51 obserwujących
207 notek
292k odsłony
  1527   0

UważamRze Wildstein....

 

Nie ma słowa prawdy w zarzutach, że Ponta dokonał bezprawnej czystki wysokich urzędników państwowych, takich jak marszałkowie Sejmu i Senatu. Odwołanie obu marszałków, podobnie jak i rzecznika praw obywatelskich, Victor Ponta przeprowadził za zgodą większości parlamentarnej. Oczywiście, obaj usunięci marszałkowie, natychmiast dołączyli się do chóru śpiewającego pod dyktando Basescu, ale nie zmienia to faktu, ze to jednak Parlament jest w Rumunii władzą najwyższą i przysługuje mu oczywiste prawo powoływania i odwoływania marszałków.

 

29 lipca 2012 obywatele Rumunii, jako najwyższy suweren, zostali wezwani do głosowania za lub przeciw decyzji Parlamentu o usunięciu Basescu z urzędu. Konstytucja rumuńska przewiduje, że do ważności takiego referendum konieczny jest udział 50% + 1 obywateli. Basescu i jego zwolennicy podjęli ostrą kampanię wezwania do bojkotu referendum, widząc w niskiej frekwencji jedyną szansę ocalenia skóry. Na pomoc przybył im z wizytą premier sąsiedniego kraju, Wiktor Orban. Węgrzy stanowią ok.7% ludności kraju i ich udział w referendum jest znaczący. Na wezwanie Orbana w Transylwanii poszło głosować zaledwie ok.6% Węgrów. W rezultacie w referendum 29 lipca wzięło udział 8.459.836 obywateli, z których z których 7.403.836 zażądało ustąpienia prezydenta, a tylko 843.375 głosowało przeciw. Oficjalnie uprawnionych do głosowania było 18.292.484, a zatem frekwencja została oceniona na 46,24%, przy 88.7% za usunięciem Basescu, a 11,3% przeciw.

 

Rząd Ponty zaskarżył te wyniki do Sądu Konstytucyjnego utrzymując, że liczba uprawnionych do głosu Rumunów jest fałszywa, oparta na starych, nieaktualnych statystykach. Według Narodowego Instytutu Statystycznego dorosłych Rumunów jest tylko 16.527.971, a więc oprawie 2 miliony mniej niż podało Centralne Biuro Wyborcze. Sąd Konstytucyjny ma problem, który nie wiadomo jak zostanie rozwiązany. Jakkolwiek sobie z tym poradzą trudno odmówić racji stanowisku premiera, który, po referendum, oświadczył, że Basescu, którego odwołania zażądało prawie 8 milionów obywateli, jest już trupem politycznym i jego rząd będzie go ignorował, nawet gdyby Sąd Konstytucyjny uznał wynik referendum za wiążący.

 

W Rumunii trwa ostra walka polityczna rządu z zawieszonym prezydentem, którego w otwarty sposób wspierają Stany Zjednoczone i Komisja Europejska. Pod adresem rządu z ust polityków ,takich jak Barroso, Merkel, zastepca Sekretarza Stanu USA i innych padają surowe napomnienia, ostrzeżenia i otwarte groźby. Nikt jednak dzisiaj, poza Traianem Basescu, nie oskarża Victora Ponty o przeprowadzenie zamachu stanu! Natomiast od ponad pół roku, na długo przed objęciem przez Victora Pontę urzędu premiera, trwają w Rumunii masowe demonstracje uliczne przeciwko Basescu i jego polityce.

 

Nie bardzo też do tej całej historii pasuje stworzony przez Bronisława Wildsteina obraz Traiana Basescu, rumuńskiego Michała Archanioła walczącego z komuną, korupcją i postkomnistyczną oligarchią, jako swoistego alter ego Lecha Kaczyńskiego. Lech Kaczyński miał w Polsce wielu wrogów, ale nikt, o ile wiem, nie oskarżał go o współpracę z komunistycznymi służbami specjalnymi, o obdzielenie córki mandatem europosłanki, o upodobanie do luksusowych willi i samochodów. A takie zarzuty pod adresem Basescu są w Rumunii na porządku dziennym.

 

Być może jest tak, jak pisze Wildstein, że Basescu jest najwierniejszym sojusznikiem Ameryki, a Ponta cieszy się sympatią Rosjan. Jest jednak faktem, że Basescu utracił wszelką wiarygodność i poparcie obywateli Rumunii, którzy domagają się jego odejścia. Takie żądanie wyrazili w referendum i takie żądanie wyrażają w manifestacjach ulicznych od stycznia 2012. Jest rzeczą ciekawą czy w kraju Unii Europejskiej bardziej liczy się zdanie ambasadorów wielkich potęg, łącznie z Komisją Europejską, czy niedwuznacznie wyrażona wola narodu?

 

Lubię to! Skomentuj20 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale