fot. Piotr Łysakowski
fot. Piotr Łysakowski
Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki
806
BLOG

Lodowaty wodospad dla „patriotycznych” katolików

Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki Rozmaitości Obserwuj notkę 48

 Dla większości polskich „patriotycznych” katolików to jest zimny prysznic. A to dopiero początek. Bo czeka ich  po prostu lodowaty wodospad. No cóż Bracia i Siostry! Będziecie się musieli zmienić. Albo – chociaż tego Wam nie radzę – zahartować się. Ten pan z dzisiejszej krakowskiej mszy chyba prędzej się zahartuje. A może się mylę?    

 
Od piątku jestem w Krakowie. Dziś rano, wychodząc z hotelu, spotkałem ministra Macieja Łopińskiego. Wracał z Wawelu – pewnie od swego przyjaciela, Lecha Kaczyńskiego. Chwile porozmawialiśmy. Tak. Pewnie wielu internautów – choćby  z Salonu24 - obrzuci mnie za to błotem, ale to spotkanie było bardzo ujmujące. Zobaczyć kogoś, kto będąc w obcym mieście odwiedza grób przyjaciela, to jest coś ujmującego. Świadczącego o dużej wrażliwości. Dlaczego piszę o błocie? Bo już widzę te wyzwiska prawdziwych, Salonowych patriotów, że komu jak komu, ale mnie nie wypada pisać o tej wrażliwości ministra. Nie mam prawa… A piszcie sobie co chcecie!
 
Zresztą z owym „prawdziwym patriotyzmem” spotkałem się już jakąś godzinę później. Oto bowiem pewien starszy, zapewne  wyborca PiS, przyjąwszy najpierw na klęczkach komunię świętą, cofnął się trzy kroki i syknął mi do ucha: ohydnie pan atakuje Kaczyńskiego! Przyznam – zupełnie mnie to nie zdziwiło. Nie zdziwiło mnie to, bo od lat twierdzę, że większość katolickiego elektoratu nie uważa patriotyzmu za jedno z narzędzi przydatnych do zbawienia lecz Kościół i wiarę za niezwykle przydatne – dość laickie narzędzie – krzewienia patriotyzmu i polskości.
 
Tak właśnie uważa ów skołowany dżentelmen z dzisiejszej, porannej, krakowskiej mszy. Że mając do wyboru najintymniejsze z możliwych – tu na ziemi, w komunii świętej – spotkań z Bogiem i dołożenie politycznemu przeciwnikowi, który w jego prostym umyśle atakuje kogoś, kto uosabia Polskę, - wybiera to drugie. Jarosław to Polska, a polskość i patriotyzm są ważniejsze niż Pan Bóg – taka jest kwintesencja głębi myśli owego jegomościa i rzesz jemu podobnych.
 
Że tak myślą podobne osoby – pół biedy. Że tak myśli Łobuz Patriotyczny – mniejsza z tym, zawsze tak myślał. Gorzej niestety, gdy tak myślą księża, a nawet biskupi. A wielu z nich tak niestety myśli. Ale to się zmienia. To widzi Rzym, widzi papież i jego przedstawiciel w Polsce Nuncjusz Apostolski. Widzi to, mówi o tym i intensywnie działa. Co mówi? Oto cytat z kazania, które arcybiskup Celestino Migliore wygłosił 20 listopada w Poznaniu, w Domu Generalnym Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. Mówił tam tak:
 
to nie jest tak, że nasza wiara rodzi się z wartości patriotycznych i nimi się karmi, ale raczej wiara wypływa z wydarzenia paschalnego i jest podtrzymywana przez Ducha Świętego, który stara się w nas realizować tajemnicę paschalną Jezusa Chrystusa; a w tym procesie pojawiają się wartości patriotyczne, są akceptowane, oczyszczane i integrowane w naszym pielgrzymowaniu po ścieżkach wiary - indywidualnie i wspólnotowo - ku pełni w Jezusie Chrystusie” (http://www.archpoznan.pl/content/view/2613/109/).
 
Naprawdę trudno wytłumaczyć to jaśniej, nie tylko temu panu z dzisiejszej krakowskiej mszy, nie tylko wielu kapłanom, stawiającym na potęgę pomniki w kształcie prezydenckiego tupolewa, ale także, niestety – wielu biskupom! Nuncjusz Apostolski jednak nie tylko mówi. On także działa. Działa intensywnie jeśli popatrzeć na ostatnie biskupie nominacje. A nominacje te mówią jasno – polski patriotyzm tak, udział Kościoła w życiu publicznym tak, ale tylko tam i w takim zakresie, gdzie służy to autentycznej ewangelizacji. Gdzie służy to zbawieniu, a nie tam gdzie zostaje on sprowadzony do użytecznego narzędzia pseudo patriotycznego szaleństwa.
 
Nuncjusz nie robi zresztą nic odkrywczego. Robi po prostu to, co wczoraj na mini Konsystorzu mianując 6 nowych kardynałów nie – Europejczyków zrobił Benedykt XV. Papież pokazał po prostu powszechność Kościoła. Pokazał, że jego misja dotyczy istoty życia każdego człowieka. Niezależnie od jego narodowości. Od koloru skóry. Papież mówił tak:
 
Jeśli jednak spojrzymy na chwilę wniebowstąpienia Jezusa przedstawioną w Dziejach Apostolskich, widzimy, że uczniowie są jeszcze zamknięci w swojej wizji, myślą o przywróceniu nowego królestwa Dawida i proszą Pana: „czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?” (Dz 1,6). Jak odpowiada Jezus? Odpowiada otwierając ich perspektywy, dając im obietnicę i zadanie: obiecuje, że będą napełnieni mocą Ducha Świętego i powierza im zadanie, by świadczyli o nim na całym świecie, przekraczając granice religijne i kulturowe, w obrębie których zwykli byli myśleć i żyć, aby otworzyć się na powszechne Królestwo Boże” (http://ekai.pl/biblioteka/dokumenty/x1483/przemowienie-wygloszone-przez-benedykta-xvi-listopada-r/).
 
 
Wiem. Dla większości polskich „patriotycznych” katolików to jest zimny prysznic. A to dopiero początek. Bo czeka ich  po prostu lodowaty wodospad. No cóż Bracia i Siostry! Będziecie się musieli zmienić. Albo – chociaż tego Wam nie radzę – zahartować się. Ten pan z dzisiejszej krakowskiej mszy chyba prędzej się zahartuje. A może się mylę?     
 
 
Tu polityka zaczyna swój dzień:www.300polityka.pl
 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (48)

Inne tematy w dziale Rozmaitości