówką w 1/8 i on zgodnie z tymi przepisami, jako oficer niemiecki nie może się z nią ożenić. Jego przyszły teść trafia do obozu koncentracyjnego, jego przyszła teściowa ( 1/4 żydówka ) ucieka przez Szwajcarię do USA, a on bije się dla Niemiec jak najlepiej potrafi.
Niby taki krytyczny , na pustyni mógłby nawet 10 x dziennie poddać się aliantom, ale nawet o tym nie pomyśli.
Lato w Normandii, autor niby wie, że Niemcy tej wojny nie wygrają, ale
przechwala się, że gdyby mu pozwolono zaatakować to zepchnąłby desant Anglików do morza. No może nie cały , ale na pewno by opóźnił i zadał ciężkie straty. Przez 2,5 miesiąca powstrzymuje Anglików pod Caen, a za największe swoje osiągnięcie uważa zatrzymanie operacji Goodwood. Dwa i pół miesiąca latem 1944, to przedłużenie wojny o 2,5 a może nawet o 6 miesięcy. To kilkaset nalotów na niemieckie miasta więcej i tysiące zabitych więcej. To Drezno i jego 100 tysięcy zabitych . Ale te miesiące to również zniszczenie Warszawy i śmierć 200 tysięcy warszawiaków . To czas na zabicie 100 tysięcy Żydów z łódzkiego getta i kilkuset tysięcy z Węgier. Autor tych skutków swoich chwalebnych działań nie dostrzega. Zimą 1944/45 niby wie, że podstawowym zadaniem jest zatrzymanie Rosjan i umożliwienie dotarcia Aliantom jak najdalej, ale zwycięsko atakuje Amerykanów i toczy z nimi wielotygodniowe , zacięte bitwy z których jest dumny. Dowiaduje się, że jego teścia najprawdopodobniej zabito w obozie, ale cieszy się z kolejnego odznaczenia bojowego. Słyszy jak cywile mówią: Dlaczego jeszcz walczycie? Rozejdźcie się. Każdy dzień waszej dalszej walki zwiększa tylko liczbę ofiar. Ale on walczy dalej. Dochodzę do wniosku,że autor jest typowym niemieckim kłamcą i tchórzem. Kłamcą bo opisuje nieprawdziwe stany swojego ducha z tego okresu. Tchórzem, bo zasłaniając się rozkazami , boi się myśleć samodzielnie i po obywatelsku.
No i jeszcze dla podkreślenia,że autor tak naprawdę nic nie zrozumuiał i jego przemiana jest tylko powierzchowna, to fakt, że wśród przyjaciół których ocenia jako porządnych ludzi ma dwóch członków Brygady Dirlewangera .Pamiętacie co to była za brygada? Złożona z kryminalistów (i z więźniów politycznych ) i rzucona do tłumienia Powstania Warszawskiego. Wsławiła się mordami na Woli i całą masą innych wyczynów. Praktycznie cały skład osobowy do rozstrzelania za przestępstwa wojenne .
Tak sobie myślę, podziwiając niemiecką sprawność, że to jednak dobrze być z narodu, w którym obywatel ma prawo do rokoszu .


Komentarze
Pokaż komentarze (7)