de Valmont de Valmont
832
BLOG

TIMOTHY SNYDER - Rekonstrukcja narodów cz.1

de Valmont de Valmont Polityka Obserwuj notkę 6

W latach 90-tych usłyszałem anegdotę, że żeby zrobić karierę na
uniwersytecie amerykańskim trzeba nauczyć się chińskiego albo .....
polskiego . Jak się okazuje,jest w tym pewien element prawdy .   

Istnieje na zachodnich uczelniach grupa ludzi, którzy w swoich badaniach nad historią, kulturą, polityką, społeczeństwem, po zetknięciu się z wiedzą o Polsce przechodzą na zupełnie nieortodoksyjny , czyli polski ( ale nie można go tak nazywać bo już samo takie nazwanie powoduje wykluczenie z mainstream'u) sposób patrzenia na dzieje społeczństw .   Muszę przyznać, że chociaż mnie samemu
bardzo często chce się wyć nad polskościa ( używam wtedy określenia :wy Polacy) ,pomimo faktu,że sami mamy co do tego mnóstwo
wątpliwości, to jest u nas całkiem sporo do zaoferowania światu. W pierwszym rzędzie jest to doświadczenie polityczne I-szej Rzeczpospolitej, absolutnie wyjątkowe w swoim społecznym zakresie ( w literaturze anglosaskiej funkcjonuje nazwa Polish-Lithuanian Commonwealth).                                                                                   Po drugie, jak się wydaje z przyczyn niestrawności spowodowanej polską szkołą,zapominamy o roli Polaków we wszystkich prawie ruchach społecznych pierwszej połowy XIX -go wieku.Byliśmy uznawani i bylismy faktyczną potęgą duchową, a rosyjscy działacze i myślicieli traktowano   (i sami siebie uznawali )jak terminatorów.Niektórzy, jak Hercen  podczepiali się pod Polaków celem wypromowania.                                                                                    Nie wiem czy są tu czytelnicy książek Julisza Verne, ale przypominam,że kapitan Nemo w pierwotnej wersji powieści był Polakiem. Z tym nie zgodził się jednak wydawca ksiązki, bojąc się o sprzedaż w Rosji.          No i wreszcie to Polacy w konfrontacji z dwoma totalitaryzmami dwudziestego wieku, dali na nią jedyną w swoim rodzaju odpowiedź wolnego społeczeństw. To nasi intelektualiści różnych odcieni                   ( niektórzy z nich są nazywani obecnie przez niektórych zdrajcami) dali
całościową, intelektualną analizę codziennej opresję i postaw w odpowiedzi na nią tak indywidualnych jak i grupowych. Są kraje gdzie elity w odbiorze komunizmu nie wyszły poza ciepłą i wygodną perspektywę piwiarni.                                                                             A u nas oj działo się działo .  Przyjemnie czyta się dokładną analizę postaw ( oficjalnych w konfrontacji z nieoficjalnymi wypowiedziami) polskich poetów okresu stalinowskiego, powstałą np na Uniwersytecie Yale.


