"Prezydent Lech ma problemy?
Musze postawic te pytania. I wole zrobic to publicznie, a nie w formie plotek na politycznych korytarzach. Sprawa dotyczy przeciez glowy panstwa, zas informacje powielane w dziesiatkach rozmów – z udzialem najwazniejszych polskich polityków – brzmia bardzo powaznie i niepokojaco. Czy prezydent Lech Kaczynski naduzywa alkoholu? Czy prawda jest, ze jego pobyty w szpitalach maja zwiazek z terapia antyalkoholowa? Czy ucieczki do Juraty i czerwone wino to nie srodki terapeutyczne, stosowane przezen w reakcji na problemy w relacjach rodzinnych z bratem i matka? Czy w takiej sytuacji, w takim kontekscie, prezydent nie traktuje prowadzonej przez siebie polityki jako formy reagowania na osobiste urazy?
Stawiam te pytania, gdyz w nieformalnych rozmowach stawia je duza czesc srodowiska politycznego, mniej lub bardziej zlosliwie, z mniejszym lub wiekszym niepokojem przygladajac sie prezydenturze Kaczynskiego. Ale czym innym jest uzywanie tych pytan do zakulisowej walki politycznej, w której plotka jest silnym narzedziem, czyms innym zas publiczne ich postawienie – w oczekiwaniu na jednoznaczne, formalne stanowisko Kancelarii Prezydenta i opinie lekarzy dbajacych o zdrowie glowy panstwa. Czy doczekamy wyjasnien?"
I o to wlasnie jest ten caly szum... Tak. O to.
W Polsce panuje do dnia dzisiejszego mentalnosc carska, wedlug ktorej wszelkiego rodzaju urzedasy panstwowe, lacznie z ich szefem, prezydentem, sa wybrani przez "poddanych" nie po to, zeby im sluzyc, tylko zeby nimi rzadzic. Prosze zauwazyc jak w Polsce naduzywa sie slowo "rzadzic". Jak odmienia sie je we wszystkich przypadkach i stosuje we wszystkich mozliwych sytuacjach. W Polsce calkowicie nieznane jest np. slowo "administracja" panstwowa. Slowo "administracja" zapewne brzmi degradujaco zeby je stosowac w stosunku do "rzadzacych". Administracja to moze byc... hotelowa, czy podobna. Na taka potwarz to sobie przeciez "rzadzacy" pozwolic nie moga. Kto wie, gdyby ktos probowal to slowo uzyc w stosunku do nich, to pewnie moglby sie narazic na nastepny pozew.
Janusz Palikot przeprosil najjasniejszego pana prezydenta za swoj wpis na swoim blogu. Moim zdaniem nie powinien tego robic w obronie wolnosci wypowiedzi. Okazuje sie, ze dla polskiego prezydenta te przeprosiny nie wystarczaja. Widocznie polski wladca poddanych zyczy sobie nogi albo reki posla Palikota dla usatysfakcjonawnia swojego wschodniego poczucia dumy z zajmowanego stanowiska, oplacanego przez wyborcow, miedzy innymi przez Palikota.
Byl kiedys taki humor rysunkowy w gazecie. Faceci w pocie czola buduja zamek na potrzeby krecenia filmu. Aktor majacy grac role hrabiego wprowadzil sie do zamku i poszczul ekipe fimowa psami.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)