Koledzy blogerzy! Zwłaszcza ci, którzy mnie nie lubicie. Zwłaszcza ci, co nie lubicie mnie z powodów „patriotycznych”. Macie wreszcie szansę na dobrą robotę. I zachęcam, żebyście – przy naprawdę niewielkim wysiłku – ją wykonali. Na czym ta robota ma polegać?
Otóż w ostatni czwartek – 28 lutego – było mi dane, na zaproszenie mojego kolegi ze studiów, historyka tamtejszego liceum Macieja Adamskiego, odwiedzić Trzemeszno. Okazją do wizyty była sesja naukowa – zorganizowana przez tutejszych uczniów - z okazji 150 rocznicy wymarszu trzemeszeńskich gimnazjalistów do Powstania Styczniowego. Wysokim patronatem inicjatywę objęły władze Miasta i Instytutu Historii Uniwersytetu A. Mickiewicza w Poznaniu. Uroczystość zakończyło złożenie kwiatów pod upamiętniającym to wydarzenie obeliskiem przed budynkiem szkoły.
Moja chłodna ocena większości polskich insurekcji jest wam moi – koleżanki i koledzy – znana. Czym innym jest jednak różność historycznych ocen wydarzeń i ocena politycznych konsekwencji konkretnych decyzji, a czym innym uznanie dla bohaterstwa, heroizmu i poświęcenia tych, którzy je wykonywali. Nawet, gdy ruszali w bój „bez broni”.
Każda historia ma zawsze dwie płaszczyzny. Tę, którą znamy z podręczników i tę, która jest jej regionalnym odbiciem. Bo brali w tym ogólnym, znanym wydarzeniu historycznym udział także bohaterowie naszych małych ojczyzn. Ci, których pamięć jest wciąż żywa. Którzy – tak naprawdę – więcej mówią nam o danej epoce niż owi wielcy, powszechnie znani bohaterowie. Czasem – i wtedy jest to naprawdę wyjątkowy splot dziejów – te dwie płaszczyzny przenikają się.
Tak było właśnie w Trzemesznie, gdzie w ostatni czwartek tutejsi uczniowie przypomnieli – w swych znakomitych referatach i o - związanym z miastem powstańczym dyktatorze Marianie Langiewiczu - i o swoich kilkudziesięciu starszych kolegach, którzy 150 lat temu przedzierali się „na rosyjską stronę” na pomoc Powstaniu. Nie tylko referaty były jednak w Trzemesznie czymś ciekawym. Naprawdę frapującą uczniowską inicjatywą jest prowadzony przez nich powstańczy blog.
I tu jest właśnie wasza szansa koledzy blogerzy. Czy mnie lubicie czy nie – nawet, gdy różnimy się w ocenie polskiego insurekcjonizmu – możecie go propagować. Linkować, polecać na facebooku, albo tweetować. Zachęcam, bo to wielka pomoc i szansa na szlachetny udział w dobrym wysiłku młodzieży. Na pewno to zrobicie. Dlaczego? Bo - piszę to zwłaszcza do moich krytyków z Salonu24 – to jest szansa utrwalenia w niej raczej waszej wizji nie mojej. A więc – drodzy moi krytycy – do roboty. Zróbcie coś dla budowy takiego pokolenia Polaków jakiego werbalnie tak bardzo chcecie!
Z blogiem trzemeszeńskich licealistów można się zapoznać tu: http://www.trzemeszno1863.blogspot.com/
Acha. I jeszcze jedno. Trzemeszno – co na pewno moich krytyków zmobilizuje – leży poza moim okręgiem wyborczym!
Tu polityka zaczyna swój dzień www.300polityka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (34)