Wszyscy znamy conajmniej jednego przedstawiciela gatunku uczonych
zachodnich, o którym piszę tj. pana profesora Normana Daviesa. Niektórzy znają francuskiego profesora Daniela Beauvois, odkrywcę i największego znawcę problematyki polskiej dziewiętnastowiecznej społeczności na Ukrainie.                                                                          Z panem Timothym Synderem (Uniwersytet Yale ) zetknąłem się czytając esej "Żydzi wołyńscy pod rządami polskim oraz w okresie okupacji sowieckiej i nazistowskiej 1939-1944" pochodzący ze zbiorowej pracy pt " Świat NIE pożegnany " .
Początkowo nie zwróciłem uwagi na autora, ale tekst pracy wydał mi się
dziwny. Wprawdzie pisany był z polską percepcją tych wydarzeń ale bez
tego defensywnego charakteru jaki cechuje nas samych i naszych historyków gdy podejmują kontrowersyjne tematy.                          Autor nie ma naszych kompleksów i przedstawia nie globalny mit o Holokauście, ale prawdziwą, skomplikowaną historię lokalnych społeczności.                                                                                        Zaczyna od przedstawienia międzywojennego, pozostającego pod polskimi rządami Wołynia jako oazy pozaczasowego tradycjonalizmu żydowskiego. Przedstawia bardzo odległą od najbliższego przystanku, wołyńską wieś Kołki, gdzie trzy społeczności, polska, ukraińska i żydowska żyły w zgodzie. Polskim wojewodą odwiedzającym Kołki z okazji budowy przez tą połączoną społeczność nowego
kościoła, jest Henryk Józewski, mający obecnie niesamowicie dobrą prasę.
Ten liberał mający tolerancyjny stosunek do spraw etnicznych ( był nawet
ministrem w ukraińskim rządzie Symeona Petlury w 1920 roku, a po traktacie
ryskim ukrywał długotrwale Petlurę w swoim warszawskim
mieszkaniu),częściowo taką pozytywną opinię sam  kształtował , żyjąc przez cały powojenny okres w Polsce i będąc  gwiazdą środowisk niezależnych. O dziwo jego tolerancyjna, postępowa postawa sprowadzała się do utrzymywania pożądanej stabilizacji politycznej i właśnie trwaniu tego tradycjonalizmu.
Jednak trudno politykę tolerancji w wykonaniu Józewskiego uznać za skuteczną, mając na uwadze to co się wydarzyło na Wołyniu w 1943 roku.                                                                                                       Autor przedstawia dość obiektywnie wołyński kocioł , w którym " sowiecka
partyzantka ukraińska zwalczała ukraińską partyzantkę nacjonalistyczną i
niemiecką policję.Ukraińscy nacjonaliści zwalczali niemiecką policję i
radziecką partyzantkę ukraińską.Polskie bazy usiłowały chronić cywilów,
wspomagane naprzemian przez partyzantkę sowiecką i niemiecką policję.
Niemiecka policja zwalczała sowiecką partyzantkę ukraińską i ukraińską
partyzantkę nacjonalistyczną oraz rekrutowała i niekiedy wspomagała polska
samoobronę.[Ocaleni Żydzi] Najbardziej narażeni byli , kiedy okolicę
kontrolowali ukraińscy nacjonaliści, bardzo niebezpiecznie było w miastach
pod nadzorem niemieckim ( chociaż mogli tam uchodzić za Polaków), często
chronieni przez polską samoobronę ( chociaż mogli być zwalczani przez
UPA), a najpewniej byli chronieni przez partyzantów sowieckich ".
Prawda,że podsumowujący sytuację w 1943 roku wywód autora jest bardzo skomplikowany, a można jeszcze dorzucić kolejne warianty? Chociażby walkę polskiej samoobrony z Niemcami, ucieczkę polskiej policji do lasu.
Albo fakt utrzymywania w bazach leśnych UPA grup roboczych złozonych z ocalonych Żydów. Część tych grup została wymordowana tuż przed wkroczeniem na Wołyń Sowietów. I muszę przyznać ,że była to decyzja ohydna, ale całkowicie racjonalna, bo Żydzi ujawniliby się Sowietom, a dzieki nim NKWD rozpracowałoby struktury UPA.                             Ocaleli jednak ci Żydzi, którzy walczyli w UPA z bronią w ręku ( byli i tacy ).
Na koniec autor wraca ponownie do wsi Kołki  w 1944 roku, jako bazy UPA. Wsi całkowicie już ukraińskiej, pozbawionej zarówno Żydów jak i Polaków .

CDN.

PS.Jakkolwiek brzydzę się odpowiedzialności zbiorowej, to mimo wszystko
cały czas odnoszę wrażenie,że wysiedlenie ludności ukraińskiej z
południowo-wschodnich obszarów Polski, a następnie Akcja Wisła, były
jednymi z niewielu działań komunistycznych, korzystnych dla nas Polaków i
z których korzyści odczuwamy do dzisiaj. Wszyscy, którzy pamiętają postawę
Białorusinów na Białostoczczyźnie za PRL-u i w okresie pierwszej
Solidarności ( osobiście bardzo lubię Białorusinów), muszą przyznać, że
istnienie zwartej , 600 tysięcznej grupy świadomej politycznie ludności ukraińskiej na tym obszarze miałoby nieobliczalne konsekwencje tak wewnętrzne jak i miedzynarodowe.                                                Wbrew opiniom pięknoduchów, biorąc pod uwagę epokę, była to akcja przeprowadzona przez komunistów niemalże w białych rękawiczkach.

de Valmont
O mnie de Valmont

"Drogi są coraz gorsze, ale na ulicach pojawiły się fotoradary. Polacy mają być kontrolowani w każdym miejscu. Utrudnić ludziom życie do maksimum, a na końcu ich skontrolować wszystkich bez wyjątku. To jest filozofia PiS. Tylko facet który nie ma prawa jazdy, może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie na drogi".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka