23 obserwujących
38 notek
149k odsłon
4601 odsłon

Afera z Polańskim: można tylko zakląć!

Wykop Skomentuj176

Wyjątkowa sytuacja wokół "afery z Polańskim". Rzecz niespotykana. W mediach społecznościowych można zobaczyć, że działania części studentów Filmówki budzą entuzjazm ludzi, którzy piszą o nim "żydowski pedofil". Ci ludzie to fanatycy, jakaś zaciekła ksenofobiczna kołtuneria. A studenci są przecież z zupełnie innej bajki. Ich akcja wyraźnie z ducha "ruchu #meToo", który zrzesza - obok autentycznych ofiar i ludzi wspomagających te ofiary - także fanatyków - lewackich i feministycznych, wcale nie mniej zaciekłych, ale z przeciwległego światopoglądowego bieguna.

To się nie zdarza, ale jednak się zdarzyło: tych całkowicie różnych ludzi łączy chęć przywalenia Romanowi Polańskiemu. Zapędy inkwizytorskie jednoczą przeciwieństwa.

A wiecie, co jest najgorsze? To, że ci protestujący studenci mają - niestety - sporo racji. Upiory przeszłości dopadają reżysera późną jesienią.

I co teraz z tym wszystkim mają zrobić zwyczajni ludzie, nie fanatycy? Czyli większość z nas.

Cóż, chyba jedyne, co nam pozostaje zrobić, to przyznać, że mamy wyjątkowego pecha.

Użalmy się trochę nad samymi sobą, bo jest o co. Oj, jest.

Tak się złożyło, że nasz największy żyjący artysta, swoim światowym sukcesem artystycznym i medialnym porównywalny może tylko z Chopinem, zrobił także nam świństwo. Niestety, tak.

Ten znakomity reżyser, towarzyszący nam swoją twórczością i spektakularnymi osiągnięciami od ponad 60 lat, okazał się - jako człowiek - niewart aż tak wielkiej naszej miłości.

Tak: miłości.

Bo Polański był i jest w Polsce kochany. Może niewielu się do tego otwarcie przyzna, bo to nieco krępujące, ale tak jest. Za swoją twórczość, za legendy o nim, za jego niesamowity w swym autentyzmie życiorys, pełen artystycznych oraz osobistych sukcesów i potwornych osobistych tragedii. Za reprezentowanie polskiego kina, za skuteczne wypełnianie roli najlepszej wizytówki łódzkiej Szkoły Filmowej. Za bycie nieprzerwanie od ponad 50 lat jedynym autentycznym polskim celebrytą na skalę światową. Za pojawienie się w jednej z piosenek musicalu "Hair", za "Polan" w nazwisku, co już fonetycznie czyniło go najbardziej polską postacią w światowych mediach. A wreszcie nawet za bycie kultową postacią, do której telefonuje Ochódzki w "Misiu". Za bycie ROMKIEM.

Żyliśmy za komuny i po 89 roku cały czas ze świadomością, że w Hollywoodach, Londynach, Paryżach jest "nasz" Roman Polański. Świat się zmienia, ludzie lądują na księżycu, padają berlińskie mury, a Polański wciąż jakby NAS reprezentuje. I polską kulturę.  Wspomni Helenę Modrzejewską w "Dziecku Rosemary". Wstawi "Prząśniczki" Moniuszki do "Nieustraszonych zabójców wampirów". Każe żonie karczmarza gotować "bigos" dla wędrowców. Zatrudni Władysława Komara do roli w "Piratach". Zamówi muzykę u Wojciecha Kilara do "Dziewiątych wrót". Na operatora do "Pianisty" weźmie Pawła Edelmana. Wyreżyseruje "Amadeusza" w "Teatrze na Woli" i zagra w nim tytułową rolę. Obiektywnie przedstawi realia okupowanej Warszawy opowiadając losy Władysława Szpilmana. Gdy trzeba, przeobrazi się w cudownego Papkina w "Zemście" Wajdy.

I jak można było po tym wszystkim nie zapomnieć aż tak banalnej prawdy, że znaliśmy artystę - reżysera, aktora, scenarzystę - ale nie mogliśmy poznać człowieka, bo tego po prostu nie da się zrobić?

A przecież naiwnie pokochaliśmy Romana Polańskiego-człowieka. Wiedząc o nim naprawdę tylko to, co chciał nam o sobie przekazać w twórczości.

Tak, czy inaczej, pecha mamy.  

Cóż więcej można powiedzieć?

Można tylko zakląć.

Wykop Skomentuj176
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura