3 obserwujących
48 notek
15k odsłon
  85   1

Dwutlenek węgla uderza do głowy

Oczywiście nie wdychany. Taki bowiem prowadzi do podduszenia. By mógł uderzyć do głowy trzeba nim najpierw nasycić wodę.

A wówczas, jak wiemy, otrzymana w ten sposób woda sodowa wali w mózgownicę. ;)

Klasycznym przykładem tego negatywnego zjawiska, spotęgowanego jeszcze przez ostatnie opady (w tym nawalne, co spowodowało, że pojawiła się spora liczba osób nawalonych sodówką) są ZIELONI, czyli tzw. lewica wierząca w rozwiązania na milę pachnące depopulacją Ziemi.

Oto słynna z rozmaitych zachowań AKCJA DEMOKRACJA wystąpiła z apelem do towarzystwa ubezpieczeniowego GENERALI o wycofanie się z ubezpieczania sektora energetycznego. Nie całego, rzecz jasna. Fotowoltaika i wiatraki są wolne od zielonych żądań. Ba, elektrownie wodne również, chociaż akurat w ich przypadku oddziaływanie na środowisko jest wysoce negatywne. Ostatnie badania dowodzą, że wielkie zbiorniki wodne są źródłem emisji… metanu. Ten, jak wiadomo, wg prawideł współczesnych ekologów jest nawet 36 razy bardziej szkodliwy dla środowiska niż dwutlenek węgla.

Przeliczając na dwutlenek węgla elektrownie wodne emitują więcej tego szkodliwego ponoć gazu niż Niemcy, Kanada czy Indonezja. Mała uwaga – w przypadku Kanady lwia część emisji dwutlenku węgla pochodzi… z tamtejszych lasów.

Zatem protesty Zielonych, dzisiaj skierowane przeciw elektrowniom węglowym, po ich zamknięciu skierują się pod adresem wodnych, w dalszej kolejności zaś zażądają wycinki lasów. Taka jest ich marksistowska logika…

Oczywiście po drodze zdążą jeszcze doprowadzić do usunięcia innych węglowych trucicieli, jakimi są wszelkie hodowle, uprawy roślin, a także… skupiska ludzkie.


Na razie jednak dzielnie walczą z emisją dwutlenku węgla. Niestety, tylko w Unii Europejskiej.

Ta jednak globalnie odpowiada za emisję niewielkiej w sumie części tego gazu cieplarnianego – poniżej 10% (cały czas chodzi o gaz wyprodukowany przez człowieka!).

Tak więc redukcja nawet o połowę będzie, w skali Ziemi oczywiście, niezauważalna.

Natura horret vacuum

Europa (czyt. Unia, za Bugiem bowiem psychoza CO2 jakby nie występuje, przynajmniej w takim nasileniu, jak w Brukseli) robi wszystko, by zniechęcić do korzystania z węgla.

Już w tej chwili co czwarta złotówka płacona za energię idzie na pokrycie opłaty ze emisje dwutlenku węgla. To również sprawia, że produkcja w Polsce nie wytrzymuje kosztowo konkurencji z Azją. Nic więc dziwnego, że dynamicznie rozwijające się gospodarki państw azjatyckich odpowiadają za emisję… 80% dwutlenku węgla wytworzonego przez człowieka!

Dokładnie tylko pięć azjatyckich państw – Chiny, Indie, Indonezja, Wietnam i Japonia. Poza Japonią to kraje, które odciążyły Stary Kontynent, jeśli chodzi o produkcję dóbr konsumpcyjnych. Nie tylko. W Chinach Japonia buduje samochody, powstaje sprzęt optyczny (NIKON, OLYMPUS, CANON, SIGMA, SONY, PENTAX itd.).

To się opłaca.

Nie tylko za sprawą tańszej siły roboczej, ale innych kosztów, w dobie robotyzacji liczących się bardziej, niż wynagrodzenie.

To przede wszystkim tani prąd z elektrowni węglowych.

I dlatego ww. kraje idą za ciosem. Aktualnie w różnych fazach budowy znajduje się tam ponad 600 elektrowni. Węglowych. Ich łączna moc to 300 GW.

Tymczasem w Unii oraz USA i w Kanadzie, w ramach walki z globalnym ociepleniem, zamknięto kilka elektrowni (bądź pojedynczych bloków energetycznych) o łącznej mocy 24 GW – prawie trzynaście razy mniej!

Energetyka węglowa ma się zatem dobrze, i zamiast planowanego wygaszenia do 2050 roku czeka ją świetlana przyszłość.

W Azji.

To jednak nie jest aż tak daleko, by nie miało wpływu na Europę.

Pamiętamy przecież, że nawet na Azorach morze wyrzuca na plaże śmieci pochodzące z Chin. Połowa rtęci w glebie środkowych stanów USA również „przywędrowała” z południowo-zachodniej Azji. Nie w śmieciach tkwi jednak problem. Pozbawiając się sukcesywnie od dekad małych warsztatów i zakładów zaopatrywające  lokalne rynki tak naprawdę uzależniliśmy się od Azji. Obojętnie, czy t-shirt noszony przeze mnie ma logo pumy, adidasa czy jakiekolwiek inne wystarczy spojrzeć na metkę, by odcyfrować kraj pochodzenia. Tak samo buty, spodnie itp. Pogoń za pieniądzem powoduje, że produkcja trafiła do krajów, gdzie nie tylko siła robocza jest tańsza (wszak już możemy śmiało konkurować z Chinami pod tym względem). Za to podejmujemy wysiłki, aby tylko niebo nad nami było bardziej czyste.

Ale robimy to w sposób, który na milę cuchnie hipokryzją. W walce z dwutlenkiem węgla zamiast kierować się ku źródłom energii rzeczywiście czystym (atom, wiatr, fotowoltaika) ubzdurano sobie, iż wystarczy spalać gaz.

Trzeba jednak pamiętać, że w wyniku jego spalania otrzymujemy taki sam dwutlenek węgla. Oczywiście gaz jest bardziej kaloryczny, łatwiej go dobywać, dystrybuować i gromadzić. Jednak akcja walki z dwutlenkiem węgla polegająca na likwidacji elektrowni opalanych węglem na rzecz elektrowni opalanych gazem ziemnym to klasyczna operacja wypędzania diabła szatanem. ;)

Jedyny namacalny efekt to przeniesienie w odległe strony firm produkcyjnych. To jednak oznacza,  że przyjęcie milionów emigrantów o bardzo słabym bądź żadnym przygotowaniu zawodowym tylko powiększy strefę bezrobocia.

Nie wszyscy bowiem mogą, a i też chcą, sprzątać czy pracować na przysłowiowym zmywaku. Bezrobocie mas oznacza z kolei rewolucję, co bodaj jako pierwsi zauważyli brunatni socjaliści pod wodzą towarzysza Hitlera…

Przy czym, nieco inaczej, niż w teorii Marksa, rewolucja będzie w istocie przewrotem religijnym. Naiwne filmiki, pokazujące poziom islamskich myślicieli, często tkwiących jeszcze w erze przedkopernikańskiej nie mają znaczenia. Nowa mondrość, jaka za sprawą unijnych mędrców spłynęła pod strze…, pardon, pod dachy postępowców, nakazała np. zawiesić nauczyciela biologii, zdaniem którego są tylko dwie płcie. No islamista jakiś… Wszak jak oświeca nas facebook płci jest już ponad 50. ;)

Nasi postępowcy nie wykazują zatem istotnych różnic od mędrców ze Wschodu.

Czy globalizacja oznacza w istocie koniec supremacji Europy? Wydaje się, że to pytanie retoryczne.

Europa zwija się bowiem od dość długiego czasu.

Globalizacja jedynie przyspieszyła ten proces.

Zastanawia mnie tylko, czy te wszystkie idee, które de facto doprowadziły do upadku Europy (bezsilność wobec tzw. kryzysu emigracyjnego jest tylko jednym z symptomów) ktoś nam podsuwa, czy też lęgną się samoistnie w różowych mózgownicach sfrustrowanych brakiem innej walki rewolucyjnej lewaków?

W teorii prawa karnego już starożytni Rzymianie ukuli ważną wskazówkę – is fecit, cui prodest.

Tyle tylko, że wskazać kogoś takiego zwyczajnie nie sposób. Bo nawet Putin, z reguły słusznie obwiniany o zło tego świata, zdaje sobie sprawę, że Rosja otoczona przez żywioł islamski padnie w ciągu dwóch, trzech pokoleń.

Na nic zda się broń atomowa, co widać jak na dłoni we Francji. Trzeba by bowiem bomby rzucać na własne miasta.

Sięgając jednak do klasyków, od których dzisiejsi socjaliści się odcinają, co jednak dla osoby znającej historię idei jest mało poważne, warto zacytować Lenina.

Demagogiem można stać się na skutek samej tylko naiwności politycznej.

To teraz właśnie obserwujemy.

Pamiętajmy tylko, że wczorajsi naiwniacy a dzisiejsi demagodzy uzurpują sobie przywództwo. I robią wszystko, aby jeśli nie cały Świat, to przynajmniej Europę, wtłoczyć w ramy swoich chorych wyobrażeń.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale