51 obserwujących
207 notek
290k odsłon
  418   0

Zapal świeczkę za przyszłość Uniwersytetu

 

W mieście*** (prawda w oczy kole)
Pomnik studenta stoi na cokole…
……………………….Odzian letko,
agrafką spina przewiewne paletko,
a pod paletkiem, w miejscach dolno-tylnych,
nie rozwiązany ma problem tekstylny…
 
 
Od kilku miesięcy korytarze Uniwersytetu Wrocławskiego oplakatowane są hasłami „ Doktorant głodny albo goły”, „Za 1050 złotych nie da się we Wrocławiu godnie żyć”, „Podziel się jedzeniem ze swoim doktorantem” itp. W środę 27 stycznia, pod słynnym pomnikiem „Szermierza”, zbierają się doktoranci pod hasłem „Zapal świeczkę za przyszłość Uniwersytetu”.
 
Nie mam wątpliwości, że przyszłość uniwersytetów, to przede wszystkim doktoranci. Nauka światowa, w szczególności takie dyscypliny jak fizyka, chemia czy matematyka rozwija się głównie dzięki pracowitości, inteligencji, geniuszowi ludzi w wieku dwudziestu kilku lat, przed trzydziestką lub w pobliżu trzydziestki. Aby to wiedzieć nie potrzeba studiować statystyk, wystarczy zapoznać się z biografiami laureatów Nagrody Nobla, z życiorysami ludzi, którzy pozostawili w nauce ślad największy. W fizyce to są w przeważającej większości młodzi chłopcy, czasem dziewczęta, którzy nie ukończyli trzydziestu lat. A więc to jest wiek naszych doktorantów.
 
Stwierdzenie tej oczywistości powinno skutkować kolejną oczywistością: jeśli państwo chce się rozwijać, jeśli chce aby jego możliwości i talenty uczestniczyły w wyścigu cywilizacyjnym, naukowym i technologicznym, to musi tym młodym zdolnym ludziom zapewnić warunki umożliwiające ich wykorzystanie. Sytuacja, w której w tym najważniejszym, najbardziej płodnym okresie ich życia, zmuszeni są do poszukiwania pieniędzy na przeżycie, na zapewnienie najbardziej elementarnych potrzeb jest karygodna, jest marnotrawstwem potencjału, sił i talentów narodowych. I piszę tutaj o doktorantach w szczególności, a nie o studentach i ludziach kształcących się w ogóle. Nie ma nic specjalnie złego w tym, że studenci, aby się utrzymać na studiach, muszą, często-gęsto, zajmować się dorywczą pracą zarobkową, aby dorobić do stypendium, czy nawet wręcz je zastąpić. Trudne warunki studiowania mogą być dodatkową mobilizacją i sprzyjać rozwojowi ukrytych talentów. Co innego doktorant. Doktorant, w tym najbardziej twórczym okresie swego życia, winien mieć możliwość pełnej koncentracji, żeby ze swego talentu zrobić najlepszy użytek.
W żadnym wypadku nie da się powiedzieć, że ludzie rządzący Polską od roku 1945 rozumieli te oczywiste prawdy. Ani przez prawie półwiecze PRL, ani przez dwudziestolecie III RP. Zarówno w jednej, jak i w drugiej ani nauka polska, ani pracownicy nauki – w szczególności najmłodsi – nie mogli się uskarżać na nadmiar opieki i troski. Różnicę widziałbym głównie w propagandzie: w PRL-u nieodmiennie należeliśmy do czołówki światowej postępu i dynamicznego rozwoju, w mediach państwo zawsze było wychwalane. W III RP nasza pozycja w rankingach naukowo-cywilizacyjnych jest pod obstrzałem krytyki, Polska wypadła z światowej czołówki i znalazła się w ogonie. Okazuje się nagle, że najlepsze polskie uniwersytety nie mieszczą się nawet w pierwszej pięćsetce czołowych uczelni na świecie, a wkładu polskich uczonych w dorobek światowy trzeba szukać ze świecą. Przejrzałem spisy wybitnych uczonych, jakie można znaleźć w Internecie, np. w Wikipedii. Na prawie 800 nazwisk najbardziej znanych fizyków jest tylko jedno (JEDNO!) nazwisko fizyka, który po wojnie przez jakiś czas pracował na polskich uczelniach i tu skończył studia. To prof. Marek Abramowicz, absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, poza tym od wielu dziesięcioleci na uczelniach zachodnich, ostatnio w Szwecji. Na liście sławnych chemików nie ma ani jednego polskiego nazwiska, lepiej jest wśród astronomów, gdzie wymienia się Bohdana Paczyńskiego i Aleksandra Wolszczana, którzy, nota bene, całe życie naukowe spędzili w USA.
 
Elita polityczna III Rzeczypospolitej z reguły pomija dorobek PRL i odwołuje się, jako do swojej poprzedniczki do II RP. III Rzeczpospolita w tych statystykach niczego ciekawego nie wniosła. Abramowicz, Paczyński, Wolszczan to PRL, żaden z fizyków, chemików astronomów III RP do tej szerokiej czołówki światowej jeszcze nie doskoczył. Stanowczo wyżej, z tego punktu widzenia, ocenić wypada wkład II RP: przynajmniej w fizyce znajdujemy tam nazwiska Kazimierza Fajansa, Józefa Rotblata i Stanisława Ulama, którzy swoje szlify naukowe zdobyli w pracy na polskich uniwersytetach.
 
Ale dlatego, skoro III RP ma być spadkobierczynią i kontynuatorką Drugiej, popatrzmy jak inaczej traktowała swoje talenty II RP i porównajmy to z praktyką Trzeciej.
 
Pracownicy nauki, nauczyciele szkolni i akademiccy, byli opłacani, tak jak dzisiaj, z Budżetu Państwa. „Ustawa z 9 października 1923 roku o uposażeniu funkcjonariuszów państwowych i wojska” (Dz.U.R.P. Nr 116 z r. 1923, poz.924)[1] dzieliła wszystkich pacowników na 16 grup uposażenia. Do każdego stanowiska przypisana była pewna „mnożna”, którą następnie mnożyło się przez kwotę, jaką każdego miesiąca określał Minister Finansów. Doktorantowi w tej tabeli odpowiadało stanowisko starszego asystenta, których ta Ustawa przypisywała do szczebla VIII b i przypisywała im mnożną 520. Do tej samej kategorii należeli podkomisarze Policji Państwowej i oficerowie w randze porucznika. Profesorowie zwyczajni należeli do grupy IV z najniższą mnożną 1400, co odpowiadało uposażeniu Komendanta Głównego Policji, a w wojsku uposażeniu generała brygady i kontradmirała. Posterunkowi PP zaczynali od grupy XIII, a więc z mnożna 210, a wojskowi zaczynali od grupy XIV z mnożną 180. Najniższe uposażenie, a więc PŁACA MINIMALNA wynosiło 120.
 
Jak z tego wynika uposażenie doktoranta (starszego asystenta) było 4,3 raza wyższe od płacy minimalnej.
 
Wg najnowszych danych, w styczniu 2010 urzędowa płaca minimalna w III RP wynosi 1317 złotych.  
 
Zakończmy więc słowami Poety, który tak się w tej sprawie wypowiedział:
 
A napis taki na pomniku świeci;
TEN POMNIK NARÓD WZNIÓSŁ DLA SWOICH DZIECI,
DROGICH STUDENTÓW, KTÓRZY Z RÓZNYCH WZGLĘDÓW
NIE UKOŃCZYLI STUDIÓW. I ja się tu
wcale nie dziwię.
 
Bo żywy student to jest kłopot dziki,
A my, Polacy, my lubim pomniki.
 
(K.I.Gałczynski, 1947)
 
Wrocław, 26 stycznia 2010


[1] Więcej na ten temat i tekst tej Ustawy w książce J. Przystawa „Nauka jak Niepodległość”, SPES, Wrocław, 1999
Lubię to! Skomentuj78 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie