0 obserwujących
10 notek
26k odsłon
551 odsłon

Problemy polityki państwa wobec nauki i szkolnictwa wyższego

Jerzy Żyżyński
Jerzy Żyżyński
Wykop Skomentuj3

 Znane powiedzenie przypisywane prez. Clintonowi: „Gospodarka, Głupcze”. Ale co jest bazą, na której można postawić gospodarkę dającą krajowi godne miejsce w Europie? Wszyscy o tym mówią: nakłady na badania i rozwój, a to oznacza docenienie Nauki.

Przedstawiam moją, ale napisaną po konsultacji z innymi naukowcami, ocenę skutków reformy nauki i szkolnictwa wyższego napisaną dla Prawa i Sprawiedliwości z propozycjami polityki, jaką partia ta powinna realizować po przejęciu władzy po następnych wyborach.

 

Problemy polityki państwa wobec nauki i szkolnictwa wyższego

Reforma Nauki i szkolnictwa wyższego to dużo pięknych słów o wspaniałych perspektywach, stworzeniu, przy wykorzystaniu najlepszych światowych wzorów, silnych ośrodków badawczych, o jakości nauki, o zwiększeniu roli młodego pokolenia naukowców, włączanie się w prestiżowe międzynarodowe projekty badawcze, mobilności, Narodowym Centrum Nauki, stypendiach dla najlepszych itd. itd.

Ale rzeczywistość jest inna, w ocenie naukowców i studentów reforma nie tylko nie poprawia stanu nauki, ale powoduje wiele negatywnych skutków.

Bardzo trafną ocenę sformułował wybitny fizyk prof. Andrzej Kajetan Wróblewski. Stwierdził on, że niedofinansowane uczelnie nie prowadzą badań i nie uczestnicząc w procesie budowania wiedzy, uczą tylko imitując standardy. To prowadzi do zaniżenia poziomu nauczania, szczególnie w uczelniach prywatnych, które przy przyzwoleniu władz wmawiają studentom, że dostają wyższe wykształcenie, a pani minister popiera te uczelnie, bo sama jedną założyła – dodaje. – Chce je rozwijać, nie rozumiejąc mechanizmów, które kierują szkolnictwem akademickim.

Zacznijmy od opinii studentów. Reforma z jednej strony nie poprawia jakości kształcenia, gdyż nie stwarza nauczycielom akademickim warunków lepszej pracy, a drugiej strony, wprowadza niepotrzebne i szkodliwe dla rozwoju młodzieży reglamentowanie nauki.

Dla studentów ustawa niesie wiele komplikacji zarówno ze względu na zmiany w systemie kształcenia, jak i pomocy materialnej. Znikają stypendia za dobre wyniki w nauce, a także stypendia sportowe, które zastąpione zostały stypendiami rektora dla najlepszych studentów. Co prawda, można będzie uzyskać stypendium za wybitne osiągnięcia, ale skoro do ubiegania się o stypendium rektora ma prawo tylko 10% najlepszych studentów na danym kierunku, to działa to demotywująco na innych, którzy są dobrzy, nawet bardzo dobrzy, ale zadają sobie sprawę z tego, że do wąskiej grupy 10% nie załapią się. Zastąpienie systemu stypendialnego premiowaniem najlepszych 10% powoduje wybieranie przez studentów specjalizacji mniej wymagających, które powodują mniejsze obciążenie.

Zlikwidowane zostały również stypendia mieszkaniowe i żywieniowe, i choć ci, których sytuacja materialna jest bardzo ciężka, mogą starać się o zwiększone stypendium socjalne, to mniej osób otrzymuje pomoc, choć jej potrzebują.

Studenci dostrzegają problemy związane z wprowadzeniem nauczania dwustopniowego. To był bardzo poważny błąd, który zdecydowanie obniża jakość kształcenia. Zamiast dobrych magistrów, mamy kiepskich licencjatów i bałagan programowy.

Tylko studenci otrzymujący stypendia rektorskie mają możliwość studiowania nieodpłatnie drugiego kierunku. Rodzi też istotne dla studentów komplikacje, bo skoro studenci otrzymujący stypendium rektora, są zwolnieni z tych opłat, pierwszy rok na kolejnym kierunku będzie dla nich darmowy, to problem pojawia się wtedy, gdy ktoś nie zdoła, czasem z przyczyn od niego niezależnych, utrzymać w 10% najlepszych studentów na kierunku podstawowym – w takim przypadku student będzie zmuszony uiścić opłaty za cały poprzedni rok studiowania, co jest niesprawiedliwe.

To reglamentowanie kształcenia dowodzi, że ustawę pisali ludzie nierozumiejący funkcjonowania szkolnictwa wyższego – zysk z tego będzie niewielki, a koszt krańcowy kształcenia tych, którzy chcą studiować na dodatkowych kierunkach jest minimalny, praktycznie zerowy. Szkodzi to też młodym ludziom, często się zdarza, że licealista po maturze dopiero szuka swojego miejsca i nie jest pewien swojego pierwszego wyboru.  Cechą znowelizowanego programu studiów jest fetyszyzacja tzw. punktów ECTS i wprowadzenie górnych widełek na maksymalną liczbę punktów ECTS – przekroczenie ich oznacza, że student musi płacić. Chcąc „sprawdzić” kolejny kierunek, młody człowiek niestety będzie musiał uiścić opłatę za studiowanie, na którą nie wszystkie rodziny stać.

Reglamentowanie kształcenia jest szkodliwym absurdem – ogranicza edukację, a efekty ekonomiczne będą praktycznie żadne.

Także tzw. Krajowe Ramy Kwalifikacji, które są niepotrzebnym biurokratycznym eksperymentem, jest kolejnym dowodem na to, że reformę opracowywali ludzie nierozumiejący funkcjonowania nauki i szkolnictwa wyższego. Naukowcy marnotrawią czas na zaspokajanie biurokratycznych zachcianek. Sam pomysł dostosowania programów kształcenia do „wymogów rynku”i formułowanie„osiągniętych umiejętności”, które mają być konfrontowane z postulatami pracodawców, świadczy, że autorzy tych pomysłów kompletnie nie rozumieją, jak funkcjonuje nauka i jaka jest rola szkół wyższych. One nie są od kształcenia umiejętności – poza pewnymi szczególnymi przypadkami, gdy umiejętności są uzyskiwane „przy okazji” na przykład prowadzenia eksperymentów w laboratoriach.Uczelnie mają dostarczać aktualnej wiedzy w określonych dyscyplinach naukowych wchodzących w zakres danego typu wykształcenia, zaznajamiać z wynikami badań naukowców, a umiejętności młodzi ludzie nabywają w miejscach pracy – staże mają swe znaczenie, ale nie wszędzie są celowe.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie