Dla większości polskich „patriotycznych” katolików to jest zimny prysznic. A to dopiero początek. Bo czeka ich po prostu lodowaty wodospad. No cóż Bracia i Siostry! Będziecie się musieli zmienić. Albo – chociaż tego Wam nie radzę – zahartować się. Ten pan z dzisiejszej krakowskiej mszy chyba prędzej się zahartuje. A może się mylę?
Od piątku jestem w Krakowie. Dziś rano, wychodząc z hotelu, spotkałem ministra Macieja Łopińskiego. Wracał z Wawelu – pewnie od swego przyjaciela, Lecha Kaczyńskiego. Chwile porozmawialiśmy. Tak. Pewnie wielu internautów – choćby z Salonu24 - obrzuci mnie za to błotem, ale to spotkanie było bardzo ujmujące. Zobaczyć kogoś, kto będąc w obcym mieście odwiedza grób przyjaciela, to jest coś ujmującego. Świadczącego o dużej wrażliwości. Dlaczego piszę o błocie? Bo już widzę te wyzwiska prawdziwych, Salonowych patriotów, że komu jak komu, ale mnie nie wypada pisać o tej wrażliwości ministra. Nie mam prawa… A piszcie sobie co chcecie!
Zresztą z owym „prawdziwym patriotyzmem” spotkałem się już jakąś godzinę później. Oto bowiem pewien starszy, zapewne wyborca PiS, przyjąwszy najpierw na klęczkach komunię świętą, cofnął się trzy kroki i syknął mi do ucha: ohydnie pan atakuje Kaczyńskiego! Przyznam – zupełnie mnie to nie zdziwiło. Nie zdziwiło mnie to, bo od lat twierdzę, że większość katolickiego elektoratu nie uważa patriotyzmu za jedno z narzędzi przydatnych do zbawienia lecz Kościół i wiarę za niezwykle przydatne – dość laickie narzędzie – krzewienia patriotyzmu i polskości.
Tak właśnie uważa ów skołowany dżentelmen z dzisiejszej, porannej, krakowskiej mszy. Że mając do wyboru najintymniejsze z możliwych – tu na ziemi, w komunii świętej – spotkań z Bogiem i dołożenie politycznemu przeciwnikowi, który w jego prostym umyśle atakuje kogoś, kto uosabia Polskę, - wybiera to drugie. Jarosław to Polska, a polskość i patriotyzm są ważniejsze niż Pan Bóg – taka jest kwintesencja głębi myśli owego jegomościa i rzesz jemu podobnych.
Że tak myślą podobne osoby – pół biedy. Że tak myśli Łobuz Patriotyczny – mniejsza z tym, zawsze tak myślał. Gorzej niestety, gdy tak myślą księża, a nawet biskupi. A wielu z nich tak niestety myśli. Ale to się zmienia. To widzi Rzym, widzi papież i jego przedstawiciel w Polsce Nuncjusz Apostolski. Widzi to, mówi o tym i intensywnie działa. Co mówi? Oto cytat z kazania, które arcybiskup Celestino Migliore wygłosił 20 listopada w Poznaniu, w Domu Generalnym Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. Mówił tam tak:
”to nie jest tak, że nasza wiara rodzi się z wartości patriotycznych i nimi się karmi, ale raczej wiara wypływa z wydarzenia paschalnego i jest podtrzymywana przez Ducha Świętego, który stara się w nas realizować tajemnicę paschalną Jezusa Chrystusa; a w tym procesie pojawiają się wartości patriotyczne, są akceptowane, oczyszczane i integrowane w naszym pielgrzymowaniu po ścieżkach wiary - indywidualnie i wspólnotowo - ku pełni w Jezusie Chrystusie” (http://www.archpoznan.pl/content/view/2613/109/).
Naprawdę trudno wytłumaczyć to jaśniej, nie tylko temu panu z dzisiejszej krakowskiej mszy, nie tylko wielu kapłanom, stawiającym na potęgę pomniki w kształcie prezydenckiego tupolewa, ale także, niestety – wielu biskupom! Nuncjusz Apostolski jednak nie tylko mówi. On także działa. Działa intensywnie jeśli popatrzeć na ostatnie biskupie nominacje. A nominacje te mówią jasno – polski patriotyzm tak, udział Kościoła w życiu publicznym tak, ale tylko tam i w takim zakresie, gdzie służy to autentycznej ewangelizacji. Gdzie służy to zbawieniu, a nie tam gdzie zostaje on sprowadzony do użytecznego narzędzia pseudo patriotycznego szaleństwa.
Nuncjusz nie robi zresztą nic odkrywczego. Robi po prostu to, co wczoraj na mini Konsystorzu mianując 6 nowych kardynałów nie – Europejczyków zrobił Benedykt XV. Papież pokazał po prostu powszechność Kościoła. Pokazał, że jego misja dotyczy istoty życia każdego człowieka. Niezależnie od jego narodowości. Od koloru skóry. Papież mówił tak:
„Jeśli jednak spojrzymy na chwilę wniebowstąpienia Jezusa przedstawioną w Dziejach Apostolskich, widzimy, że uczniowie są jeszcze zamknięci w swojej wizji, myślą o przywróceniu nowego królestwa Dawida i proszą Pana: „czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?” (Dz 1,6). Jak odpowiada Jezus? Odpowiada otwierając ich perspektywy, dając im obietnicę i zadanie: obiecuje, że będą napełnieni mocą Ducha Świętego i powierza im zadanie, by świadczyli o nim na całym świecie, przekraczając granice religijne i kulturowe, w obrębie których zwykli byli myśleć i żyć, aby otworzyć się na powszechne Królestwo Boże” (http://ekai.pl/biblioteka/dokumenty/x1483/przemowienie-wygloszone-przez-benedykta-xvi-listopada-r/).
Wiem. Dla większości polskich „patriotycznych” katolików to jest zimny prysznic. A to dopiero początek. Bo czeka ich po prostu lodowaty wodospad. No cóż Bracia i Siostry! Będziecie się musieli zmienić. Albo – chociaż tego Wam nie radzę – zahartować się. Ten pan z dzisiejszej krakowskiej mszy chyba prędzej się zahartuje. A może się mylę?
Tu polityka zaczyna swój dzień:www.300polityka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (48)