Na poprzednim posiedzeniu debatowaliśmy nad uchwałą o udziale katolików w życiu publicznym. Przyjęliśmy też uchwałę z okazji 25-tej rocznicy beatyfikacji Karoliny Kózkówny. Teraz był święty Andrzej Bobola. Jeśli ten proceder będzie trwał dalej, to za chwilę senacka uchwała ku czci świętego zostanie sprowadzona do rangi typowego punktu każdego zebrania: sprawy różne.
Wczoraj Senat podjął uchwałę z okazji X rocznicy Patronowania Polsce przez Świętego Andrzeja Bobolę. Niektórzy koledzy senatorowie byli zdziwieni, ale głosowałem przeciwko tej uchwale. Byłem jej przeciwny nie tylko dlatego, żebym świętego nie lubił. Przeciwnie - bardzo go cenię. Nie dlatego, że uważam go za postać antyekumeniczną. Nie. Uznaję jego misję wśród wschodnich chrześcijan, także męczeńską śmierć. Wiem też trochę o podniosłym nastroju jaki panował, gdy w czasach międzywojennych sprowadzano jego ciało do Warszawy. Dlaczego więc byłem przeciwny?
Otóż głosowałem przeciwko tej uchwale bo nie podoba mi się systematyczna dewaluacja tego typu inicjatyw. Na poprzednim posiedzeniu debatowaliśmy nad uchwałą o udziale katolików w życiu publicznym. Przyjęliśmy też uchwałę z okazji 25-tej rocznicy beatyfikacji Karoliny Kózkówny. Teraz był święty Andrzej Bobola. Jeśli ten proceder będzie trwał dalej, to za chwilę senacka uchwała ku czci świętego zostanie sprowadzona do rangi typowego punktu każdego zebrania: sprawy różne. To pierwsza przyczyna.
Jest jednak i przyczyna druga. Tego typu przedsięwzięcia osłabiają wrażliwość parlamentarzystów. Kiedy bowiem dojdzie do naprawdę ważnego z punktu widzenia nauki katolickiej głosowania (na przykład w sprawie in vitro, wolnych niedziel lub związków partnerskich?) to chrześcijańska wrażliwość posłów i senatorów będzie stępiona. Będą uważali, że sprawa ta jest mniej więcej podobnej rangi jak dziesiątki innych uchwał ku czci rozlicznych świętych. Tak nie jest. To są jednak sprawy różnej rangi. Różnego kalibru.
Rozumiem, że poszczególni parlamentarzyści chcą zapunktować we własnym elektoracie katolickim. Nie tędy jednak droga. Apeluję by powstrzymali te swoje, w sumie błahe, motywacje.
Jest wreszcie kwestia trzecia . Jestem oczywiście za wyraźnym, jasnym udziałem Kościoła w życiu publicznym. Za tym, by przypominał on wierzącym ich publiczne obowiązki. Mimo to jednak uważam, że parlament nie jest Akcją Katolicką. Nie jest kołem różańcowym. A w tej wizji jest on czymś nawet pobożniejszym niż te instytucje. Bo nawet one nie produkują inicjatyw ku czci świętych z taką szybkością.
Byłem więc przeciw senackiej uchwale ku czci świętego. Andrzeja Boboli. Uchwale, która została przyjęta. Myślę, że zasłużony święty nie odniósł z tego powodu uszczerbku. Że się nie obraził. Rozumie, że starałem się po prostu go nie zdewaluować.
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (30)