Tak. Ziemkiewicz musi opisywać jakieś własne doświadczenia. Skąd bowiem – w innym wypadku - wziąłby przecież ten namiętny i pełen ironii opis nieszczęsnych perypetii Kazimierza Marcinkiewicza?
W ostatnim numerze Do Rzeczy Rafał Ziemkiewicz zajął się Instytutem Myśli Państwowej. Zajął się z ogromną pasją. Precyzyjnie i szczegółowo opisał niektórych jego założycieli, przypisując im wszystkim – także i mnie – dość niskie – pobudki. Zrobił to jednak niezwykle sprawnie i z ogromną szczegółowością. Szczegółowością naprawdę zastanawiającą.
Tekst ma dobrze dopracowaną formę. Wygląda na dobrze przemyślany gatunek literacki. Trochę tak jakby kompozytor – do precyzyjnie opisanego wzorca opery – wpisywał po prostu kolejnych bohaterów. Kolejne postaci. Tym razem nas.
Zastanawiałem się skąd się to Ziemkiewiczowi wzięło? I jakąś odpowiedzią wydał mi się tu tytuł jego tekstu: „Instytut Pokrzywdzonych przez Kaczyńskiego”. Tak. Musiał Ziemkiewicz – pisząc swój tekst o nas – rozmyślać o jakiejś własnej inicjatywie. O jakiejś własnej – głęboko przeżytej sytuacji. Jak ta inicjatywa się mogła nazywać? Fundacja Pokrzywdzonych przez Hajdarowicza? Tak. To mógł być nawet – znając Ziemkiewicza - błyskotliwy pomysł dla niego i paru kolegów. Miał tylko jeden, zasadniczy przecież minus. Tworząc go, trzeba by było się troszeczkę narobić… Ooo nie! Co to, to nie! To już lepiej zafundować sobie małą amnezję. I po prostu wrócić do paskudnego Hajdarowicza!
PS: Tak. Ziemkiewicz musi opisywać jakieś własne doświadczenia. Skąd bowiem – w innym wypadku - wziąłby przecież ten namiętny i pełen ironii opis nieszczęsnych perypetii Kazimierza Marcinkiewicza?
Tu polityka zaczyna swój dzień www.300polityka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (49)