Bardzo, ale to bardzo przeżyłem katastrofę w Smoleńsku.
Pisałem o tym wiele razy.
Tydzień płakałem dzień w dzień, szczególnie oglądając relację w głównych "Wiadomościach" w TVP.
Od razu uznałem, że Rosjanie wciągnęli śp. Lecha Kaczyńskiego w pułapkę i go zabili.
Wiedzą o tym ci, którzy w owych dniach dyskutowali ze mną na Konserwatyzm.pl.
Niestety notki przepadły, bo Konserwatyzm.pl zmienił oprogramowanie.
Początkowo myślałem, że Rosjanie źle naprowadzali samolot, dlatego rozbił się.
Ale to była solidna, wojskowa konstrukcja, dostosowana do lądowania w skrajnie trudnych warunkach.
Dlatego uwierzyłem w wersję przedstawioną przez Leszka Szymowskiego, że samolot wylądował, rozwaliła go bomba próżniowa, a tych pasażerów co przeżyli, dobili Rosjanie.
Rosjanie nie mieli innego wyjścia, musieli ich dobić, by sprawa zamachu nie wyszła na jawa.
To jest żelazna logika.
Jestem przekonany o tym, że tak było na 90 proc.
Tak jak na 70 proc. jestem przekonany, że to Amerykanie rozwalili WTC, by znaleźć pretekst do ataków na Afganistan i Irak, do ograniczania demokracji w USA i na całym świecie i prowadzenia III wojny światowej o panowanie nad światem.
Dowodów na to jednak nie ma i nie będzie.
A jak się znajdą, zostaną podważone.
Poważni ludzie, m.in. jeden z doradców prezydenta Wacława Klausa, uważają, że Osama bin Laden nigdy nie istniał, że całe jego życie było przedstawieniem, zorganizowanym przez CIA.
Ale z zamachem w Smoleńsku i jego ofiarami mam kłopot.
Napiszę więc brutalnie, jak wyrachowany realista polityczny:
"Ich już nie wskrzesimy, a sojusz z Rosją jest potrzebny nam i Europie, by uwolnić się od okrutnej tyrani amerykańskiej, by odbudować demokrację w świecie, ograniczyć działania USA wedlug zasady, kto silny bije słabych w mordę, a reszta mordę w kubeł".
Podobnie podobno powiedział wyrachowany realista polityczny Władysław Gomułka, gdy po 1956 r. namawiano go, by ujawnił prawdę o zamordowaniu polskich oficerów Katyniu przez ZSRR: "Ich już nie wskrzesimy, a sojusz z ZSRR jest potrzebny do obrony granicy na Odrze i Nysie".
W Katyniu zginęło 22 tysiące ludzi.
W Smoleńsku tylko 96 osób.
Każdej z nich szkoda.
W czasie wojny domowej w maju 1926 r. zginęło prawie 400 osób. A Polacy szybko wybaczyli jawne zbrodnie Piłsudskiemu.
Zamach stanu to była wielka zbrodnia. Zagrożony był byt państwa, gdyby wojna domowa rozszerzyła się, gdyby premier Wincenty Witos zdecydował się walczyć dalej. Ja bym pewnie walczył dalej.
Przedwczoraj wybaczyłem Wojciechowi Jaruzelskiemu 44 ofiary śmiertelne grudnia 1970 r.
On i jego oficerowie ukrywali i ukrywają, że liczyli się z ofiarami śmiertelnymi.
Podobnie robią Rosjanie. Ukrywają, że był zamach. Wstydzą się.
Piłsudski i Amerykanie nie wstydzili się i nie wstydzą swoich zbrodni. Dokonali ich jawnie, nie ukrywali.
Dziś piłsudczycy trochę się wstydzą się.
Obrońcy demokracji w 1926 r. nie mają nawet tablicy pamiątkowej. Nie znamy nawet ich imion i nazwisk. Instytut Piłsudskiego w Nowym Jorku nie chce mi ich przekazać, choć jestem gotów mu za to zapłacić.
Chciał sprzedać listę wszystkich ofiar wojskowych wojny domowej w 1926.
Ale ja chciałem tylko listę żołnierzy strony rządowej. O nią prosiłem.
Instytut Piłsudskiego milczy jednak od dwóch dni.
W PRL postawiono kilka pomników ofiar Grudnia 1970 r.
Nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się, że gen. Wojciech Jaruzelski przepraszał za te ofiary.
Piłsudski nigdy nie przeprosił za zamach i jego ofiary.
Rosjanie do niczego nie przyznają się w sprawie zamachu w Smoleńsku.
Nie będziemy mieli na to żadnych wystarczajacych dowodów procesowych.
Będziemy więc musieli uznać, że była to katastrofa lotnicza.
Odpowiednie organy polskie i rosyjskie wyjaśniają ją.
A te 10 proc. wątpliwości, jakie mam, czy był to zamach, pozwalają mi nie mieć do Rosjan pretensji, szczególnie, że jest to w żywotnym interesie demokracji.
W książce "Tańczący z ideami" wyrażę tylko te 90 proc. pewności, że był zamach.
Co ja piszę!!!
W książce, po przemyśleniu, poziom pewności obniży się do 60 proc.
Załóżmy więc, że był zamach, tak jak opisuje to Leszek Szymowski,ale pewności nie mamy i nigdy nie będziemy mieli.
Do Internetu pisze się inaczej niż do gazety czy książki.
Pozdrawiam
Jerzy Krajewski


Komentarze
Pokaż komentarze (4)